Według najnowszych danych urzędu burmistrza Nowego Jorku odnotowano 41771 potwierdzonych przypadków zakażenia i 1096 ofiar śmiertelnych.
Szef stowarzyszenia dyrektorów domów pogrzebowych w stanie Nowy Jork Mike Lanotte powiedział CNN, że od weekendu notuje się wzrost liczby zgonów.
„Codziennie podwaja się liczba ofiar śmiertelnych”
- zauważył.
„Problem polega na tym, że dyrektorzy domów pogrzebowych i cmentarze zdecydowali się zmniejszyć liczbę pracowników z powodu Covid-19. Chowają mniej osób dziennie. Jeśli nie będą w stanie tego zrobić w odpowiednim czasie, powstanie wąskie gardło”
– wyjaśnił Lanotte, którego stowarzyszenie zrzesza około 950 domów pogrzebowych w całym stanie Nowy Jork.
Przypomniał, że zgodnie z wytycznymi gubernatora Nowego Jorku Andrew Cuomo w ceremonii pogrzebowej mogą uczestniczyć tylko członkowie najbliższej rodziny zmarłych.
„Pod żadnym względem nie jest to idealne rozwiązanie, ale dyrektorzy domów pogrzebowych z pewnością pracują z rodzinami, a rodziny rozumieją sytuację”
– mówił Lanotte, dodając, że w niektórych przypadkach organizowane są transmisje z uroczystości na Skypie lub Facebooku.
Szef stowarzyszenia podziela zaniepokojenie dyrektorów z powodów braku środków ochrony dla personelu i zwraca uwagę na potrzebę zachowania szczególnej ostrożności przy przyjmowaniu zmarłych ze szpitali.
„Najgorszy scenariusz byłby podobny do sytuacji we Włoszech z trumnami ułożonymi jedna na drugiej. Nie twierdzę, że znajdujemy się na tym etapie, ale nikt nie chce, żeby do tego doszło”
- zapewnił.
Nie inaczej jest na Brooklynie. Jeden z dyrektorów tamtejszych domów pogrzebowych powiedział PAP, że sytuacja jest bardzo poważna.
„Krematoria i cmentarze są przeciążone. Na kremację trzeba czekać około tygodnia. Większość zmarłych to ofiary koronawirusa”
– zauważył.
Dodał, że nie zawsze nawet wiadomo, czy ktoś był zakażony, czy nie, ponieważ ludzie umierają też w domach i nie wszyscy byli poddani testom na Covid-19.