Jako o zagrożeniu dla światowego zdrowia, kraju nieprzewidywalnym i nietransparentnym. Prawdopodobnie to z powodu panującego w Chinach systemu neokomunistycznego śmiertelny wirus mógł się rozprzestrzenić. Li Wenliang, lekarz, który jako pierwszy ostrzegał władze o jego pojawieniu się, został poddany represjom i musiał złożyć komunistyczną samokrytykę. Stracono cenny czas. Gdy się okazało, że miał rację, został zrehabilitowany. Wrócił zresztą do pracy, by nadal pomagać ludziom (był chrześcijaninem, co skrzętnie ukrywa przed obywatelami propaganda), i w końcu sam się zaraził, a wkrótce potem zmarł. Teraz władza stara się walczyć z wirusem siłą i też wszystkiego nie mówi. Nawet jeśli ten wirus nie okaże się aż tak groźny i uda się go opanować, to pozostanie brak zaufania i zły wizerunek. Wynikający z uzasadnionej obawy, co jeszcze ukrywają albo ukryją w przyszłości chińscy komuniści.
Cios w potęgę Chin
Jeszcze kilka miesięcy temu prasa, internet oraz księgarnie całego świata pełne były artykułów i książek, których autorzy albo wysławiali potęgę i system Chin, albo mówili o nich z obawą, ale wciąż z wielkim respektem. Epidemia koronawirusa sprawiła, że o Chinach mówi się już w zupełnie innym kontekście.