Doradcy prezydenta RP i prezydencki minister Karol Rabenda podsumowali dzisiaj podczas konferencji prasowej energetyczny bilans minionej zimy.
Ta zima była bardzo droga dla Polaków. Część przekonała się o tym już na własnych rachunkach, część przekona się, kiedy przyjdą rachunki z ciepła systemowego
- mówił minister Rabenda.
Rabenda: Orlen łupi Polaków na ciężkiej zimie
Wskazał, że za drogą zimę odpowiada strona rządowa i brak wcześniejszych działań z jej strony.
W Polsce mamy największe ceny hurtowe gazu ziemnego spośród krajów UE. Polska zdywersyfikowała się, jeśli chodzi o źródła energii, a mimo to mamy najdroższe ceny. Po różnego rodzaju interwencjach, spostrzeżeniach, po analizie wyszło nam, że Orlen zawyża ceny energii. Polacy poza tym, że płacą wysokie rachunki za gaz, płacą też najwyższą marżę, która nie jest niczym uzasadniona rynkowo i powiedzmy wprost - Orlen łupi Polaków na tej ciężkiej zimie
- przyznał Rabenda.
Doradca prezydenta Wanda Buk wskazała, że Polska, choć zainwestowała ogromne pieniądze w dywersyfikację, "ma 11 proc. wyższe ceny niż na giełdzie holenderskiej".
- Jedną z przyczyn jest struktura rynku gazu, gdzie za 100 proc. wydobycia i importu odpowiada Orlen, którego ceny na rynku hurtowym są w żaden sposób niekontrolowane. Wyliczyliśmy, że nadmiarowa marża Orlenu to ponad 3,5 mld zł - powiedziała.
1500 zł więcej za ogrzewanie?
Karol Rabenda stwierdził, że o końcu wsparcia w cieple systemowym będzie głośno, "gdy obywatele otrzymają rachunki ze spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych".
- Tutaj też nie ma wsparcia rządowego, bony i inne mechanizmy są ograniczone i w żadnej szerokiej skali i nie są w stanie zapobiec wysokim kosztom - powiedział.
- W ubiegłym roku zakończyliśmy etap mrożenia cen ciepła na poziomie 103,82 zł za GJ z węgla i OZE, 150,95 zł w przypadku ciepłownictwa systemowego z gazu. Na ten moment obserwujemy wzrost nawet do 230 zł za GJ. To nie są jednostkowo duże kwoty, ale jeżeli policzymy koszt dla mieszkania 50 m2, to jest ponad 1500 zł dodatkowego kosztu rocznie
- wskazała Wanda Buk.
Szok na rynku pelletu
W ostatnich miesiącach widzieliśmy także szok cenowy na rynku pelletu, spowodowany małą podażą surowca.
- Działań rządu też nie było na tym rynku. Te działania podjęte wcześniej przez MKiŚ zarządzeniem, które nie było do końca zgodne z przepisami i zasadzie, że drzewa powinny rosnąć, a nie być wycinane, poskutkowały tym, że ceny wyskoczyły w górę, surowca nie było, państwo nie było w stanie się przygotować - wskazał Rabenda.
Marcin Izdebski, szef Rady Energii i Zasobów Naturalnych przy prezydencie RP zauważył, że piece na pellet były głównym wyborem Polaków w programie "Czyste powietrze".
Doprowadziło to do tego, że popyt rośnie ,a podaż zmniejszyła się. W maju wydano rozporządzenie o normach z 14 dniowym vacatio legis, co nie pozwoliło branży na przygotowanie się i spowodowało niedobory na rynku pelletu. To przekłada się na to, że gospodarstwa domowe poniosły koszty dodatkowe 2-3 tys. złotych
- wyliczył.
Polacy płacą najwięcej za energię końcową
W zamrażarce sejmowej znalazł się projekt prezydenta RP obniżający ceny prądu o ok. 30 proc.
- Ceny energii elektrycznej wpływają na rachunki Polaków, ale też na ogrzewanie w wielu gospodarstwach domowych. Nasza propozycja sprzed kilku miesięcy utknęła w zamrażarce pana Czarzastego. Jedyne co można zrobić, jeśli rząd nie jest w stanie wymyślić własnej recepty, to skorzystać z propozycji pana prezydenta. Apelujemy o podjęcie działań, bo przy tych cenach polskie gospodarstwa domowe będą niesprawiedliwie obciążone, a polski przemysł będzie niekonkurencyjny - zaapelował Rabenda.
Jak wskazała Wanda Buk, "jesteśmy liderami wśród krajów UE, jeśli chodzi o ponoszenie kosztów za energię końcową przez gospodarstwa domowe".
Oznacza to, że każda z tych dodatkowych opłat kumuluje się w taki sposób, że w portfelu gospodarstwa domowego wydatki na energię elektryczną i ogrzewanie sięgają 8 proc. Jesteśmy trzecim krajem UE, podczas gdy średnia UE to 4,6 proc. typowego domowego budżetu. To jest uśredniona cena. Są gospodarstwa, które wydają 20-30 proc. swojego budżetu
- powiedziała.
Blackout w 2028 r.?
Izdebski przedstawił wyliczenia, że przeciętna rodzina o średnim zużyciu płaci za energię elektryczną ok. 2600 zł rocznie, a jeśli ogrzewa dom pompą ciepła - nawet 7000 zł.
To nie jest tak, że mamy alternatywę między węglem a OZE - potrzebujemy stabilnych źródeł energii. To pokazała ta zima. Były okresy, że 90 proc. energii pochodziło z węgla. My nie jesteśmy w stanie zamienić tych mocy w perspektywie roku, dwóch czy nawet 10 lat. Buduje się 8,5 GW mocy gazowych, elektrownia atomowa powstanie po roku 2033 formalnie, faktycznie wiemy, że to będzie okres późniejszy. Mamy lukę po 2028, ponieważ prezesi spółek zapowiadają, że wszystkie bloki, które nie będą miały wsparcia w ramach rynku mocy, będą zamknięte, to oznacza, że będziemy mieli blackout już w 2028 r., jeżeli rząd nie podejmie pilnie żadnych działań. Potrzebujemy racjonalnego mechanizmu, który pozwoli funkcjonować dalej elektrowniom węglowym
- dodał.
Wśród rekomendacji dla rządu przedstawiono wprowadzenie mechanizmu dla mocy węglowych po 2028, rozbudowę magazynów gazu oraz niezależny audyt cen gazu Orlenu.
Kalkulator Taniego Prądu
Przedstawiono także kalkulator pozwalający wyliczyć korzyści z prezydenckiego projektu dot. cen energii.
Od 137 dni prezydencki projekt ustawy Tani Prąd -33% czeka na rozpatrzenie w Sejmie!
— Paweł Szefernaker 🇵🇱 (@szefernaker) March 24, 2026
Sprawdź ile zaoszczędziłbyś na rachunku za prąd, gdyby Donald Tusk i Włodzimierz Czarzasty nie blokowali propozycji prezydenta Karola Nawrockiego ⤵️https://t.co/lTAriwP57v