Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Gospodarka

Skandal w kopalni "Silesia". Rząd mówił o braku zwolnień, a na bruk trafia 120 osób, w tym szef "Solidarności"

W grudniu ubiegłego roku wiceminister Miłosz Motyka, reprezentując rząd, gwarantował, że po przejęciu kopalni PG "Silesia" przez spółkę Bumech nikt nie straci pracy, a protestujący górnicy nie będą szykanowani. Słowa okazały się nic niewarte. Dziś wypowiedzenia ma otrzymać około 120 osób, w tym uczestnicy niedawnego protestu oraz przewodniczący zakładowej "Solidarności" Grzegorz Babij. Rzecznik rządu milczy, a wyrzucani na bruk związkowcy mówią wprost o działaniu "zorganizowanej grupy pracodawczej".

Porozumienie z 29 grudnia ubiegłego roku kończyło dramatyczny, podziemny protest blisko 20 górników. Wtedy to strona społeczna, właściciel największej prywatnej kopalni w Polsce (spółka Bumech) oraz minister energii Miłosz Motyka w imieniu rządu RP ustalili jasne warunki. Zdecydowano, że Bumech przejmie wszystkich pracowników kopalni, nikt nie zostanie zwolniony, a uczestnicy protestu nie będą pociągani do odpowiedzialności.

Rzeczywistość okazała się brutalna. 18 marca br. spółka przejęła jedynie "zorganizowaną część zakładu" i tylko część załogi. W efekcie pracę ma stracić łącznie około 120 pracowników – w tym członkowie NSZZ "Solidarność" i uczestnicy grudniowego strajku. Zapytaliśmy Adama Szłapkę, rzecznika rządu Donalda Tuska, o wiarygodność gabinetu, który gwarantował zatrudnienie. Pytanie pozostało bez odpowiedzi.

"Chcieli mnie upokorzyć i to zrobili"

Wypowiedzenie z pracy otrzymał właśnie przewodniczący Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ "Solidarność" przy PG "Silesia", Grzegorz Babij. Dokumenty podpisywał przed bramą zakładu, trzymając je w powietrzu.

– Chcieli mnie upokorzyć i to zrobili – mówi w rozmowie z naszym portalem.

Babij to człowiek-legenda tego zakładu. Stracił pracę po 38 latach w kopalni, z którą był zżyty od dzieciństwa. Jak sam wspomina, zakładał Przedsiębiorstwo Górnicze "Silesia" oraz tamtejszą "Solidarność". Dziś czuje się oszukany. Działania nowych władz kopalni nazywa wprost: "zorganizowana grupa pracodawcza". Związkowiec podkreśla, że po niemal czterech dekadach pracy zostaje z niczym, bez praw emerytalnych, ale zapowiada dalszą walkę.

Zablokowane dyskietki i interwencja policji

Zwalnianie niewygodnych pracowników odbywa się w skandalicznych okolicznościach. Kiedy po świętach Grzegorz Babij próbował wejść na teren zakładu, okazało się, że jego dyskietka wejściowa jest zablokowana, a on sam został zatrzymany przez ochronę. Nie podano mu żadnej podstawy prawnej zakazu wstępu, a telefony do osób decyzyjnych i zarządcy sądowego pozostawały bez echa.  

Sytuacja zaogniła się do tego stopnia, że związkowcy wezwali policję. Pojawiły się bowiem uzasadnione obawy o los mienia związkowego oraz dokumentacji (w tym księgowo-finansowej i zawierającej dane osobowe), do której dostęp został im odcięty. Związkowcy zgłosili organom ścigania podejrzenie zaboru mienia oraz utrudniania działalności związku zawodowego.

Zarządca sądowy, Marcin Ferdyn, skontaktował się z Babijem jedynie po to, by zapytać, czy ten woli otrzymać wypowiedzenie pocztą, czy do rąk własnych. Związkowiec wybrał drugą opcję, by móc spojrzeć w oczy ludziom, którzy zwalniają go po 38 latach pracy. 

Spółka zasłania się prawem

Zapytaliśmy spółkę Bumech, dlaczego łamie ustalenia i działa ponad prawem. W odpowiedzi Kinga Dubrawska z biura prasowego firmy stwierdziła, że Bumech działa zgodnie z prawem. Tłumaczy, że spółka otrzymała zgodę Sędziego Komisarza na wydzierżawienie zorganizowanej części przedsiębiorstwa i przejęcie tylko tych pracowników, którzy są bezpośrednio związani z produkcją. Reszta załogi pozostała w spółce PG "Silesia", która jest w restrukturyzacji i zarządza nią Zarządca Sądowy.

Odnosząc się do niewpuszczenia związkowców na teren kopalni, przedstawicielka spółki stwierdziła, że osoby niebędące pracownikami Bumechu mogą wejść na teren zakładu tylko po uprzednim umówieniu się, o co przedstawiciele związku rzekomo nie wystąpili.

"To jawny atak na niezależny ruch związkowy"

Grzegorz Babij nie składa broni i prowadzi działalność związkową z Biura "Solidarności" Podbeskidzia w Bielsku-Białej. Sprawa jego zwolnienia trafi na drogę sądową. Marek Bogusz wraz z całym zarządem "Solidarności" Podbeskidzia w liście otwartym do władz Bumechu podkreślają, że doszło do bezprawia. Babij jest bowiem podwójnie chroniony prawem – jako przewodniczący związku zawodowego oraz jako radny Czechowic-Dziedzic.

W obronie wyrzucanych na bruk górników stanął poseł Prawa i Sprawiedliwości, Przemysław Drabek.

– To jawny atak na niezależny ruch związkowy i brutalne łamanie praw związkowych działaczy. Wzywam rząd, Państwową Inspekcję Pracy i prokuraturę do natychmiastowej reakcji. Domagam się przywrócenia Grzegorza Babija do pracy. Człowiek pracy to nie jest element do usunięcia

– apeluje parlamentarzysta. 

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej