Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Gospodarka

Górnicy kopalni Silesia bez pensji. "Te osoby mają rodziny. Z czego mają żyć?"

Pracownicy kopalni "Silesia" w Czechowicach-Dziedzicach, gdzie pod ziemią protestowało blisko 20 osób przez ponad tydzień w grudniu 2025 r. nie wyjeżdżając na powierzchnię - znowu mają kłopoty. Po tym jak, pracodawca spółka giełdowa "Bumech" w procesie restrukturyzacji wydzierżawił przedsiębiorstwo i przejął część pracowników teraz im nie płaci. - W sierpniu pracownicy najpierw nie otrzymali pieniędzy w ogóle, później otrzymywali kolejno dwie transze po 2 tys. zł. A to jeszcze nie całość pensji. Pieniędzy nie otrzymały, np. w ogóle osoby, które przebywają na zwolnieniach lekarskich. Te osoby mają rodziny. Z czego mają żyć? - pyta z goryczą Grzegorz Babij, przewodniczący Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ "Solidarność" przy kopalni "Silesia". Ani spółka "Bumech", ani inspektorat Państwowej Inspekcji Pracy w Katowicach nie skomentowali dla nas tej sytuacji.

Na 10 sierpnia pracownicy nie dostali pieniędzy. Z tego co wiem od pracodawcy nie ma pieniędzy na wypłaty. Pracodawca miał powiedzieć pracownikom, że dostaną pensje w transzach - jak wydobędą węgiel. Z informacji, które mam - ludzie dostali pierwszą transzę w ubiegły piątek, teraz dostali drugą transzę po 2 tys. każdą. Kiedy będzie reszta wypłaty? Nie wiadomo. Pieniądze dostali nie wszyscy pracownicy, część załogi została z tego wyeliminowana, bo np. przebywają na zwolnieniu lekarskim. Widać, że w tej firmie dzieje się tak - że zarządzający wybierają pracowników, którym dać pieniądze, którym nie - i w jakim terminie. Moim zdaniem jest to test, na ile mogę sobie pozwolić, gdzie pracownik odmówi pracy. Ten pracodawca nie ma żadnej empatii do drugiego człowieka. On patrzy tylko przez okulary, na których widać pieniądze wpływające do kieszeni. Dla niego na pierwszym miejscu jest pracodawca dopiero potem pracownik. Pracuje tam ok. około 600 osób. Te osoby pracują pod ziemią w kopalni, która ma wysoki, IV stopień zagrożenia metanowego, a pracodawca wykorzystuje górników. Pracownicy dzwonią i proszą żebyśmy coś z tym zrobili, bo boją się o swoje życie i zdrowie

–  mówi nam z oburzeniem Grzegorz Babij, przewodniczący Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ "Solidarność" przy kopalni "Silesia".

"Za wcześnie, by mówić o efektywnym wydobyciu"

Nikt z władz spółki "Bumech", kopalnia "Silesia" to największa prywatna kopalnia w Polsce, nie skomentował dla nas tej sytuacji. Prezes "Bumechu" Jonasz Drabek przekazał, za to w przesłanym do wydawanej na Śląsku „Trybuny Górniczej” - oświadczeniu, że spółka prowadzi działania, które mają poprawić jej finanse. W kopalni "Silesia" została uruchomiona w sierpniu br. ściana wydobywcza 164, jednak jeszcze za wcześnie, by mówić o efektywnym wydobyciu.

Od 18 marca tj. od dnia rozpoczęcia dzierżawy Zorganizowanej Części Przedsiębiorstwa PG "Silesia", spółka "Bumech" S.A. intensyfikowała działania zmierzające do ustabilizowania sytuacji ekonomicznej i powrotu do podstawowej działalności biznesowej czyli wydobywania węgla kamiennego

– przekazał Jonasz Drabek.

Także p.o. rzecznika prasowego inspektoratu Państwowej Inspekcji Pracy w Katowicach, Ewa Bobrowska-Szczepańska, która zajmuje się łamaniem praw pracowniczych w "Silesii" nie skomentowała tego co się dzieje. 

"Bo sędzia jest w stałym związku z zarządcą"

Dodatkowo osoby, które zostały zwolnione z pracy prawie 100 ludzi i odwołały się do sądu pracy nie mają jeszcze terminów pierwszych rozpraw. Mija blisko 7 miesięcy od tego czasu. Właściwy dla pracowników kopalni "Silesia" jest Sąd Rejonowy - w Tychach. Okazało się, że sąd nie zajmie się naszymi sprawami, bo... sędzia jest w stałym związku z zarządcą sanacyjnym kopalni. Nasze akta odesłano do Warszawy

–  podkreśla Grzegorz Babij.

Źródło: niezalezna.pl

NAJNOWSZE Gospodarka