Hańba dziedziczna
Sprawa księdza Franciszka Blachnickiego, dokładniej mówiąc inwigilacji i zamordowania tego kapłana, to hańba dziedziczna. Po PRL odziedziczyła ją III RP, a dzisiejsza Polska, w której nowe walczy ze starym i nie zawsze wygrywa, mierzy się z tym paskudnym dziedzictwem. I nawet teraz objawia się nam ten dualizm. Gdy prokurator generalny ujawnia, że poważne i złożone śledztwo potwierdziło fakt otrucia tak ważnego dla duchowej formacji Polaków kapłana, równolegle dowiadujemy się, że miasto stołeczne Warszawa we współczesną działalność jednej z zamieszanych w tę sprawę agentek bezpieki wpompowało kolejne wielkie pieniądze. I to już po tym, gdy ujawniono, z kim mamy do czynienia (choć bez kropki nad i w postaci potwierdzenia wcześniejszych domysłów o podanej Blachnickiemu truciźnie). I po tym, gdy prezydent Trzaskowski musiał się z tego tłumaczyć, mało zresztą przekonywująco.