Dwóch przegranych
Nie brakuje prób wytłumaczenia tego, co stało się w poniedziałek w debacie, jakąś genialną strategią: czytam, że Donald Tusk celowo wypadł słabo celowo, by wzmocnić pozostałe partie opozycyjne i podnieść szanse na wygraną anty-PiS.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Nie brakuje prób wytłumaczenia tego, co stało się w poniedziałek w debacie, jakąś genialną strategią: czytam, że Donald Tusk celowo wypadł słabo celowo, by wzmocnić pozostałe partie opozycyjne i podnieść szanse na wygraną anty-PiS.
Za tydzień swój wtorkowy tekst pisać będę dla Państwa w nocy z niedzieli na poniedziałek lub w poniedziałek rano. Wiele wskazuje na to, że nie będziemy wtedy znali jeszcze pewnych wyników, a zważywszy na skrajnie różne warianty rozwoju sytuacji, zadanie to będzie bardzo karkołomne. Trochę niespodziewanie jednak artykuł o tydzień wcześniejszy okazuje się całkiem porządną rozgrzewką przed tym wyzwaniem. Piszę go bowiem na kilka godzin przed debatą wyborczą Telewizji Polskiej, w której zmierzą się premier Mateusz Morawiecki i lider Platformy Donald Tusk.
Ponad 10 lat temu przez świat przetoczyła się antyestablishmentowa rebelia, z której zostało zaskakująco mało – nadużywanie masek Guta Fewkesa, fajny kawałek amerykańskiego zespołu Ministry – „99%”, wspomnienie o Ryszardzie Kaliszu na marszu oburzonych, i to tyle.
Europarlament ma dyskutować nad losami paktu migracyjnego, a te wydają się w dużym stopniu przesądzone. Choć według znawców tematyki według traktatów nie jest to kwestia podlegająca pod szczebel unijny, to można założyć, że nikt nie będzie specjalnie zwracał uwagi na zapisy i ustalenia.
O tym, że rządy Platformy chciały de facto oddać Rosjanom pół Polski, oczywiście tylko wtedy, gdyby ci zechcieli ją sobie zbrojnie wziąć, wiemy od dawna.
Jak podał w poniedziałek na Twitterze Jan Śpiewak, Rafał Trzaskowski zreprywatyzował kamienicę przy ul. Kazimierzowskiej na Mokotowie.
W 2011 roku Platforma Obywatelska wypuściła pamiętny spot „Oni pójdą na wybory. A Ty?”, w którym swoich zwolenników straszyła ich największymi koszmarami. W jednym krótkim filmiku spotkali się agresywni kibice i rozmodleni "fanatycy" katoliccy, a wszystko, co najgorsze z tych strachów połączył w sobie niesławny Andrzejek - wówczas kojarzony jeszcze głównie z grupą obrońców krzyża z Krakowskiego Przedmieścia. Spot przeszedł do historii swego gatunku i chyba nawet udało mu się w jakimś stopniu spełnić swe zadanie, Platforma Obywatelska obroniła władzę na kolejne cztery lata, choć i PiS wypadł w październiku lepiej, niż wróżyły mu to sondaże z wakacji. Po co jednak do tego wracać? Mam odpowiedź.
Ci, co widzieli, mówią, że film „Zielona granica” Agnieszki Holland uderza w wizerunek Polski na świecie jeszcze bardziej, niż zapowiadał to zwiastun. Jakub Maciejewski opisał scenę, w której strażnicy-sadyści rzucają spragnionym ludziom rozbity termos, zmuszając ich tym samym do picia wody z kawałkami szkła. „Więcej!”, chciałoby się krzyknąć. Pewnie zresztą faktycznie jest więcej, kto zdecyduje się na seans, nie będzie na pewno zawiedziony.
Znamy już mniej więcej skład drużyny Tuska, poznaliśmy też skład drużyny przeciwnej. I nie mówię tu o listach PiS, a o komisji do spraw badania rosyjskich wpływów, którą opozycja i media chcą sprowadzić do roli narzędzia politycznej nagonki na lidera Platformy. Cóż, PiS w ustawie i założeniach rzecz sformułował trochę inaczej, a jednak nożyce odezwały się, jeszcze zanim nawet uderzono w stół - wystarczył pierwszy ruch ręką.