Bo... pieniądz lubi ciszę
W Polsce od 4 lat trwają prace nad reformą wskaźników referencyjnych. Chodzi o zastępowanie popularnego wskaźnika WIBOR, od którego zależą raty kredytów hipotecznych, obligacji i innych umów. Według różnych szacunków dotyczy ona rynku wartego od 7 do 10 bilionów złotych.
Ważne dla tego rynku, ale także dla zwykłych obywateli zaciągających zobowiązania finansowe decyzje zapadają w wąskim gronie urzędników, bankowców i regulatorów w Komitecie Sterującym Narodowej Grupy Roboczej ds. reformy wskaźników referencyjnych. O sprawie pisze w poniedziałek money.pl, wskazując na brak przejrzystości decyzyjnej.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
Według portalu kluczowe decyzje podejmuje kilka - kilkanaście osób (oficjalnie osiem) za zamkniętymi drzwiami. Reprezentują oni Ministerstwo Finansów, KNF, NBP, Bankowy Fundusz Gwarancyjny, GPW Benchmark i sektor bankowy.
Protokoły z posiedzeń tego gremium - jeśli nawet powstają - nie są upubliczniane, a osoby biorące w nich udział lub mające wiedzę na temat postępu prac nie chcą się wypowiadać pod nazwiskiem. Nie wiadomo też, kto jak głosował, a tym bardziej dlaczego, ponieważ dostęp do informacji w tym zakresie jest ograniczany z uwagi na rzekomą poufność.
W Komitecie Sterującym nie ma nikogo, kto broniłby interesów klientów detalicznych, a Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) nie był i nie jest w sprawę zaangażowany. Nikt nie występował do UOKiK o opinię ani nawet o kampanię informacyjną. W rezultacie klienci banków mogą dostać do podpisania aneksy do umów bez pełnej wiedzy, jak przełoży się to na wysokość ich rat.
Money.pl podkreśla, że w analogicznym procesie decyzyjnym “duński bank centralny publikuje skład grupy roboczej, porządki posiedzeń i zatwierdzone protokoły, z odnotowanymi zdaniami odrębnymi”. - W Polsce o posiedzeniu Komitetu Sterującego opinia publiczna dowiaduje się zwykle wtedy, gdy ukazuje się gotowa rekomendacja - czytamy.
Żeby nie było, że “Tusk dał droższe kredyty”
Mimo trwających od 4 lat prac, dotychczas nie udało się wyłonić (spośród branych pod uwagę trzech wskaźników: WIRON, PolSTR, WRR) stabilnego zamiennika dla WIBOR, który byłby w pełni oparty na rzeczywistych transakcjach. “WRR notował na projekcjach najwyższe wartości ze wszystkich rozważanych wariantów, a chciano uniknąć zarzutu, że Morawiecki dał kredytobiorcom wskaźnik najniższy, a Tusk - najwyższy. Ostatecznie stanęło więc na PolSTR-ze, czyli bezpieczniejszej wersji WIRON-u - mniej podatnej na błędy, bo liczonej na węższym zestawie transakcji, ale dla sektora i tak gorszej od WRR-a" - wskazuje money.pl.
Początkowo plan był ambitny, ale wobec problemów prawnych (ryzyka procesów i niekonstytucyjności) związanych z przymusową zmianą wskaźnika w istniejących umowach, zwłaszcza obligacjach skarbowych, przedłużono funkcjonowanie WIBOR-u o 9 lat, do czasu wygaśnięcia problematycznych obligacji.
Resort finansów twierdzi, że nie maczał w tym palców, jednak wobec braku przejrzystości w procesie decyzyjnym trudno uniknąć zarzutów o polityczne motywacje oraz chęć zabezpieczenia interesów sektora bankowego, kosztem klientów detalicznych.
Przede wszystkim transparentność
Były minister finansów Andrzej Kosztowniak (PiS) w rozmowie z portalem Niezależna.pl zaznaczył, że liczba osób biorących udział w pracach Komitetu Sterującego Narodowej Grupy Roboczej ds. reformy wskaźników referencyjnych. nie ma znaczenia. - Jeżeli one są desygnowane przez poszczególne instytucje, to mogą mieć za sobą grupy czy zespoły, które przygotowują analizy. A ci ludzie są przedstawicielami tych, którzy ich rekomendują - powiedział.
Podkreślił, że przedmiotem zainteresowania opinii publicznej powinno być “to, jak te decyzje powstają” oraz czy te osoby, które podejmują decyzje, “opierają się o bardzo gruntownie i dobrze przygotowane informacje źródłowe”.
Wskazał jednocześnie na brak w procesie decyzyjnym “czynnika społecznego”, czyli przede wszystkim UOKiK-u. - Dobrze byłoby, aby przedstawiciel “klienta” brał udział w tych spotkaniach. Należy oczywiście uwzględnić tu, że na spotkaniach takiego zespołu przekazywane są informacje o charakterze poufnym, ale UOKiK powinien posiadać tam swojego przedstawiciela, którego można zobligować do poufności - tłumaczył.
- To, że poszczególne instytucje mają tu rozbieżne interesy jest oczywiste. Dlatego moim zdaniem jest taka trudność w przyjęciu tego rozwiązania. A powinny tu przyświecać dwa cele: ci, którzy przygotowują to oraz politycy, powinni stworzyć rynek jak najbardziej przewidywalny i w konsekwencji jak najtańszy dla klienta. Bo to wszystko ma, czy będzie miało wpływ również na cenę kredytów, obligacji dla tych, którzy te produkty finansowe nabywają
- wyjaśnił.
Kosztowniak przyznał, że “dobrze byłoby, żeby przekazywano opinii publicznej informację o toczących się pracach komitetu jak w przypadku Danii”. - Nie widzę powodu, dla którego my byśmy nie mogli robić tego w sposób bardziej transparentny. Ale na pewno bardzo istotne jest to, kto jakie podejmował decyzje i jak je potrafił uzasadnić. Bo to nie jest towarzystwo wzajemnej adoracji, żeby pogadać przy piwie, tylko jednak podejmują decyzje dla gigantycznego rynku i to uzasadnienie każdego z elementów decyzji powinno być bardzo dobre i szczegółowe. Bo jeżeli dojdzie do zmiany, to musimy mieć pewność, że będzie ona obowiązywała przez kilkanaście, a może kilkadziesiąt lat - podkreślił.
Zwrócił uwagę, że zaproponowany w trakcie prac wskaźnik WIRON, “jest może nie do końca najbardziej możliwy do przewidzenia, ale w konsekwencji najtańszy”. - Jeżeli więc dzisiaj premier Donald Tusk widzi niewłaściwość postępowania kogoś, kto podejmował takie decyzje czy składał taką propozycję, to ma do tego prawo. Ale jeżeli proponuje rozwiązanie być może w konsekwencji droższe, to niech wyjdzie i niech to uzasadni, bo zapłacimy za to jako klienci. Takiego wyjaśnienia, nie tylko jako polityk, ale jako obywatel chciałbym wysłuchać - tłumaczył Andrzej Kosztowniak.
Zdaniem naszego rozmówcy “transparentność w tym przypadku powinna się odbywać poprzez umiejętne komunikowanie z ludźmi i z rynkiem, co do tego, jakie są motywy podejmowania decyzji”.
- I wtedy te decyzje zawsze będzie łatwiej zrozumieć, bo powstaje wrażenie dogadywania się po kątach. To nie powinno mieć miejsca, bo to jest za duża i za gruba rzecz, żeby podejmowano decyzje nie spisując protokołu i nie wiadomo było kto je podjął. Tym bardziej, że ci ludzie reprezentują bardzo różne instytucje i różne interesy. Powinniśmy zatem wiedzieć, kto i jakie podejmuje decyzje, a osoby podejmujące decyzje w imieniu tych instytucji powinny umieć nam je wyjaśnić. Im mniej uzasadnienia, tym więcej będzie wątpliwości, a transparentność jest tutaj największą wartością
- podsumował Andrzej Kosztowniak.