Kreatywna księgowość
Sporządzona przez Najwyższą Izbę Kontroli "Analiza wykonania budżetu państwa i założeń polityki pieniężnej w 2025 r." pokazała nieprawidłowości, które doprowadziły do zawyżenia kwoty wydatków stabilizującej reguły wydatkowej (SRW) w 2025 r. o 84,5 mld zł.
"Skutki finansowe stwierdzonych przez NIK nieprawidłowości w zakresie kwoty wydatków SRW wyniosły łącznie 84,5 mld zł. Po odjęciu tej wielkości od kwoty wydatków SRW ujętej w art. 1 ust. 3 ustawy budżetowej na 2025 r. otrzymano kwotę wydatków SRW równą 1811,2 mld zł. Zdaniem NIK, tyle powinna wynieść poprawnie ustalona kwota wydatków SRW" - podkreślono w raporcie.
Manewr ten umożliwił rządowi m.in. kontynuowanie programów socjalnych, inwestycji czy przekazywanie środków na uzbrojenie armii. De facto jednak stanowił złamanie ustawy o finansach publicznych w odniesieniu do reguły wydatkowej.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
Z ustaleniami NIK nie zgadza się wiceminister finansów Hanna Majszczyk, która stwierdziła, że “to, co jest napisane w tych materiałach, w żadnym przypadku nie może być traktowane jako zarzut do niewykonania czegoś lub wykonania źle, czy też przekroczenia jakiegokolwiek limitu”. Według niej “reguła została policzona zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa”, a “wszelkie dalsze wywody są wizją, jak według kontrolerów powinna być skonstruowana reguła”.
Zadłużamy się coraz bardziej
Były wiceminister finansów i Główny Rzecznik Dyscypliny Finansów Publicznych Piotr Patkowski, z którym o sprawie rozmawiał portal Niezależna.pl wskazał, że stabilizująca reguła wydatkowa określa maksymalny limit wydatków, które skarb państwa może w danym roku ponieść. - I ona stanowi nieprzekraczalny limit, a więc ministerstwo finansów bez tego księgowego zabiegu by się w tym limicie nie zmieściło - powiedział.
- To oznacza, że minister finansów musiałby znaleźć oszczędności i to na niebagatelną kwotę właśnie tych 80-90 mld zł. Czyli musiałby szukać oszczędności w np. w programie 800 plus czy w wydatkach na służbę zdrowia. Zastosował więc taką księgową sztuczkę, dzięki czemu ten limit sobie sztucznie podbił
- tłumaczył.
Patkowski wskazał na negatywne skutki tego zabiegu. - Nie ma nic za darmo. Przez to, że ten limit jest zawyżony, to po pierwsze mamy rozluźnioną regułę fiskalną, która powinna trzymać nasz deficyt w ryzach, a po drugie bardziej się zadłużamy, co negatywnie oceniają agencje ratingowe - wyjaśnił.
To niestety nie koniec
Nasz rozmówca zwrócił uwagę na kolejną bardzo istotną jego zdaniem kwestię, o której NIK w raporcie nie wspomniał. - Ministerstwo finansów stosuje jeszcze jedną sztuczką. Mianowicie w ostatni wtorek pojawiły się po raz kolejny na ścieżce rządowej projekty podwyższające akcyzę na alkohol, opłatę na “małpki” czy opłatę cukrową. To są projekty, które najpewniej pan prezydent zawetuje i już wcześniej takie projekty wetował. Pojawia się więc pytanie: po co Domański to robi? Po co wpisywać projekty, o których wiadomo, że będą zawetowane? - pytał. Po czym sprawę wyjaśnił.
- Sam wpis projektu do wykazu prac rządowych, nawet jeśli on nigdy nie zostanie przyjęty też wystarcza do tego, żeby regułę wydatkową sztucznie zawyżyć i podbić. Dzięki temu, że minister finansów zakłada, że z tych podwyżek podatków, które najpewniej nigdy nie wejdą w życie będzie miał dodatkowe kilka miliardów złotych, to też sobie tę stabilizacyjną regułę powiększa. To jest sztuczne pompowanie wydatków, ale to rzeczywiście się odbija na wyższym długu, wyższym deficycie i ocenie agencji ratingowych
- tłumaczył Piotr Patkowski.
Zaznaczył jednocześnie, że “to nie koniec tych sztuczek”. - My dopiero dochodzimy do konstruowania projektu ustawy budżetowej na przyszły rok, a przyszły rok jest rokiem wyborczym, więc nikt sobie nie będzie wiązał rąk. Myślę, że sztuczki na stabilizacyjnej regule wydatkowej w 2027 roku przekroczyć mogą nawet 100 mld zł - ocenił.
- Konsekwencje długofalowe tego typu działań są takie, że rząd, który obejmie władzę w 2027 roku będzie musiał drastycznie znaleźć oszczędności. Czyli to, co teraz robi pan minister Domański negatywnie odbije się na zdolnościach przyszłego rządu. Teraz rząd wydaje, przyszły rząd będzie musiał oszczędzać
- podsumował b. wiceminister finansów.