Głównymi beneficjentami funduszy unijnych są samorządy. Aby realizować projekty europejskie, gminy pożyczały pieniądze w bankach i od inwestorów na tzw. wkłady własne. Teraz toną w długach. Już ponad 130 gmin i miast przekroczyło dozwolone progi zadłużenia. Rok wcześniej było ich 70. Długi samorządów sięgają 60 proc. rocznych dochodów. Więcej zadłużać się już nie można. Zaciągnięte pożyczki trzeba spłacać, ale koszty utrzymania różnych obiektów, parków, oczyszczalni, które wybudowano za pieniądze unijne, przekraczają wpływy z tych inwestycji.
– W ciągu pięciu lat dług publiczny wzrósł o 350 mld zł, tj. o ponad 60 proc. Wydaliśmy miliardy złotych i nie stworzyliśmy dodatkowej bazy podatkowej, z której teraz spłacalibyśmy zaciągnięte pożyczki. Owszem, zrealizowaliśmy projekty upiększające Polskę: wydaliśmy pieniądze na boiska, stadiony i pływalnie, na renowację zabytków, budowę parków i nowych ulic. Jednak teraz potrzeba pieniędzy na ich bieżące utrzymanie. Tymczasem koszty te przewyższają wpływy – mówi „Gazecie Polskiej Codziennie” Zbigniew Kuźmiuk z PiS, członek sejmowej podkomisji ds. funduszy unijnych.
Miliardy złotych ze środków UE miały być przeznaczone na tzw. kapitał ludzki, czyli na tworzenie miejsc pracy, zwłaszcza na wsi. Do tej pory z puli przeznaczonej na lata 2007–2013 r. wykorzystaliśmy 73 proc. przyznanych środków. Okazuje się jednak, że z tych pieniędzy skorzystali głównie ci, którzy kontrolowali wydatkowanie unijnych funduszy. Zamiast tworzyć nowe miejsca pracy i wspierać najbardziej przedsiębiorczych mieszkańców, często przeznaczali dotacje UE na własne potrzeby i to ponad miarę – na tworzenie biur, zakupy mebli i sprzętu oraz zatrudnianie krewnych.
Bywa i tak, że pewnych funduszy nie potrafimy nawet wydać. Z 4,8 mld euro przeznaczonych na dofinansowanie inwestycji kolejowych w latach 2007–2013 na koniec ub.r. zakontraktowano niespełna 40 proc., a za zrealizowane projekty wypłacono mniej niż 2 proc. przeznaczonych na kolej unijnych środków.
– Wszystko wskazuje na to, że w kolejnych latach zaczniemy do Unii dopłacać – obawia się Zbigniew Kuźmiuk. Nasze składki do budżetu UE znacząco przewyższą kwoty, które będziemy otrzymywali jeśli doliczymy skutki pakietu klimatyczno-energetycznego. Część projektów, w tym duże inwestycje drogowe, mają być zatwierdzane w Brukseli, a nie jak dotychczas lokalnie. Projekty pochodzące z 27 krajów będą więc ze sobą konkurowały. Skorzystają na tym stare kraje Unii, które będą miały pieniądze na wkłady własne. U nas środków na ten cel zabraknie.
