Ceny dóbr i usług konsumpcyjnych w kwietniu br. wzrosły więcej, niż przewidywali eksperci. W porównaniu z marcem były wyższe o 0,6 proc., a w odniesieniu do kwietnia 2011 r. o 4 proc. – podał Główny Urząd Statystyczny. W kwietniu największy wpływ na inflację miały podwyżki opłat związanych z mieszkaniem, głównie ze względu na taryfy za gaz ziemny, które podniesiono o blisko 10 proc.
Wpływ na inflację miały też rosnące ceny odzieży i obuwia, owoców oraz koszty transportu.
Inflacja jest obecnie o wiele wyższa od zakładanej na poziomie 2,5 proc. na początku roku przez Narodowy Bank Polski. Aby przyhamować wzrost cen, Rada Polityki Pieniężnej podniosła w ubiegłym tygodniu o 25 pkt. bazowych stopy procentowe, ale nic to nie dało.
– Obecnie próba zbicia inflacji przez podwyżki stóp procentowych nie wydaje się skuteczna. Decyzja RPP nie zatrzyma cen, bo los nasz zależy od sytuacji w Grecji. W dobie globalizacji rynków finansowych sytuacja Aten wywołuje u nas dużą zmienność kursu złotego, to zaś przekłada się na wzrost cen – uważa Dariusz Winek, główny ekonomista Banku Gospodarki Żywnościowej.
W skuteczność działania RPP nie wierzy też Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP Lewiatan. Jej zdaniem inflacja pozostanie wysoka do końca roku bez względu na to, jakie działania podejmie RPP. Nie uporamy się z wysoką inflacją, dopóki zewnętrzne czynniki zarówno kosztowe, jak i wpływające na osłabienie złotego będą silnie oddziaływały na naszą gospodarkę.
Nic więc dziwnego, że ministrowi finansów Jackowi Rostowskiemu puszczają nerwy. Apeluje do Greków z Brukseli o rozsądek: „Opamiętajcie się i zastanówcie, czy chcecie podjąć nieodwracalne kroki, głosując za partiami, które uniemożliwią lub mogą uniemożliwić pozostanie Grecji w strefie euro”.
W najbliższej przyszłości jesteśmy skazani na dalsze zaciskanie pasa, zwłaszcza że oprócz cen będzie rosło także bezrobocie – przyznają analitycy. W kraju zwiększa się rozwarstwienie społeczne, przybywa stale tych, którzy ledwie wiążą koniec z końcem lub żyją w ubóstwie. Galopada cen trwa nieprzerwanie od lata 2010 r., ale nie idą za nią działania osłonowe. Co najgorsze, budżety domowe dotknięte są wzrostem cen w znacznie większym stopniu, aniżeli wynika to z oficjalnych danych. Koszyk towarów i usług, na którego podstawie GUS nalicza inflację, jest szerszy aniżeli koszyk domowych miesięcznych wydatków. Ceny żywności i paliw, które najmocniej ważą na domowych budżetach, poszybowały wyżej niż wynosi inflacja, dlatego odczuwamy zmiany znacznie boleśniej, niż podaje GUS.
