Dewianci z CNN
Nie udowodniono, jak ma się wizerunek Małego Powstańca czy Witolda Pileckiego na ciuchach RED IS BAD do Felixa Steinera – generała Waffen-SS, dowódcy Grupy Armii Steiner.
Nie udowodniono, jak ma się wizerunek Małego Powstańca czy Witolda Pileckiego na ciuchach RED IS BAD do Felixa Steinera – generała Waffen-SS, dowódcy Grupy Armii Steiner.
Długo siedzieliśmy w bańce zielonej wyspy, jaką miała być Polska. Wyspy wolnej od terroryzmu, od zamachów, od tragedii znanych z zachodu Europy czy Stanów Zjednoczonych. Powtarzaliśmy: „to nie u nas”, „nasza wieś spokojna” itd. Działo się to, mimo że co rusz dochodziły do nas informacje, iż np. w Stalowej Woli nożownik rzucił się na klientów centrum handlowego, jakiś inny szaleniec wjechał do sklepu ciągnikiem, a siekierą rozbił witrynę. Bagatelizowano to, bo przecież nie robili tego w imię Allaha, lecz z sobie tylko znanych powodów.
Ani mi Adam Andruszkiewicz bratem, ani swatem. Jego nominacja na wiceministra cyfryzacji nie oburzyła mnie ani nie uradowała. Do czasu, kiedy głos w tej sprawie zabrał były szef WSI, członek PZPR i uczestnik kursów GRU w Moskwie Marek Dukaczewski. I nie będą Państwo zapewne zaskoczeni, gdy okaże się, że skrytykował on wybór posła Andruszkiewicza.
Nie cierpię propagandy. Mam na nią wyjątkowo silną alergię. Na całym ciele miałem pokrzywkę, gdy Donald Tusk z marsową miną grzmiał o dopalaczach i bezwzględnej z nimi wojnie lub przekonywał, że pedofilów wykastruje chemicznie. Zazwyczaj działo się to w obliczu jakiejś tragedii i było obliczone na zbicie doraźnego kapitału politycznego. Dlatego mam wysypkę i robi mi się słabo, gdy słucham tego, co wyprawia się po tragicznym pożarze w escape roomie w Koszalinie, gdzie podczas przyjęcia urodzinowego śmierć poniosło pięć młodych dziewczyn.
Smutny jest finał (?) sprawy rzekomego zakupu przez tajemniczych inwestorów akcji Sportowej Spółki Akcyjnej Wisła Kraków. Równie szybko, jak się pojawili, zniknęli, zostawiając po sobie pobojowisko i pośmiewisko, jakim przez ostatnie dwa tygodnie stał się szacowny krakowski klub. I choć nie brakowało takich, którzy mimo wszystko wierzyli, że „cudotwórca z Kambodży”, o którym nic nie wiadomo, jest w stanie podźwignąć Wisłę z dna, to przecież cudów nie ma. Nie ma cudów, jest jednak syf, który trzeba posprzątać.
Tylko do jutra mają czas na wpłacenie 12 mln zł egzotyczni przybysze na czele z „panem skośnookim” (jak o tajemniczym Kambodżańczyku Vanna Ly powiedział prezydent Krakowa Jacek Majchrowski), którzy przekonują wszem i wobec, że chcą kupić Wisłę Kraków Sportową Spółkę Akcyjną.
Polskie media nie przestają mnie rozczulać. W zasadzie nie ma tematu, który przez jedną stronę dziennikarskiego grajdoła nie byłby przedstawiany o 180 stopni inaczej niż przez drugą. Ostatnim przykładem protesty społeczne we Francji i na Węgrzech.
Polsko-Ukraińskie Forum Partnerstwa, które 1 grudnia odbyło się w Kijowie, jest znakiem, że po okresie ochłodzenia możliwy jest przełom w relacjach pomiędzy Warszawą i Kijowem. „Polska i Ukraina zgadzają się co do negatywnej oceny projektu Nord Stream 2. Agresja w cieśninie Kerczeńskiej powinna przypomnieć tym, którzy są zaangażowani w ten projekt, do czego Rosja jest zdolna” – mówił w Kijowie szef polskiego MSZ Jacek Czaputowicz.
Reakcje pojawiające się po moich ostatnich komentarzach dotyczących mediów pokazują, że wcale niemało jest ludzi, którzy chcieliby, by Polska i na tym odcinku „wzięła przykład z Węgier”. Tymczasem jak wynika z depeszy Ośrodka Studiów Wschodnich, na Węgrzech doszło właśnie do konsolidacji konserwatywnych mediów.
Już dawno żaden z moich komentarzy nie spotkał się z takim odzewem, jak ubiegłotygodniowy „Takiego Budapesztu to ja nie chcę”. Przypomnę tylko, że pisałem, iż Orbán stworzył swoisty „konglomerat prawicowych mediów”, skupiający blisko 500 tytułów prasowych i internetowych popierających rząd i otrzymujących jednocześnie od niego pieniądze.
„Będziemy mieli w Warszawie Budapeszt” – któż nie pamięta tych słów, które w 2011 roku wygłosił Jarosław Kaczyński po przegranych wyborach parlamentarnych? Wówczas przyjmowaliśmy to z nadzieją, że i nad Wisłą nadejdzie czas zmiany, której doczekali się Węgrzy po długich i destrukcyjnych latach rządów socjalistów.
Marek Jakubiak, do niedawna w Kukiz’15, dziś poseł niezrzeszony, w momencie gdy Ukraina była atakowana przez Rosję, grzmiał w serwisie Twitter, by polskie władze „nie dały się wkręcić w nie naszą wojnę”. Swoje teoryjki uzasadniał w ten sposób, że „Polska nie powinna w sprawie Ukrainy przekroczyć cienkiej czerwonej linii”.
Pamiętają Państwo „kryzysową kurtkę”, którą Donald Tusk zwykł przywdziewać, gdy w kraju działo się źle?
Pierwsze miejsce – Stanisław Cat-Mackiewicz, drugie – św. Maksymilian Kolbe, trzecie – Stefan Kisielewski. Kolejne miejsca – Gustaw Herling-Grudziński, Jan Nowak-Jeziorański, Melchior Wańkowicz, Jerzy Giedroyc, Bohdan Tomaszewski, Ryszard Kapuściński i wreszcie Józef Mackiewicz. Cóż to za lista? To wyniki plebiscytu na 10 najwybitniejszych dziennikarzy ostatniego stulecia, ogłoszonego przez warszawski oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, które w ten sposób chciało uczcić 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości.
Jednym z zarzutów pod adresem uroczystości stulecia odzyskania niepodległości było to, że gdy opadnie kurz, nie pozostanie nic trwałego. Bardziej oczytani wskazywali, że Finowie z podobnej okazji doczekali się w Helsinkach wielkiej, nowoczesnej biblioteki. Dlatego też sądziłem, że gdy 11 listopada prezydent Duda ogłosił, iż w Warszawie zostanie odbudowany „dla wszystkich” Pałac Saski, nie będzie sprzeciwu.
Choć to, co się ostatnio dzieje, może napawać goryczą, nie dajmy się. Nie w ten weekend. W ciągu ostatnich stu lat bywało przecież znacznie gorzej. A dziś Polska trwa – dumna i niepodległa – i nie zanosi się, by miało się to zmienić. W niedzielę myślmy o tych, którym to zawdzięczamy.
„Donek show”. Tak można skwitować przesłuchanie Donalda Tuska przed sejmową komisją śledczą ds. wyjaśnienia afery Amber Gold. Furda tam, co tak naprawdę z niego zostanie. Wszak zwolennicy b. premiera i tak nie uwierzą, że obecny szef Rady Europejskiej jest w jakiś sposób odpowiedzialny za to, co stało się w sprawie piramidy finansowej sprzed sześciu lat. A nawet jak im się dostarczy dowodów, to przykład poparcia dla skazanej prawomocnym wyrokiem Hanny Zdanowskiej pokazuje, że nie będzie to dla nich stanowić problemu.
Najtrudniej być prorokiem we własnym kraju, dlatego się pochwalę. Mówiłem, że widać lekceważący stosunek władz do obchodów stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości.
Toczy się bój o władzę w Sejmiku Województwa Mazowieckiego. To gra o wysoką stawkę. Nie jest tajemnicą, że rządzący nim nieprzerwanie od siedemnastu lat marszałek Adam Struzik robi wszystko, by nie oddać Mazowsza w ręce „strasznego PiS”. Wiceprezes PSL ma możliwości, bo solidnie zasłużył sobie na miano barona i jest więcej niż pewne, że łatwo z niego nie zrezygnuje.
Wójt gminy Daszyna w województwie łódzkim zdobył 48,5 proc. głosów. Jest oskarżony o popełnienie 92 przestępstw, w tym o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. Siedzi w areszcie tymczasowym i czeka na zakończenie śledztwa.