Uśmiechnijcie się, brygada
Ciekawe, czy zostanie coś z obiecanych podwyżek, ulg i inwestycji, które Donald Tusk ogłosił dwa dni przed wyborami…
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Ciekawe, czy zostanie coś z obiecanych podwyżek, ulg i inwestycji, które Donald Tusk ogłosił dwa dni przed wyborami…
Trudno opisać wczorajsze wydarzenia, nie wpadając w banalne frazy o dwóch Polskach, może nawet – dwóch światach. Rano w sejmie o wotum zaufania ubiegał się Donald Tusk. Skutecznie, ale jednak nie bez dużych kosztów własnych, widocznych na twarzy i w formie zarówno premiera, jak i jego ministrów. Po południu Karol Nawrocki odbierał z rąk szefa PKW, Sylwestra Marciniaka, zaświadczenie o wyborze na prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej.
Wygrana Karola Nawrockiego ucieszyła wyborców prawicy, która od lat nie widziała tak szerokiego pospolitego ruszenia. Od Morawieckiego do Brauna, od „Solidarności” do Korwin-Mikkego, od Szydło do Mentzena… Od góry, reprezentowanej przez polityków z pierwszych stron gazet i ław parlamentarnych do dołu, gdzie swoje filmiki nagrywały tańczące do melodii „Mama powtarzała…” młode i hoże użytkowniczki TikToka. Braki materiałów oficjalnych łatały materiały tworzone spontanicznie, a zabraną bezprawnie dotację w sporym stopniu uzupełniła ludzka ofiarność. A że walka trudna i do tego prowadzona z przeciwnikiem silnym i nieuczciwym, to i radość po wszystkim wielka. Zwłaszcza, że tym razem naprawdę wiele było do stracenia.
Szymon Hołownia złożył nowemu prezydentowi gratulacje i liczy na współpracę, równocześnie jednak głośno zastanawia się, czy w przyszłości głowy państwa nie powinno wybierać Zgromadzenie Narodowe. Demokracja demokracją, jednak społeczeństwo, jak widać, nie do każdej jej formy dorosło – oczywiście w ocenie największych demokratów.
Końcówka kampanii to przede wszystkim rozpaczliwe obrzucanie Karola Nawrockiego błotem. Czy to znak, że sondaże wewnętrzne są dla Rafała Trzaskowskiego niekorzystne?
To miał być ostateczny cios w Karola Nawrockiego. Mocne, obyczajowe oskarżenia, powtórzone we wszystkich wiodących mediach, za którymi stało dwóch „wiarygodnych” świadków.
Gdy lokatorzy przychodzą na radę Warszawy, należne im miejsca zajęte są już przez klakierów i działaczy partyjnych.
Czy za kilka miesięcy media będą niepokoić się kryzysem w koalicji rządzącej, wywołanej konfliktem między ministrem finansów i wicepremierem Sławomirem Mentzenem a ministrem budownictwa Adrianem Zandbergiem? Czy dziennikarze apelować będą o to, by w spór wkroczył premier Tusk, a ten się, jak zawsze, wścieknie? Czy koalicję uratuje weto prezydenta Trzaskowskiego, blokujące obniżkę podatków lub reformę budownictwa społecznego?
Sondaże są porażką pierwszej tury na równi z Telewizją Polską, czasem jednak niczego innego nie mamy do oceny prognoz. Od wielu miesięcy badania opinii społecznej pokazywały, że stopniowo pogarszają się nastroje społeczne, a o ile liczba zwolenników i przeciwników rządu utrzymuje się na zbliżonym poziomie, to dużo gorzej wyglądają notowania Donalda Tuska.
Od wyborów w Stanach Zjednoczonych, wygranych przez Donalda Trumpa i J.D. Vance’a, wielu polskich komentatorów związanych z prawicą oczekiwało jakiejś formy interwencji w polskie sprawy.
W liberalnych mediach nie brakuje komentarzy, że poniedziałkowa debata w TVP była nudna, nijaka i słaba.
Dyplomacja wymaga umiejętności mówienia, a czasem i myślenia w obcych językach. Kto z naszych dyskutantów potrafi powiedzieć po francusku to, co pomyślał po niemiecku?
Przed wyborami do PE w 2019 r., które PiS wygrało z rekordowym wynikiem, mieliśmy do czynienia z całą sekwencją powtarzalnych wydarzeń. Środowiska nieprzyjazne Zjednoczonej Prawicy wyciągały tematy, które miały być niewygodne dla rządzącej wówczas koalicji i doprowadzić do jej porażki.
Lubię, gdy moi ideowi przeciwnicy przepalają głupio pieniądze i strzelają kulą w płot. Gorzej, że tym razem to trochę też nasze i nikt się z tym nawet nie kryje.
Prokuratura bada sprawę debaty w Końskich, zorganizowanej przez… I tu zaczyna się problem, ponieważ do zorganizowania tego sławnego - niesławnego wydarzenia przez długi czas nikt nie chciał się przyznać. Dopiero po pewnym czasie, wypełnionym zapewne gorączkowym namysłem, poinformowano, że za debatę odpowiada komitet wyborczy Rafała Trzaskowskiego.
On, stworzony do wyższych celów, do leniwej i pełnej splendoru dyplomacji, nagle trafił w wir codziennej, ciężkiej roboty.
Radosław Sikorski zapewne do dziś żałuje, że nie został kandydatem Koalicji Obywatelskiej na prezydenta. Sygnały wskazują, że nie był w tym zawiedzeniu osamotniony, bo i niezbyt zadowoleni z przebiegu kampanii Rafała Trzaskowskiego koledzy partyjni zapewne nieraz zastanawiają się, czy aby na pewno dobrze wygrali.
Święta Wielkanocne były czasem hipokryzji w wydaniu liberalnych mediów i polityków. Fakt, że trwa kampania wyborcza, w której kandydat ich środowiska musi zdobyć trochę konserwatywnych głosów, wyniosła to znane od lat zjawisko na dużo wyższy poziom.
Szymon Hołownia złożył nowemu prezydentowi gratulacje i liczy na współpracę, równocześnie jednak głośno zastanawia się, czy w przyszłości głowy państwa nie powinno wybierać Zgromadzenie Narodowe. Demokracja demokracją, jednak społeczeństwo, jak widać, nie do każdej jej formy dorosło – oczywiście w ocenie największych demokratów.