30 dni marszałka
„Kto szybko daje, dwa razy daje” – to powiedzenie nie jest raczej ulubionym porzekadłem marszałka Tomasza Grodzkiego. Zapewne bliższe są mu słowa: „Gdzie się człowiek spieszy, tam się diabeł cieszy”.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
„Kto szybko daje, dwa razy daje” – to powiedzenie nie jest raczej ulubionym porzekadłem marszałka Tomasza Grodzkiego. Zapewne bliższe są mu słowa: „Gdzie się człowiek spieszy, tam się diabeł cieszy”.
„Platforma potrzebuje silnego przywództwa, skutecznej pracy organizacyjnej i dobrego programu dla Polski. Musimy odnowić partię, aby była atrakcyjna dla 40 proc. (jak kiedyś), a nie 20 proc. (jak dziś) wyborców. Dlatego chcę zmiany razem z naszymi posłami i senatorami” – pisze na Twitterze Paweł Zalewski, komentując list otwarty, podpisany przez wielu znanych polityków ugrupowania domagających się zmiany jego polityki. Ostatnie sondaże każą pytać, czy te wspominane przez Zalewskiego 20 proc. nie jest już lekko przeszacowane, czy jednak wypada kopać leżącego?
Kilka dni temu sygnalizowałem na łamach „Gazety Polskiej Codziennie” charakterystyczny dla całego nurtu myślenia tekst Cezarego Michalskiego. Michalski zawarł w nim pretensje do wszystkich poza Platformą Obywatelską opozycyjnych sił politycznych, przy czym zarzuty publicysty można sprowadzić do jednego – partie te nie wspierają PO wystarczająco bezwarunkowo i entuzjastycznie. Pisałem wówczas, że tekst jest rozpaczliwą próbą ratowania odchodzącego już świata, w którym Platforma jest najważniejszą siłą polityczną po stronie antypisowskiej opozycji i jedyną nadzieją na odsunięcie Zjednoczonej Prawicy od władzy. Zeszły tydzień przyniósł wręcz eksplozję histerycznej publicystyki po stronie liberalnej. Niespodziewanie zmienił się w niej jednak wróg numer jeden.
W swoim czasie prof. Jacek Rostowski zamiast do Bydgoszczy wybrał się do Bydgoszczu, czym bardzo ucieszył swoich przeciwników, a odrobinę mniej wyborców. Teraz, gdy zjednoczona opozycja walczy o prezydenturę w Rzeszowie, Borys Budka swojego starszego kolegę przebił i niczym Michał z wiersza Jana Brzechwy o siedmiomilowych butach nie za bardzo wiedział, w którym znalazł się mieście.
Cały zeszły tydzień pełen był medialnych przekazów i plotek, z których wyłaniał się obraz postępującej degrengolady Platformy Obywatelskiej. Kolejne sondaże pokazywały rosnącą przewagę ugrupowania Szymona Hołowni i stałą już tendencję spychającą PO na trzecią pozycję w naszych partyjnych rankingach. Do Hołowni przeszedł kolejny parlamentarzysta Koalicji Obywatelskiej, tymczasem wśród pozostałych jeszcze działaczy miało się rozpocząć zbieranie podpisów w sprawie odwołania Borysa Budki z funkcji przewodniczącego. Partia oficjalnie zaprzecza, lecz nieoficjalnie szuka ponoć źródła przecieku. W sobotę odbyła się konwencja PO poświęcona polityce zagranicznej, jednak potwierdziła ona tylko fatalną kondycję partii, nie tylko z racji swej merytorycznej nędzy.
W niedzielę wieczorem TVP nadała, a w poniedziałek powtórzyła film dokumentalny Ewy Stankiewicz „Stan zagrożenia”. Kilkukrotne przełożenie emisji (w tym zaplanowanej na 10 kwietnia) nie przysłużyło się na pewno nerwom autorki, lecz wzmocniło zainteresowanie tym tytułem. Najwięcej emocji widzów wzbudziły pokazane w filmie zdjęcia Ewy Kopacz, występującej w roli minister zdrowia wysłanej do Rosji, by uczestniczyć w pracach ze szczątkami ofiar. Źle by się stało, gdyby uśmiech minister rządu Tuska w rosyjskim prosektorium miał być jedynym, co zapamiętamy z tego filmu. Jednak gdybyśmy mieli o nim zapomnieć, stałoby się jeszcze gorzej.
W 2019 r. internauci czujnie sygnalizowali, że właśnie dochodzimy do momentu naszej światowej osi czasu, w którym twórcy pierwszej filmowej wersji „Łowcy androidów” umieścili słynną ekranizację prozy Philipa K. Dicka.
W czwartek Piotr Zgorzelski z PSL zapowiedział stworzenie wokół stronnictwa nowej, szerokiej inicjatywy centroprawicowej noszącej nazwę Chadecja Polska. Wśród potencjalnych uczestników wymienił m.in. Porozumienie Jarosława Gowina, czym podgrzał emocje związane z sobotnią konwencją tej partii. Emocje budziło oczywiście nie samo Porozumienie, a to, jak ugrupowanie ułoży sobie dalsze relacje z PiS. Tymczasem sobotnia impreza środowiska Jarosława Gowina nie przyniosła żadnego przełomu.
W tym roku w Wielki Piątek przypadła 16. rocznica śmierci Jana Pawła II. Mediom, opierającym się na rozmowach z zaproszonymi wybitnymi ekspertami, bardzo pomogło to w ustawieniu programu, ponieważ do oczywistego w takiej chwili religijnego kontekstu większości dyskusji dołożyć można było również wątki społeczne.
Przez pierwsze lata po Smoleńsku 10 kwietnia był przede wszystkim czasem obchodów rocznicowych. Najpierw wzniosłych, lecz w nastroju niepewności z racji obaw przed prowokacjami policji, później godnych i pięknych, a w ostatnich latach przed pandemią znów zakłócanych – tym razem przez totalną opozycję. Równocześnie zawsze w dniach poprzedzających rocznicę pojawiały się bądź to medialne wrzutki, mające jedynie pognębić rodziny ofiar i wszystkich oczekujących wyjaśnienia przyczyn tragedii, bądź mniejsze lub większe fragmenty wciąż opracowywanej oficjalnej wersji zdarzeń. Czy rok 2021 był pod tym względem inny?
Przedświąteczny tydzień przyniósł spore wahania temperatur, a wraz z nimi kilka naprawdę ciepłych dni. Może trochę na przekór „Gazeta Wyborcza” wraz z prof. Jędrzejem Skrzypczakiem załamała się nad zjawiskiem tzw. efektu mrożącego, które zagrażać ma wolnym mediom i ich redaktorom, zwłaszcza zaś dziennikarzom śledczym.
Na Wielkanoc „Gazeta Wyborcza” postanowiła zadbać o rozwój duchowy czytelników, publikując rozmowę Dominiki Wielowieyskiej z Adamem Michnikiem. Wywiad, niespodziewanie interesujący, pokazał, nie pierwszy oczywiście raz, że ojcowie dzisiejszej rewolucji nie nadążają za wykreowanymi przez siebie zjawiskami.
Państwo polskie przeprowadza aktualnie dwie duże operacje, w których kluczową rolę odgrywa internet. Pierwsza to proces rejestracji na szczepienia przeciw COVID-19, drugą jest natomiast rozpoczęty kilka dni temu kolejny, pierwszy od 19 lat spis powszechny. System szczepień zaliczył poważne wpadki tuż przed świętami Wielkiejnocy. Spis powszechny natomiast pokazuje już problemy zupełnie innego rodzaju.
Czynność znana jako „znieważanie głowy państwa” nie pojawiła się w polskim prawie wczoraj. Czy nazwanie urzędującego prezydenta którymś z setek znanych nam mało sympatycznych określeń powinno być ścigane?
Sok z buraka to jeden z wartościowszych napojów. Jego prozdrowotne właściwości spokojnie mogłyby wypełnić całe miejsce przeznaczone na ten krótki komentarz. Jednym z jego działań jest łagodzenie napięcia emocjonalnego, nerwic i depresji.
W czasach pandemii najłatwiej jest zaatakować rządzących poprzez krytykę sytuacji w służbie zdrowia. Czy wyborców – w chwili, gdy państwo radzi sobie tak, jak sobie radzi, społeczne niezadowolenie i zmęczenie narastają, a statystyki nie wypadają dla nas zbyt dobrze w zderzeniu z trzecią fala pandemii, a inne fatalne były również wcześniej – można uwieść receptami na poprawę sytuacji? Zobaczymy zapewne niedługo. Wiemy jednak, że Platforma Obywatelska podjęła właśnie stosowną próbę.
Kiedyś pozdrowienia z wakacji były o wiele mniej finezyjne. „Pozdrawiamy znad morza”, „Ślemy całusy z gór”, „Uściski z jezior” – i tyle. Dwa sezony w roku i dość silne ograniczenia geograficzne.
Niemal każdy dzień przynosi nam informacje o mniejszych lub większych zmianach na scenie politycznej. Leszek Miller rozstaje się z lewicą kierowaną przez Włodzimierza Czarzastego, zarzucając mu brak dojrzałości i odpuszczenie sobie konsultacji w partii. Być może za Millerem pójdą inni.
Tydzień temu zastanawiałem się na łamach „Codziennej”, jakie są szanse na bliższą współpracę Pawła Kukiza ze Zjednoczoną Prawicą. Jak na razie potencjalni sojusznicy wciąż są na etapie rozmów, ale jak się zdaje, szanse na szczęśliwy finał są spore. Tymczasem dość nieoczekiwanie polityczny weekend przerwała Monika Pawłowska, do niedzieli posłanka Lewicy, ogłaszając swój akces do Porozumienia Jarosława Gowina.
Czy można wyprowadzić na bezdroża nawet tak wydawałoby się doświadczonych specjalistów jak dziennikarze „National Geographic”? Na początku marca okazało się, że jest to możliwe. Aby doprowadzić do pogubienia się tych, którzy znają najlepiej wszystkie kierunki świata, potrzeba nie byle kogo.