Prezent dla starych esbeków
Zewsząd dobywa się rechot z wysokości salonów, że nic tak nie napędza „Klerowi” widzów jak jego krytyka. To, że Smarzowski sobie zarobi dodatkowe srebrniki, nie jest takim problemem jak to, że przekroczył kolejne granice przyzwoitości, przedstawiając duchowieństwo tak karykaturalnie, jak robili to z wrogami nazistowskimi i sowieckimi reżyserzy obu totalitarnych państw.