Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego analizuje sprawę umieszczenia przez b. prezydenta Lecha Wałęsę na swojej stronie internetowej notatki UOP z 1990 r. Były prezydent opublikował w sieci opatrzone klauzulą "tajne" dokument Urzędu Ochrony Państwa. Upublicznionego materiału nie ma w żadnych archiwach i pojawiły się już głosy, że najprawdopodobniej pochodzi on ze zdekompletowanej w 1992 r. teczki byłego prezydenta.

Dokument pochodzi z pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych a jego adresatem jest Andrzej Milczanowski, były szef UOP. Pismo ówczesnego szefa delegatury Urzędu Ochrony Państwa w Gdańsku kapitana Adama Hodysza do szefa UOP opatrzony jest klauzulą „tajne”.


Chodzi o akta dotyczące operacji Służby Bezpieczeństwa z 1987 r. - esbecy, na podstawie spreparowanych dokumentów, kupili wtedy działkę letniskową w Zdunowicach obok posiadłości Wałęsy. Miała służyć prowadzeniu „kontroli operacyjnej” Wałęsy.

Akta z UOP nt. Wałęsy trafiły w 1992 r. do Kancelarii Prezydenta RP mocą decyzji ówczesnego szefa MSW Andrzeja Milczanowskiego. Oryginały akt przekazano bez pośrednictwa tajnych kancelarii. Wróciły one do UOP zdekompletowane. Wszczęto śledztwo w tej sprawie, a kolejne ekipy UOP bezskutecznie żądały od Wałęsy zwrotu akt. Warszawska prokuratura, która początkowo postawiła Milczanowskiemu i szefom UOP Jerzemu Koniecznemu I Gromosławowi Czempińskiemu zarzut utraty tajnych akt, w 1999 r. umorzyła śledztwo, uznając, że według nowego Kodeksu karnego nieumyślna utrata tajnych dokumentów nie jest przestępstwem.