10 lutego 1940 roku rozpoczęła się pierwsza z masowych deportacji ludności polskiej, przeprowadzona przez NKWD; w głównej mierze objęła ona mieszkańców mniejszych miast, osadników wojskowych, chłopów i rodziny inteligenckie. Decyzję o deportacji  –  podjętą jeszcze w grudniu poprzedniego roku – wysunął Ławrientij Beria, zaś pieczę nad jej wykonaniem powierzył swojemu zastępcy, Wsiewołodowi Mierkułowi. 

Wybranych do wywózki ludzi obudzono w środku nocy, dając dosłownie kilka minut na przygotowanie się do podróży. Rosjanie niszczyli meble, łóżka, święte obrazy, krzyże, otwarcie drwiąc z przerażonych ludzi. Następnie wsadzono wszystkich do bydlęcych wagonów, upychając ich ponad miarę. Odjeżdżające w dal pociągi, ponury jęk kół i ostatnie, zduszone okrzyki pożegnania: wszystko zwiastowało straszliwą przyszłość, której nikt jeszcze nie był do końca świadom.

Już w czasie samego transportu, w okropnych warunkach jakie panowały w wagonach, ludzie umierali z głodu, wyczerpania i zimna – to zaledwie początek katorgi, z jaką miało im się przyjść zmierzyć. Ból, rozpacz i groza były nie do opisania.

Podczas lutowej deportacji wywieziono na Sybir około sto czterdzieści tysięcy Polaków, Ukraińców i Białorusinów.

Niewolnicza praca w najgorszych warunkach, do której ich zmuszono, była nie tylko bestialstwem i pogwałceniem wszelkich możliwych norm etycznych i wartości ludzkich, ale również – a może przede wszystkim – bezwzględnym mordem, którego nigdy nie powinno się wybaczać.