Sprawdził się najczarniejszy scenariusz. Według rosyjskiego Ministerstwa Obrony "nic nie wskazuje", by ktoś przeżył katastrofę samolotu Tu -154, który spadł do Morza Czarnego. Na pokładzie było ponad 90 osób, w większości członkowie słynnego Chóru Aleksandrowa.

Jak już dzisiaj informowaliśmy samolot Tu-154 należący do resortu obrony Rosji spadł do Morza Czarnego. Na pokładzie były 92 osoby, wśród nich muzycy z Chóru Aleksandrowa, którzy lecieli do Syrii, gdzie mieli zaplanowany noworoczny koncert.

CZYTAJ WIĘCEJ: Katastrofa rosyjskiego tupolewa. Ponad 90 ofiar - także muzycy z Chóru Aleksandrowa

Po kilku godzinach od tragedii Ministerstwo Obrony Rosji wydało komunikat, w którym stwierdzono, że "ustalono miejsce katastrofy" i nie ma oznak, by ktoś ocalał.

Na pokładzie samolotu znajdowało się m.in. 64 członków Chóru Aleksandrowa i jego dyrektor generał Walerij Chaliłow - wynika z listy opublikowanej przez ministerstwo.

Samolotem do Syrii leciały w sumie 92 osoby - 84 pasażerów i ośmiu członków załogi.

Jak sprecyzowano, na pokładzie było 64 muzyków Chóru Aleksandrowa, ośmiu wojskowych, w tym gen. Chaliłow, dwóch wysokich urzędników, w tym szef wydziału kultury ministerstwa obrony Anton Gubankow, a także dziewięciu dziennikarzy. Samolotem podróżowała także dyrektor organizacji Sprawiedliwa Pomoc Jelizawieta Glinka, bardzo popularna w Rosji i znana jako doktor Liza. Była ona zaangażowana m.in. w pomoc ofiarom konfliktów zbrojnych.

Maszyna wyleciała z Moskwy i lądowała na lotnisku Soczi-Adler w celu uzupełnienia zapasów paliwa. Według wstępnych informacji samolot zniknął z radarów krótko po starcie w Soczi. W tym czasie były dobre warunki pogodowe.