Wnuk Lecha Wałęsy ma coraz poważniejsze problemy - przez wiele lat może nie wyjść z więzienia. Prokuratura za ugodzenie nożem byłej przyjaciółki wprawdzie początkowo postawiła mu dość łagodny zarzut – „znęcania się w zbiegu ze spowodowaniem obrażeń ciała”, ale - po interwencji ministra sprawiedliwości - powtórnie przeanalizowano materiał dowodowy.  Nie jest wykluczone, że Dominik W. odpowie za usiłowanie zabójstwa.
 
Minister Zbigniew Ziobro we wrześniu zapowiedział interwencję w sprawie Dominika W. Powodem była bezczynność prokuratury wobec wnuka Lecha Wałęsy. Ziobro kazał przeanalizować wszystkie materiały, zebrane przez prokuraturę.

O 19-latku zrobiło się bardzo głośno, gdy na początku września ugodził nożem dziewczynę.

Wieczorem, podczas spotkania w mieszkaniu w gdańskiej dzielnicy Orunia, zranił konkubinę w nogę, po czym uciekł z miejsca zdarzenia. Policja zatrzymała go kilka godzin później.

CZYTAJ WIĘCEJ: Wnuk Wałęsy zabiera głos

Dominikowi W. postawiono najpierw jedynie zarzut „znęcania się w zbiegu ze spowodowaniem obrażeń ciała na czas powyżej 7”. Grozi za to do 5 lat pozbawienia wolności.
 

Za dźgnięcie nożem zazwyczaj stawia się zarzut narażenia ofiary na ciężkie uszkodzenie ciała albo zarzut usiłowania zabójstwa. Już za samo uszkodzenia ciała można pójść do więzienia na 10 lat


– powiedział jeden z gdańskich śledczych w rozmowie z „Faktem”.
 
Prokurator Tatiana Paszkiewicz podała, że do tej pory przesłuchano kilkanaście osób.
 

Czekamy jeszcze na opinię biegłego psychologa. Dochodzenie może się zakończyć pod koniec listopada, najpóźniej na początku grudnia

– dodała.

Okazało się, że to nie była pierwsza taka sprawa Dominika W. W zeszłym roku zaatakował młodą kobietę. 20-letnią Wiktorię.

„Szarpał mnie, kopał"- opowiada z przerażaniem dziewczyna wspominając sytuację z ubiegłego roku. Do poszkodowanej dotarł "Fakt". Sprawa trafiła do gdańskiej prokuratury, lecz została umorzona.