- Z wielkim uznaniem i szacunkiem patrzę na to, czego dokonał prezes UOKiK Marek Niechciał. Potrafił wykorzystać unijne i krajowe uregulowania prawne, by zastopować na wiele miesięcy projekt Nord Stream 2 – mówi „Gazecie Polskiej Codziennie” wiceprezes PGNiG ds. korporacyjnych Janusz Kowalski, w latach 2008–2010 członek zespołu ds. bezpieczeństwa energetycznego w Kancelarii Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.

Czy Polska zdąży do 2022 r., kiedy kończy się kontrakt na dostawy rosyjskiego gazu, być krajem niezależnym od tych dostaw?
Plan jest prosty i znany od wielu lat. Wróciliśmy do koncepcji śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego nakreślonej na przełomie 2005/2006 r. Zgodnie z nią niezależność energetyczna w zakresie dostaw gazu ziemnego, a ściślej, stworzenie konkurencyjnego rynku tego gazu w Polsce, będzie możliwe pod warunkiem realizacji dwóch inwestycji na kierunku północnym: gazoportu w Świnoujściu oraz połączenia gazowego z Norwegią. Dzięki temu od 1 stycznia 2023 r., gdy skończy się kontrakt jamalski, będziemy mogli stworzyć prawdziwie konkurencyjny rynek gazu. A jednocześnie zbudować strukturę jego importu, analogiczną do krajów zachodnioeuropejskich – maksymalnie rozproszoną, opartą na różnych kierunkach dostaw.

A co do tego czasu?
Dziś wciąż niemal ze wszystkich kierunków geograficznych płynie do Polski gaz pochodzenia rosyjskiego. Zatem aby Polacy płacili mniej za gaz i pojawiła się prawdziwa konkurencja na rynku tego paliwa, jak np. we Włoszech, Francji czy w Niemczech, potrzebny jest nam surowiec z Północy. Musi on być niezależny od postsowieckiej infrastruktury gazociągów oraz tworzonej na Zachodzie Europy sieci gazociągów tłoczących paliwo z Nord Streamu.
Tymczasem pierwsza z obu potrzebnych inwestycji: terminal LNG w Świnoujściu, nosząca imię śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, została uruchomiona 18 czerwca br. Udało się nam po 10 latach doprowadzić do końca projekt ważny nie tylko dla Polski, ale i dla Europy. W związku z tym PGNiG zamierza być bardzo aktywnym graczem na rynku LNG. Tworzymy od 1 stycznia 2017 r. biuro handlu LNG w Londynie poprzez naszą spółkę z siedzibą w Monachium, by maksymalnie wykorzystywać możliwości, jakie niesie ze sobą istnienie gazoportu.

A druga inwestycja?
Nawet, gdy gazoport w Świnoujściu zostanie rozbudowany do przepustowości 7,5 mld m sześc. gazu rocznie z obecnych 5 mld, to za mało. Potrzebna jest druga inwestycja. Chodzi o budowę połączenia gazowego z Norwegią. Projekt ten, podobnie jak gazoport, został nakreślony w 2006 r. i zaniechany za czasu rządów PO i PSL. Cel jest prosty: do 2022 r. powinno powstać połączenie poprzez duński system przesyłowy. Powinno ono gwarantować przesył co najmniej 7 mld m sześc. gazu rocznie.
Zakładamy, że z tego blisko 40 proc. będzie pochodziło ze źródeł eksploatowanych przez PGNiG. Dziś nasza firma zaznacza tam wyraźnie swoją obecność – posiadamy w Norwegii 19 koncesji wydobywczych. Aby doprowadzić tę inwestycję do końca, potrzebna jest pełna determinacja z polskiej strony. Obecnie czekamy na decyzję GAZ-Systemu – polskiego operatora przesyłowego, który ma za zadanie doprowadzić do porozumienia ze swoimi odpowiednikami z Norwegii i Danii w sprawie realizacji polsko-norweskiego połączenia. Przyniesie to nam dostawy tańszego gazu.

W ostatnim czasie budowa spółki, mającej realizować rosyjsko-niemiecki gazociąg Nord Stream 2 została zastopowana przez polski UOKiK. Co jeszcze można zrobić dla zbudowania bezpieczeństwa energetycznego Polski i innych krajów naszego regionu?
Rząd premiera Jarosława Kaczyńskiego w sposób skuteczny blokował powstanie Nord Stream 1 i tylko dlatego, że w listopadzie 2007 r. PiS straciło władzę, gazociąg ten powstał. Można było tę inwestycję skutecznie zablokować, choćby ze względów środowiskowych. Zabrakło jednak woli politycznej. PO w 2008 r. całkowicie odpuściła Nord Stream. Zresztą ówczesny szef MSZ Radosław Sikorski kilkakrotnie mówił, że jest zwolennikiem dołączenia Polski do tej inwestycji. Jest to myślenie całkowicie niezgodne z polską racją stanu i interesami polskiej gospodarki. Dziś na szczęście odeszło ono w przeszłość.
Obecnie sposób skutecznego działania, jaki prezentował przed laty rząd premiera Kaczyńskiego, powrócił. Z wielkim uznaniem i szacunkiem patrzę na to, czego dokonał prezes polskiego UOKiK Marek Niechciał. Takie postawy niezależnej administracji, która w sposób konsekwentny dla polskiej gospodarki potrafi wykorzystać unijne i krajowe uregulowania prawne, by w skuteczny sposób zastopować na wiele miesięcy projekt Nord Stream 2, to przykład godny naśladowania. Okazuje się, że polska administracja może być w Europie skuteczna, walczyć o nasze cele. Im więcej Polska będzie miała tak wspaniałych urzędników, którzy potrafią w sposób skuteczny walczyć o to, by w Polsce była konkurencja i wolny rynek i by to nie geopolityka gazowa decydowała o tym, że przepłacamy za surowiec, tym lepiej dla racji stanu Polski i innych państw naszego regionu Europy.

Na ile realna jest groźba formułowana mniej lub bardziej otwarcie przez Gazprom, że budowa Nord Stream 2 praktycznie odetnie Ukrainę od dostaw rosyjskiego gazu? Co to oznaczałoby dla sąsiednich krajów?
Nie po to się buduje Nord Stream 1 i 2 – gazowe kleszcze nad Europą, by potem nie zarabiać na tym projekcie. Przecież inicjatorzy tej inwestycji chcą na niej zarabiać. Jednak uda się to tylko wtedy, gdy całość gazu przesyłanego dotąd przez Ukrainę zostanie przekierowana na obie magistrale Nord Stream. Już nawet nie ze względów gospodarczych, ale geopolitycznych, Polska i inne państwa UE, szczególnie Słowacja, powinny mówić w tej sprawie jednym głosem. Cenna w tym kontekście była zwłaszcza niedawna inicjatywa prezydenta Andrzeja Dudy, który potrafił w sposób skuteczny doprowadzić do tego, by dziewięć państw naszego regionu ogłosiło w tej sprawie zdecydowany protest.
Także polski rząd jest bardzo aktywny w głoszeniu, że europejska solidarność energetyczna musi się opierać na zasadzie faktycznej, a nie fikcyjnej solidarności państw o równych prawach. Nie wolno realizować inwestycji skierowanej przeciwko komuś, a Nord Stream jest wymierzony w kraje Europy Środkowo-Wschodniej i nie jest to projekt biznesowy. Przejawem faktycznej skuteczności jest działanie prezesa Marka Niechciała. Jeśli w ten sposób będzie postępowała administracja – jestem spokojny o zabezpieczenie polskich interesów. Na tym przykładzie widać, że zostało odzyskane pewne władztwo i kontrola nad procesami związanymi z budową projektów energetycznych, dobrych dla polskiej gospodarki, a nie dla grup lobbystycznych czy obcych państw.