Janusz Gajos na stare lata chyba jeszcze raz zapragnął poczuć się jak dowódca czołgu z „Czterech pancernych”, którego zagrał w PRL-owskim serialu-agitce. Bo wygląda na to, że Janek Kos znów jest na froncie. Tylko tym razem nie idzie ramię w ramię z towarzyszami czerwonoarmistami na Berlin, a razem z KOD-em maszeruje w „obronie demokracji”.

Znany aktor udzielił wywiadu kodziarskiemu portalowi koduj24.pl, któremu szefuje Magdalena Jethon, była dyrektor Programu Trzeciego Polskiego Radia. Ona też przeprowadziła rozmowę. Niestety, Gajos niczym w niej nie zaskoczył – mówił jak przystało na członka honorowego komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego, a był nim dwukrotnie.

Już na samym początku rozmowy aktor oznajmił, że obawia się tego, co dzieje się w polskiej polityce.

Boję się, bo znowu ktoś chce mi wmówić, że jestem durniem, który nie rozumie, że wszystko, co się ostatnio dzieje, dzieje się dla mojego dobra. Nie mogę zgodzić się na tak nieudolnie i prymitywnie robiony teatr. Przecież jego twórcy muszą sobie zdawać sprawę, że są ludzie, którzy się na tym znają. Umieją ocenić każdą kukiełkę w tym teatrzyku. W dzieciństwie bawiłem się ołowianymi żołnierzykami. Dziś nie mogę się oprzeć wrażeniu, że spora grupa dorosłych ludzi zabawia się właśnie ołowianymi żołnierzykami w przekonaniu, że robi coś poważnego. Przyzna pani, że jest się czego bać

– perorował Gajos.

Dalej było na podobną nutę.

Wiadomo z historii, że wiele niedobrych i fatalnych w skutkach zdarzeń zaczynało się tak właśnie, jak to się dzieje teraz. Mam nadzieję, że nie dojdzie do niczego nieodwracalnego. Nie mogę uwierzyć, żeby wszyscy rozsądni ludzie, których są całe tłumy – vide – marsze KOD-u, nie byli w stanie zapobiec najgorszemu. Przecież większość z nas nie wierzy w brednie typu – „Polska w ruinie”, nie chce spokojnie słuchać wyzwisk i obelg tylko dlatego, że ma inne zdanie na temat tej „dobrej zmiany”

– opowiadał aktor. Przyznał też, że na pierwszy marsz KOD-u poszedł 4 czerwca i cieszył się z uczestnictwa w manifestacji.

Na zakończenie rozmowy Gajos postanowił zostać domorosłym psychologiem.

W latach 90. Teresa Torańska przeprowadziła wywiady z ludźmi z dawnej opozycji. Obejrzałem ten z Jarosławem Kaczyńskim. Na pytanie, kim chciałbyś być? – Jarosław Kaczyński odpowiedział, że chciałby być emerytowanym zbawcą narodu. Trafiłem na ten wywiad rok temu. Zacząłem się nad nim zastanawiać, odkładając wszystkie irytacje na bok. Chciałem zrozumieć, co miało znaczyć stwierdzenie „emerytowanym” i dlaczego takim właśnie zbawcą chciałby być? Dlaczego 45-letni, dojrzały mężczyzna poważnie mówił o takim akurat marzeniu. Czyżby chciał być zbawcą bez względu na wszystko i za wszelką cenę? Nagle zobaczyłem w wyobraźni 60-letniego chłopca, który realizuje to swoje marzenie. Ratuje z opresji jakąś wyimaginowaną księżniczkę i zaraz potem w papierowej koronie z drewnianym mieczem u boku oddala się w jakiś czarodziejski tylko jemu znany świat. Od tego czasu zacząłem się naprawdę bać

– oświadczył aktor.
 
I my też się boimy. O kondycję (nie tylko fizyczną) Janusza Gajosa. Bo tak odpłynąć...