„Pieniążki od poprzedniej władzuni się skończyły to i stres rośnie” – skomentował twitterowy wpis Michała Setlaka jeden z internautów, a inny zapytał: „Jakim trzeba być skończonym bydlakiem, żeby życzyć drugiemu człowiekowi śmierci?”. Falę oburzenia wywołały życzenia, które „niezależny ekspert” mainstreamu od katastrofy smoleńskiej złożył „Panu Prezesowi”.

W minioną sobotę (18 czerwca) Jarosław Kaczyński obchodził 67. urodziny. Tego też dnia Michał Setlak na twitterowym profilu zamieścił następujący wpis (pisownia oryginalna): „Z okazji urodzin życzyę Panu Prezesowi i, przede wszytskim, Polsce, aby były ostatnie”.


Choć Setlak nie był na tyle odważny, żeby wymienić nazwisko, to chyba nietrudno się domyślić, o jakiego „Pana Prezesa” chodziło. Kiedy zwrócono mu uwagę, że napisał zbyt ostro, odpowiedział: „Ale z całego serca”. Pod wpisem pojawiło się zresztą mnóstwo komentarzy, w których – czasem w ostrych słowach – skrytykowano Setlaka. Poniżej tylko niektóre z nich.


Naszym czytelnikom Setlaka raczej specjalnie przedstawiać nie trzeba, przypomnimy więc tylko kilka faktów.
 
Michał Setlak w mainstreamowych mediach występuje jako „niezależny ekspert” z „Przeglądu Lotniczego”. Na swoim internetowym profilu podpisuje się jako „publicysta, lotnik z korzeniami w taternictwie, żeglarstwie, krótkofalarstwie, motoryzacji, elektronice i informatyce” oraz „zdecydowany przeciwnik teorii spiskowych”.
 
Szerzej „niezależnego eksperta” opinia publiczna poznała po smoleńskiej tragedii.
 
„Główny czarny charakter tej historii”, tak o gen. Andrzeju Błasiku na swoim profilu społecznościowym wypowiadał się Setlak. Kiedy rządziła PO, zachwycał się korzystnymi dla niej sondażami oraz wykazywał niezwykłą aktywność w atakowaniu ówczesnej opozycji politycznej i każdego, kto podważał forsowaną przez platformerski rząd teorię nt. katastrofy smoleńskiej. Setlak poświęcał mnóstwo czasu na obronę raportu Millera ws. Smoleńska i działań Macieja Laska zarówno w internecie, jak i w mediach, takich jak „Gazeta Wyborcza” i TVN24.
 
Nigdy nie chwalił się jednak, że za poprzedniej ekipy rządzącej – od września 2013 roku – pobierał wynagrodzenie z Kancelarii Premiera.