Powstaniec o spotkaniu z Andrzejem Dudą: Prezydent wlał mi nadzieję w serce

  

Mówiłem prezydentowi, że podczas wojny marzyliśmy, jaka po jej zakończeniu ma być Polska. Może ją trochę wtedy wyidealizowaliśmy, ale życzyłem mu, aby taka była za jego prezydentury. Sprawiedliwa, bez korupcji, bez kumoterstwa. To było bardzo przyjemne spotkanie i trwało prawie godzinę, a jeszcze wieczorem prezydent miał przecież ważne przemówienie. Znalazł jednak trochę czasu, aby przyjechać do Milanówka. To była wielka rzecz - mówi Henryk Kończykowski "Halicz", żołnierz Batalionu "Zośka" w rozmowie z Jarosławem Wróblewskim.



12 stycznia z okazji pańskich 92. urodzin odwiedził Pana w domu w Milanówku prezydent Andrzej Duda. To niezwykłe mieć takiego urodzinowego gościa.
Gdy syn mi powiedział, że pan prezydent ma do mnie przyjechać, to nie uwierzyłem. Jak przyjechał, przekonałem się, że jest to człowiek, z którym można rozmawiać jak ze starym znajomym. Nie ma bariery, dystansu. Nasza rozmowa toczyła się normalnie. To był zaszczyt, wyróżnienie i takie doświadczenie, że pan prezydent jest bardzo otwarty. To była duża rzecz i przekonanie, że można na niego liczyć. Myślę, że pan Andrzej Duda też dobrze czuł się w moim domu, podobnie jak osoby, które z nim przybyły. Interesowali się zbiorami, jakie mam w domu. 

Opowiadał Pan prezydentowi o swoich wojennych przeżyciach. Jaki był Tadeusz Zawadzki „Zośka” czy Andrzej Romocki „Morro”, którego śmierci był Pan świadkiem na Czerniakowie podczas Powstania Warszawskiego? 
Tak, pan prezydent znał historię batalionu „Zośka”. Mówiłem też o tym, że my podczas wojny marzyliśmy, jaka ma być Polska po jej zakończeniu. Może ją trochę wtedy wyidealizowaliśmy, ale życzyłem mu, aby taka była za jego prezydentury. Sprawiedliwa, praworządna, bez korupcji, bez kumoterstwa. To było bardzo przyjemne spotkanie i trwało prawie godzinę, a jeszcze wieczorem prezydent miał przecież ważne przemówienie. Znalazł jednak trochę czasu, aby przyjechać do Milanówka. To była wielka rzecz. 

Prezydent wysłuchał też u Pana w domu nagranego hymnu plutonu „Felek”, kompanii „Rudy”, piosenki śpiewanej w czasie Powstania Warszawskiego przez żołnierzy „Zośki”. Pan był w tym plutonie razem z Jankiem „Anodą”, „Słoniem”, „Leszczycem”, „Xięciem”, „Olszyną”…
Tak, to było wspaniałe. Jestem ostatnim żyjącym żołnierzem tego plutonu. Prezydent mówił, że czytał „Kamienie na szaniec”, „Pamiętniki żołnierzy Baonu »Zośka«” i „Zośkę i Parasol”. To bardzo dużo.


Fot. Andrzej Hrechorowicz, prezydent.pl

Powiedział Pan, że czekał na to spotkanie 92 lata. To był symboliczny hołd dla Pana jako przedstawiciela pokolenia powstańców czy represjonowanych po wojnie przez komunistów.
Odebrałem to jako hołd przede wszystkim dla żołnierzy „Zośki”, biorących udział w Powstaniu Warszawskim i walczących w podziemiu. 

Przekazał Pan prezydentowi książkę „Zośkowiec” opisującą Pana życie, ale i replikę opaski z Powstania Warszawskiego. 
Opaska to symbol najważniejszego fragmentu mojego życia. Prezydent mówił, że nie krytykuje Powstania Warszawskiego, ja również tego nie robię. Uważam, że nie było ono klęską, lecz wręcz zwycięstwem – w tym sensie, że Polacy przez 63 dni walczyli dzielnie z Niemcami, mimo ich przeważającej siły. 


Fot. Andrzej Hrechorowicz, prezydent.pl

Co by Pan powiedział dziś prezydentowi?
Chciałbym mu serdecznie podziękować; on wlał mi nadzieję w serce. Jeśli pan prezydent interesuje się zwykłym obywatelem u schyłku życia, to znaczy, że Polska się zmienia na lepsze. Prezydent dodał mi sił. Drzwi mojego domu są dla niego zawsze otwarte. 

Odwiedziła też pana Grupa Historyczna „Polska Walcząca” z Głogowa, która przybrała sobie Pana za patrona, podobnie jak 63. Drużyna Harcerska w Dziwnowie.  
Zupełnie się tego nie spodziewałem. Jestem tym wzruszony. Nie wiem, czym sobie na to zasłużyłem.

Jak Pan myśli, dlaczego Pan tak silne oddziaływuje na młodych ludzi, a Pana życie jest dla wielu przykładem do naśladowania?
Nigdy nie pchałem się na pierwsze miejsce. Zawsze byłem w środku – w szkole, w domu, nawet na zawodach sportowych. Przypomina mi się tylko, że kiedyś przed wojną, gdy trochę narozrabiałem, dyrektor szkoły stanął w mojej obronie i powiedział, że w takich ludziach jak ja jest przyszłość narodu. 


Po spotkaniu prezydenta z "Haliczem" w internecie pojawił się symboliczny mem:


Fot. Prawicowyinternet.pl
 
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl,Gazeta Polska Codziennie


Wczytuję komentarze...

Rozważasz wypad w Tatry? Ratownik TOPR radzi. WIDEO

Zdjęcie ilustracyjne, Tatry / youtube.com/print screen

  

Aby wyruszyć zimą w wysokie góry, nie wystarczy jeden kurs turystyki zimowej, trzeba latami zdobywać wiedzę i doświadczenie. Podstawą jest dobry ubiór, wyposażenie i przygotowanie kondycyjne – mówił dziś ratownik TOPR Adam Marasek.

Na konferencji prasowej w Krakowie zaprezentowano dziewięciominutowy film, który powstał w ramach kampanii edukacyjnej "Bezpieczni i rozważni w Tatrach zimą", przygotowanej przez Stowarzyszenie Kulturalno-Oświatowe im. Adolfa Hyły. Znalazły się w nim informacje, jak się ubrać i w co wyposażyć, wyruszając zimą na wędrówkę w Tatry. Film jest dostępny na stronie stowarzyszenia i w mediach społecznościowych.

"Chcemy podnieść świadomość osób, które idą w góry, korzystając z wiedzy ekspertów. Chodzi o bezpieczeństwo turystów, ochronę tatrzańskiej przyrody, ale też o bezpieczeństwo ratowników, bo wypadki się zdarzają, ale przez naszą brawurę i nieodpowiedzialność możemy narazić bezpieczeństwo tych, którzy będą nam szli z pomocą"

– mówił prezes Stowarzyszenia Kulturalno-Oświatowego im. Adolfa Hyły Jan Cięciak.

Doświadczony ratownik TOPR Adam Marasek podkreślił, że aby wyruszyć zimą w wysokie góry, nie wystarczy jeden kurs turystyki zimowej, trzeba latami zdobywać wiedzę i doświadczenie.

"Zimą turystyka w wyższych partiach Tatr jest trudna i bardzo wymagająca. Trzeba się odpowiednio przygotować, m.in. dobrze zaplanować wyprawę: sprawdzić prognozę pogodę, stopień zagrożenia lawinowego i warunki panujące w górach. Dla towarzystwa należy dobrać sobie znajomych czy przyjaciół o podobnej kondycji i podobnym rozumieniu gór" – mówił Marasek.

Podkreślił, że podstawą jest odpowiedni, chroniący przed zimnem i wiatrem ubiór, oraz odpowiedni ekwipunek. Wyruszając zimą w Tatry, trzeba mieć: naładowany telefon komórkowy, zimowe obuwie, raki, czekan i tzw. lawinowe ABC, czyli sondę, łopatki i detektory, a także umieć posługiwać się tym sprzętem.

"Od tego zależy życie kogoś, kto zostanie porwany przez lawinę" – mówił Marasek.

Dodał, że ratownicy TOPR od kilku lat obserwują "korporacyjne" podejście do chodzenia po górach. "Ktoś trzy miesiące wcześniej zaplanuje sobie, że tego i tego dnia będzie miał urlop, i wyjdzie w góry, a ponieważ jest plan, trzeba go wykonać, nie bacząc na panujące warunki, na pogodę czy zagrożenie lawinowe i własne przygotowanie" – mówił Marasek.

Osobom niedoświadczonym o wiele łatwiej podjąć decyzję o wyjściu w górach, o wiele trudniej decyzję, że trzeba się wycofać, bo zrobiło się niebezpiecznie

– podkreślił.

W 2018 r. Stowarzyszenie Kulturalno-Oświatowe im. Adolfa Hyły przygotowało wraz z TPN 30 tys. broszur "ABC tatrzańskiego turysty", a później projekt "Orla Perć – tradycja i współczesność", aby pokazać, że jest to szlak piękny, ale ekstremalnie niebezpieczny i nie każdy powinien się na niego wybierać.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl