Laureatami jednej z najważniejszych nagród branży telewizyjnej zostali autorzy propagandowego paszkwilu „Nasze matki, nasi ojcowie”. Serial szkalujący dobre imię Polaków i fałszujący historię II wojny światowej został nagrodzony w kategorii „Najlepszy film telewizyjny – miniserial”.

International Emmy Awards jest jednym z najbardziej prestiżowych, międzynarodowych wyróżnień świata filmowo-telewizyjnego. W ramach 24. gali rozdania nagród, jednym z laureatów został niemiecki serial „Nasze matki, nasi ojcowie”. Serial zwyciężył w kategorii „Najlepszy film telewizyjny – miniserial”.

Jak pisaliśmy już wielokrotnie na łamach portalu niezalezna.pl film nakręcony przez niemiecką telewizję ZDF, od początku mocno krytykowany w Polsce, zdobywa nagrody zarówno w Niemczech, jak i poza granicami kraju. Polscy historycy zarzucają twórcom tego paszkwilu celowe fałszowanie faktów, nie tylko przez tuszowanie niemieckich zbrodni, fałszywe pokazywanie partyzantów z oddziałów Armii Krajowej jako antysemitów, ale także poprzez sugerowanie, że II wojna światowa rozpoczęła się dopiero niemieckim atakiem na Rosję.
 
Autorzy pokazali II wojnę światową - od niemieckiego ataku na ZSRR w czerwcu 1941 roku do kapitulacji Niemiec - przez pryzmat losów pięciorga młodych Niemców z Berlina: oficera Wehrmachtu Wilhelma, jego również powołanego do wojska młodszego brata Friedhelma, zakochanej w Wilhelmie pielęgniarki Charlotte, marzącej o karierze piosenkarki Grety oraz jej chłopaka - Żyda Viktora.
 
Losy Viktora, który ucieka z transportu do obozu Auschwitz i przyłącza się do oddziału AK, stały się dla twórców filmu pretekstem do pokazania polskich partyzantów jako zaciekłych antysemitów.
 
Przeciwko takiemu wizerunkowi polskiego podziemia zaprotestowała ambasada RP w Berlinie. Próby emisji serialu w innych międzynarodowych stacjach telewizyjnych spotykają się z falą protestów ze strony widzów.

Co ciekawe nawet amerykańska prasa nie zostawiła na niemieckim filmie suchej nitki, pisząc m.in., że „bohaterowie są niczym zdjęci z plakatów nazistowskiej propagandy”.

„New York Times” napisał nawet w komentarzu, że film „Nasze matki, nasi ojcowie” to próba oczyszczenia niemieckiej historii, a dziennik „Die Welt” przyznał, że film nie zyskał w USA zbyt dużej sympatii. Gazeta, relacjonując przeprowadzoną w Domu Niemieckim w Nowym Jorku dyskusję o filmie, podkreśliła, że biorący w niej udział zarzucili twórcom ucieczkę od problemu niemieckiej odpowiedzialności za wojnę.

Amerykanie skrytykowali fakt, że wszyscy główni bohaterowie filmu są pozytywnymi postaciami, a jednymi z największych antysemitów są Polacy. Amerykańska historyk Atina Grossmann ironicznie stwierdziła nawet, że film ten pasuje do dzisiejszych czasów, gdzie Niemcy po swojemu opowiadają nową historię następnemu pokoleniu. W Nowym Jorku padło wiele pytań, a jedno z nich brzmiało: Jak to możliwe, iż taki kłamliwy film otrzymał państwowe subwencje?