Przede wszystkim zasiadający w speckomisji posłowie muszą posiadać dopuszczenie do poziomu klauzuli „ściśle tajne”. Tym bardziej że był już przypadek, że w komisji zasiadała osoba o niejasnych kontaktach z osobą zidentyfikowaną jako kadrowy oficer rosyjskich służb. Sprawa nigdy jednak nie ujrzała światła dziennego. Chodzi nie tylko o kwestię posiadania przez posłów członków speckomisji dostępu do najtajniejszych materiałów, ale także gruntowną reformę samego zespołu. Należałoby bowiem nadać komisji większe uprawnienia, np. kontrolne. Pozwoliłoby to jej członkom na żądanie od służb specjalnych – a nie, jak to dziś ma miejsce, łaskawe proszenie – istotnych dla jej pracy dokumentów. Od lat speckomisja jest kiwana przez szefów służb, a kluczowe materiały nie są przekazywane. Po co więc utrzymywać fikcję?
Fikcja speckomisji
Ujawniona w programie śledczym Republiki „Ściśle jawne” sprawa Włodzimierza Czarzastego obnażyła fikcję i fasadowość sejmowej komisji ds. służb specjalnych. W żaden sposób nie spełnia ona funkcji kontrolnej nad służbami. Dlatego niezbędna jest jak najszybsza reforma tego parlamentarnego zespołu, tak aby faktycznie był on w stanie funkcjonować.