Cztery lata temu doszło do historycznego wydarzenia w najnowszej historii naszego kraju. Polski premier z pełną świadomością wziął udział w operacji Władimira Putina przeciwko polskiemu prezydentowi. Rosyjska gra mająca na celu rozdzielenie polskich obchodów w Katyniu w 2010 r. doprowadziła do tragedii smoleńskiej.

W styczniu 2010 roku śp. Andrzej Przewoźnik, szef Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa (ROPWiM) zwrócił się do prezydenta RP prof. Lecha Kaczyńskiego o udział w obchodach 70 rocznicy zbrodni katyńskiej, które Rada zaplanowała na 10 kwietnia 2010 roku. Najważniejsi polscy politycy mieli tego dnia oddać hołd Polakom zamordowanym w Katyniu.

W związku z tym kancelaria prezydenta 27 stycznia 2010 r. wysłała do polskiego MSZ pismo z informacją o tym, że prezydent Kaczyński zamierza wziąć udział w katyńskich obchodach. Zamiast odpowiedzi, po kilku dniach, 3 lutego w trakcie rozmowy telefonicznej premierów Polski i Rosji, Władimir Putin zaprosił Donalda Tuska na oddzielne obchody zbrodni katyńskiej. - Była to osobista inicjatywa obu panów premierów - chwalił się po rozmowie telefonicznej ówczesny rzecznik rządu, Paweł Graś.

Ówczesne działanie Rosji nie może dziwić, administracja Władimira Putina i on sam nie ukrywali, że wolą zacieśniać relacje z premierem Tuskiem, nie zaś z prezydentem Kaczyńskim. Wiadomo też było, że polski prezydent wbrew stanowisku PO, będąc w Katyniu, zbrodnię katyńską nazwie ludobójstwem. Ostrzegał przed tym nawet obecny rzecznik MSZ, były dziennikarz "Wyborczej" - Marcin Wojciechowski.

- Trudno się dziwić, że Rosja nie chce, by podczas kwietniowych obchodów w Katyniu Lech Kaczyński powtórzył: to było ludobójstwo. Ryzyko jest realne - ostrzegał Wojciechowski. Cytował przy tym szefa MSZ Rosji, Siergieja Ławrowa: „Zależy nam, by uroczystości katyńskie nie przerodziły się w demonstrację polityczną”.

Dlatego też w tym czasie rosyjska ambasada rozpoczęła operację propagandową mającą na celu całkowitą marginalizację wizyty prezydenta RP, na rzecz spotkania premierów Polski i Rosji. Jeszcze 11 marca rosyjska ambasada zapewniała, że nie otrzymała jeszcze oficjalnej informacji od strony polskiej na temat wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu. - Oficjalne informacje od strony polskiej dotąd do nas nie napłynęły - mówił rzecznik rosyjskiego MSZ Andriej Niestierienko.

Tydzień wcześniej szef kancelarii premiera Donalda Tuska, Tomasz Arabski zapewnił, że Donald Tusk nie pojedzie na główne obchody katyńskie, tylko trzy dni wcześniej wybierze się na spotkanie w tym samym miejscu z Władimirem Putinem. - Premier Donald Tusk będzie w Katyniu 7 kwietnia - potwierdził 4 marca 2010 r. Tomasz Arabski.

Do dziś szef polskiego rządu, mimo ujawnienia dokumentów w tej sprawie, wypiera się, że wcześniej wiedział o planach prezydenta i świadomie grał z Putinem na rozdzielenie wizyt. - Kancelaria Prezydenta nie miała w planie informować Kancelarii Premiera o wydarzeniach z udziałem prezydenta. Współpraca była bardzo trudna. Ja nie orientowałem się o przygotowaniach ze strony Kancelarii Prezydenta – mówił jeszcze dwa lata temu.

Dokumenty jednak przeczą tezom Donalda Tuska, jakoby pomysł wizyty prezydenta w Katyniu pojawił się dopiero po umówieniu spotkania Tusk-Putin w tym miejscu. Oto pismo z kancelarii prezydenta do szefa polskiej dyplomacji, Radosława Sikorskiego



Jak zostało ujawnione w toku prowadzonego po katastrofie smoleńskiej śledztwa cywilnego, prace nad spotkaniem Donalda Tuska z Władimirem Putinem 7 kwietnia w Katyniu, rozpoczęło osobiste spotkanie na sopockim molo we wrześniu 2009 r. 

- Tomasz Arabski zeznał również, iż po spotkaniu Premierów w Sopocie, Andrzej Kremer i Jarosław Bratkiewicz z MSZ odbywali spotkania ze swoimi odpowiednikami ze strony rosyjskiej, w których temat uroczystości w Katyniu w 2010 roku był jednym z poruszanych tematów rozmów - czytamy w aktach śledztwa.

Przed katastrofą smoleńską nie ukrywał tego również Paweł Graś. Już 3 lutego 2010 r. po telefonie Władimira Putina chwalił się, że Katyń był tematem rozmowy premierów Polski i Rosji już „podczas ich ubiegłorocznego, wrześniowego spotkania w Sopocie”. - Te ustalenia, te rozmowy, które miały miejsce, w ten sposób się zmaterializowały - podkreślał rzecznik rządu, podkreślając, że była to "inicjatywa obu panów premierów”.

Rzeczywiście. Z dzisiejszej perspektywy możemy zrozumieć, dlaczego w projekcie „obu panów” prezydent Lech Kaczyński „przeszkadzał”.