Prof. Paweł Artymowicz to najbardziej medialny uczony atakujący ekspertów, którzy śmieli podważać wiarygodność rosyjskiego oraz polskiego – oficjalnego – smoleńskiego śledztwa. Jest autorytetem u Lisa, Sekielskiego czy na łamach „Faktów i Mitów”. Jego brat Andrzej Artymowicz zasiada w zespole ekspertów powołanym przez Wojskową Prokuraturę. Ojciec obu braci Artymowicz, jak sam napisał, „walczył z bandami NSZ”. Natomiast dziadek należał do Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi i siedział w II RP w więzieniu za antypolską działalność

Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie potwierdziła w odpowiedzi na pytania „Gazety Polskiej”, że Andrzej Artymowicz wykonuje w śledztwie w sprawie katastrofy smoleńskiej czynności biegłego o specjalności przetwarzanie oraz inżynieria dźwięku. Jednocześnie nie chciano nam odpowiedzieć na pytanie, jakie wynagrodzenie pobiera za swoje usługi.

‒ Informacja w tym zakresie stanowi tajemnicę skarbową – stwierdził p.o. rzecznika prasowego Naczelnej Prokuratury Wojskowej ppłk Janusz Wójcik.
Nie ma wątpliwości, że biegły ‒ brat medialnego eksperta ‒ ma tym samym dostęp do poufnych materiałów śledztwa.

Powołany po przesłuchaniu ekspertów zespołu
Andrzej Artymowicz, absolwent Wydziału Reżyserii Dźwięku warszawskiej Akademii Muzycznej, zajmuje się m.in. budową symulatorów dla pilotów wojskowych i cywilnych.
Ustaliliśmy, że w śledztwie smoleńskim Andrzej Artymowicz opracowuje m.in. opinie z zakresu dźwięków, które zarejestrowano w kokpicie rządowego tupolewa, który rozbił się w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r. Chodzi np. o dźwięk, jaki wydaje samolot po zderzeniu z drzewami.

Do zespołu biegłych, który działa od trzech lat, został on powołany 25 lipca 2013 r., już po przesłuchaniu ekspertów zespołu parlamentarnego, którym kieruje Antoni Macierewicz. Jako ostatni z ekspertów został przesłuchany prof. Wiesław Binienda – miało to miejsce 28 czerwca 2013 r. Binienda jest autorem ekspertyz przygotowanych dla zespołu Antoniego Macierewicza. Z opracowanej przez niego symulacji wynika, że skrzydło Tu-154M nie mogło się złamać po uderzeniu w brzozę w Smoleńsku.
Ekspertyza prof. Biniendy obala tezy rządowego raportu Jerzego Millera, według którego oderwanie się skrzydła w wyniku zderzenia z brzozą było bezpośrednią przyczyną katastrofy smoleńskiej.
Zespół biegłych, w którym jest Andrzej Artymowicz, ma opracować końcową, kompleksową opinię w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Komentator Lisa oraz „Faktów i Mitów”
Zdecydowanie bardziej znany opinii publicznej jest starszy z braci – Paweł Artymowicz. To on ordynarnie obrażał gen. Andrzeja Błasika i kolportował tezę o winie pilotów. Na Salonie24 ma założony blog o nicku „you-know-who” pod nazwą Fizyka Smoleńska. W październiku 2013 r., a więc już po tym, jak jego brat Andrzej został biegłym prokuratury, opublikował list otwarty do prof. Biniendy, w którym bezpardonowo zaatakował profesora za opracowaną przez niego symulację zderzenie skrzydła tupolewa z brzozą.
‒ To kontynuacja tych samych bredni. Jest to dalszy ciąg walki z brzozą – mówił w programie „Tomasz Lis na żywo” w TVP2, komentując w październiku ubiegłego roku konferencję ekspertów zespołu Antoniego Macierewicza.
Z kolei 10 kwietnia 2013 r., po emisji filmu Anity Gargas „Anatomia upadku”, był gościem w radiu Agory TOK FM u Tomasza Sekielskiego. ‒ Żeby mówić o wybuchu, to musiałby się on zdarzyć w promieniu nie więcej niż 10 m od brzozy. Czyli ktoś musiałby zaminować brzozę. I jeszcze pilot musiałby trafić właśnie w to drzewo – mówił, dodając, że do katastrofy doszło, ponieważ „źle wyszkoleni piloci przekroczyli przepisy”. Warto podkreślić, że Paweł Artymowicz nie podał żadnych dowodów na potwierdzenie swoich słów.

Paweł Artymowicz chętnie rozmawia także z „Gazetą Wyborczą” oraz tygodnikiem „Polityka”, gdzie 15 kwietnia 2013 r. mówił:
„Konsultanci Macierewicza, jeden po drugim, przeczą nawzajem sami sobie. Politycy i eksperci zespołu Macierewicza brną w teorie wybuchów i bomb termopróżniowych (czy jak je tam nazywają), podając zupełnie inne czasy, położenia na mapie i wysokości samolotu nad ziemią, kiedy miał on rzekomo eksplodować. Pomiędzy bombami zmyślonymi przez dr. inż. Grzegorza Szuladzińskiego a wybuchami następującymi zupełnie nonsensownie na końcu pola rozrzutu szczątków Tupolewa, głoszonymi przez pana Macierewicza, zieje przepaść 9 sekund lotu, czyli ok. 700 m odległości. Jeśli podaje się pięć sprzecznych wersji wybuchu i żadna nie jest prawdziwa – intencje są jasne: poprzeć teorię zamachu, nie bacząc na logikę”.
W końcu ubiegłego roku Paweł Artymowicz udzielił wywiadu antyklerykalnemu tygodnikowi „Fakty i Mity”. Wywiad nosił tytuł „Air Show Smoleńsk 2013” i był w całości poświęcony ekspertom zespołu Antoniego Macierewicza ‒ prof. Wiesławowi Biniendzie i prof. Chrisowi Cieszewskiemu. Redaktorem naczelnym „FiM” jest Roman Kotliński ‒ były ksiądz, poseł partii Palikota.

Paweł Artymowicz od lat jest profesorem i wykładowcą Uniwersytetu w Toronto. Zagraniczną edukację zaczął w końcu 1986 r. po wyjeździe do USA, gdzie uzyskał stypendium Był już absolwentem Politechniki Warszawskiej, gdzie uzyskał tytuł magistra astronomii.
Wcześniej wielokrotnie wyjeżdżał za granicę, miał także uprawnienia pilota wycieczek. Nie miał żadnych trudności z uzyskaniem paszportu i bez przeszkód wyjechał do Stanów Zjednoczonych. W kraju zostali jego młodszy brat Andrzej oraz rodzice.

Dziadek w KPZU, ojciec w MBP
Stefan Artymowicz, dziadek Pawła i Andrzeja, podczas I wojny światowej został ewakuowany z okolic Augustowa do ZSRS i do 1921 r. mieszkał w Charkowie. Po powrocie do Polski nawiązał kontakt z Komunistyczną Partią Zachodniej Białorusi – za antypolską działalność został aresztowany i osadzony w białostockim więzieniu.

Po sowieckiej agresji w 1939 r. Stefan Artymowicz został skierowany na kurs buchalteryjny, a jego 10-letni syn Mikołaj został uczniem powszechnej szkoły rosyjskiej i członkiem „Pionierów”.
„Za czasów okupacji pasałem trzodę chlewną, następnie zaś zwerbowany przez Arbeitsamt pracowałem przy budowie szosy. W 1945 r. wstąpiłem w szeregi Związku Walki Młodych. Należałem do ORMO. Brałem czynny udział w akcji propagandowej referendum [chodzi o sfałszowane referendum w styczniu 1946 r. ‒ red.]. W czasie wyborów do Sejmu Ustawodawczego byłem członkiem obsługi punktu wyborczego w Mielniku. Tam również walczyłem z bandą, która zaatakowała nasz punkt wyborczy” – napisał Mikołaj Artymowicz w swoim życiorysie, załączonym do podania o przyjęcie do pracy w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego.

‒ Na podstawie tego opisu trudno jednoznacznie wskazać, które oddziały niepodległościowego podziemia zaatakowały komunistyczny punkt wyborczy w Mielniku. W tamtych rejonach bardzo aktywnie działały oddziały zarówno Narodowych Sił Zbrojnych, jak i Armii Krajowej, czyli V Brygada Wileńska dowodzona przez mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę” oraz miejscowe oddziały poakowskie – mówi „GP” Leszek Żebrowski, historyk, badacz dziejów Żołnierzy Wyklętych.

Mikołaj Artymowicz w 1948 r. wstąpił do Polskiej Partii Robotniczej, a następnie do PZPR. Jako student Politechniki Warszawskiej uzyskał stypendium Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – pracę w MBP rozpoczął na początku lat 50., a ślubowanie złożył 15 lutego 1953 r.
Z MBP przeszedł do pracy do Zakładów Radiowych im. M. Kasprzaka, będąc jednocześnie aktywnym działaczem PZPR. Był w partii do jej końca.
 
Poniżej publikujemy wpisy blogera you-know-who (takim samym nickiem na Salonie24 posługuje się Paweł Artymowicz), które ukazały się na forum internetowym „Gazety Wyborczej” w listopadzie 2010 r. – na tekst nanieśliśmy polskie znaki, zachowaliśmy natomiast oryginalną treść również bełkotliwych komentarzy:

jest mi przykro, potwierdza się najgorsza teoria
Autor: you-know-who – 07.11.10, 06:46
a wydawało mi się że niewiele może już mnie zaszokować.
czyżbym stracił czas myśląc o szczegółach technicznych, fizyce katastrofy?
przeteoretyzowałem? miałem blokadę wiary w prostsze rozwiązania?

* * *
myślę, że myślących tak jak ja jest w polsce więcej. wiem, że ostateczną odpowiedzialność ponosi wojsko i jego piloci. ale kiedy ktoś mówi mi że:

(i) kapitan Protasiuk, dowódca samolotu nabitego po brzegi jakimi by tam nie byli, ale oficjelami państwa polskiego, ma ok. 340 godzin nalotu na b. wymagającym tupolewie-154,

(ii) że jest po prostu lekkomyślnym młodziakiem, mówiącym do swojego jeszcze bardziej bezmyślnego kolegi pilota jaka-40 artura wosztyla: „tak lądują debeściaki”
(*lądują*, z premedytacją).

(iii) że nie była to awaria ani pomyłka, wstukanie do komputera pokładowego złej współrzędnej, bo „takich rzeczy się w ogóle nie robi”, tj. nie można tam wstukać dobrej ani złej współrzędnej.

-- to jaka jest moja reakcja? nie wierzę. to nieporozumienie, zła interpretacja!
ż, (i)-(iii), to prawda.

teraz już naprawdę ci, co chcą wierzyć że setki ludzi nie zabiła brawura i bezmyślność podparta brakiem umiejętności lotniczych, musi przekonać się do wersji zamachistów, że od początku do końca wszystkie dowody są sfingowane.

* * *
nie powiem od kogo to osobiście dzisiaj usłyszałem. ale może powiem tak.
znam się co nieco na rzeczy (a w miarę rzeczowe uzasadnienie, bez zbędnych emocji, tego co mówi, jest główna zabawa nicka you-know-who, i wszystko co mówi można właściwe sprawdzić; to że lata wzdłuż i wszerz ameryki, jest chyba wiarygodne? chyba że ukradł komuś całą dużą galerię zdjęć).
otóż jeśli moja znajomość lotnictwa to 6/10, to osoba z którą miałem przyjemność dziś rozmawiać przy obiedzie to coś pomiędzy 10/10 a 11/10. osoba ta słyszała osobiście nagranie dźwięku z kokpitu.

Poniższy wpis internauty o nicku you-know-who został usunięty, zachował się jednak screen:
„muszę przeprosić gen błasika za chuja którym go nazwałem jak się okazało że
siedział do końca w kabinie pilotów - zdaje mi się teraz, że starał się być
pomocny. a że nie był, to mogło wyjść w sposób niezamierzony! po prostu mógł
spowodować niejasność kto tu dowodzi, stąd milczenie i rozsypka crm;”

źródło: http://forum.gazeta plforum/w,1157,112339551,112344381,mea_culpa_eorum_culpa.htmKatastrofa w Smoleńsku

Tekst ukazał się w aktualnym wydaniu tygodnika "Gazeta Polska"