To właśnie Rosjanie, ale też po części Ukraińcy i przedstawiciele innych nacji, nawet azjatyckich, obficie korzystali z możliwości faktycznego nabycia obywatelstwa Czarnogóry. Wprowadził to ustępujący właśnie rząd. Cena była w miarę dostępna – 200 tys. euro. Pomysł wypalił i skromny budżet kraju, którego skrót nazwy na tablicach rejestracyjnych to MNE, został mocno zasilony. Czy będzie miało to reperkusje w przyszłości w obszarze bezpieczeństwa kraju? Życie pokaże. Zapewne coś za coś. Charakterystyczne, że możliwość nabywania obywatelstwa Czarnogóry miała być ograniczona do roku 2022 włącznie. Nie tak dawno ogłoszono, że zostaje to przedłużone na ten rok, pod warunkiem że stosowne dokumenty wpłynęły do końca roku ubiegłego. To oczywiście pewna furtka do przedłużenia tego zyskownego dla państwa procederu. Czy z furtki zrobi się brama? Znowu powiem: życie pokaże.
Willa Abramowicza i zamach stanu w 2016
To właśnie w Czarnogórze swoje wille na bardzo atrakcyjnym wybrzeżu ma część rosyjskich oligarchów. Najbardziej znany z nich to były właściciel piłkarskiego klubowego mistrza Europy (niegdyś) Chelsea Londyn – Roman Abramowicz. Do swojej rezydencji przypływa olbrzymim luksusowym jachtem. Rosjanie upodobali sobie urokliwe miasteczko Budva nad Adriatykiem. Słychać tam rosyjski, choć trzeba wziąć poprawkę, że językiem tym posługują się także w niemałej mierze Ukraińcy, których przyjechało po 24 lutego 2022 r. aż 30 tys. – co daje pokaźny procent, biorąc pod uwagę czarnogórską populację. Skądinąd taka sama liczba Ukraińców mieszkała tu jeszcze przed agresją Rosji na ich kraj.
Montenegro to ciekawy przypadek. Z jednej strony Rosjanie robili wszystko, aby nie dopuścić do akcesji tego kraju do NATO, inspirując tutaj oraz wspierając logistycznie (i dając dla realizacji własnych agentów wywiadu...) próbę zamachu stanu, która miała miejsce w 2016 r. Nie udało się obalić legalnego proatlantyckiego rządu i w efekcie Czarnogóra rok później stała się pierwszym krajem Bałkanów Zachodnich, który przystąpił do Organizacji Paktu Północnoatlantyckiego. A jednocześnie – z drugiej strony – dotychczas, choć aresztowano przywódców puczu, liderów bardzo mocnej tu wspólnoty serbskiej, żadnemu z nich włos z głowy nie spadł i choć siedem lat toczą się postępowania przeciwko nim, żaden wyrok dotąd nie zapadł!
Rosyjscy hakerzy kontra Montenegro
W Polsce opinia publiczna, a przynajmniej jej lwia część, wie o największym ataku hakerskim na instytucje rządowe państwa członkowskiego NATO i Unii Europejskiej, jakiego ofiarą padła w roku 2008 Estonia. Oczywiście sprawcą tamtego ataku byli Rosjanie. Tymczasem mało kto w naszym kraju zdaje sobie sprawę, że od czasu tej cybernetycznej agresji na Tallin kolejnym celem największego ataku Rosji była… właśnie Czarnogóra.
Miało to miejsce w sierpniu zeszłego roku. Sparaliżowane zostały wszystkie instytucje centralne Czarnogóry na czele z MSZ. Atak miał, niestety, swoje daleko idące skutki, bo danych, numerów telefonów, mejli nie odzyskano do tej pory. Czarnogórze pomocy udzieliły wówczas, co jest tajemnicą poliszynela, służby dwóch państw NATO: Polski i Stanów Zjednoczonych. Nasi specjaliści od cyberwojny przyjechali do Podgoricy (czarnogórska stolica) wesprzeć bezbronne, jak się okazało, bałkańskie państwo, które przestawiło drogowskazy w kierunku euroatlantyckim i europejskim.
Pomniki Puszkina i Wysockiego oraz szkoła im. Gorkiego
A jednak wpływy rosyjskie widać tu i czuć. W centrum miasta, opodal hotelu Hilton Podgorica Crna Gora, jest pomnik Aleksandra Puszkina i jego żony Natalii Gonczarowej, który jest darem Moskwy dla Podgoricy. Po drugiej stronie rzeki Morača, naprzeciw parku Niegosza (czarnogórski poeta), stoi pomnik Włodzimierza Wysockiego – barda niepokornego i ożenionego z Francuzką, wszak jednak reprezentanta kultury rosyjskiej. Pewnie to niedziwne, skoro pieśniarz pisał, że gdyby mógł mieć drugą ojczyznę, to byłaby nią Czarnogóra... Tuż koło tego pomnika – most o nazwie Moskwa, również będący darem stolicy Rosji dla stolicy Czarnogóry.
W Podgoricy przebywałem jako jeden z trzech obserwatorów z ramienia Parlamentu Europejskiego na wyborach parlamentarnych. Jeden z lokali wyborczych mieścił się w szkole w nadmorskim (i pięknym) mieście Kotor. To, co natychmiast po wejściu do środka rzucało się w oczy, to popiersie Maksyma Gorkiego oraz umieszczony w centralnym miejscu szkoły życiorys pisarza i cytaty z jego twórczości. Oczywiście można wskazywać, że Czarnogóra, tak jak i Serbia oraz Bułgaria, w naturalny sposób szukały pomocy Rosji w starciu z islamskim Imperium Otomańskim. To prawda, trudno więc negować te bałkańskie predylekcje kulturowe i otwartość na rosyjską kulturę, jednak tylko dopóki nie będzie się to przekładało na politykę zagraniczną. A czy się przekłada? Jak widać, skoro Czarnogóra jest od sześciu lat w NATO, jest wskazywana jako państwo, które być może z Bałkanów Zachodnich wejdzie do Unii Europejskiej jako pierwsze – niekoniecznie, choć lepiej dmuchać na zimne.
Coraz mniej Czarnogórców w Czarnogórze?
Władze Czarnogóry jakoś unikają organizacji zapowiedzianego już spisu powszechnego. Trochę to przypomina sytuację w Libanie, gdzie spis nie jest już od dwóch dekad organizowany, ponieważ istnieje obawa, że proporcje między chrześcijanami a muzułmanami zostały zmienione na tyle na niekorzyść naszych braci w wierze, że wyznawcy islamu nie zaakceptowaliby powierzenia funkcji prezydenta kraju wyznawcy Chrystusa, choć jest to od dawna uzgodnione. W Montenegro Czarnogórcy obawiają się, że w wyniku olbrzymiej emigracji ludzi młodych rdzenni mieszkańcy nie stanowią już połowy mieszkańców, a najliczniejszą nacją mieliby być Serbowie!
Wybory parlamentarne, które odbyły się w „Crnej Gorze”, jak w macierzystym języku miejscowi nazywają swoją ojczyznę, dały niewielkie zwycięstwo partii nowego prezydenta Jakova Milatovicia – Europa Sad, co oznacza „Europa Teraz”, która nieznacznie wyprzedziła postkomunistów dotychczasowego prezydenta Milo Dukanovicia (jego partia rządziła Montenegro przez trzy dekady!). Jednak rząd powstanie dzięki „demokratom”, czyli partii Serbów, a tej z kolei zarzucają, że zerka w kierunku Moskwy.
Jak widać, dopiero po czynach poznamy linię polityki zagranicznej tworzonego gabinetu. Część potencjalnego rządu chce, aby samochód z Montenegro skręcał w kierunku Zachodu, a część odwrotnie. W Czarnogórze nic nie może być, jak widać, do końca jednoznaczne i oczywiste.