„Fałszywe matki żołnierzy”. Kogo wysłali na spotkanie do Putina? To podstawione urzędniczki

Amerykański ośrodek ISW informuje dziś, że "matki zmobilizowanych", z którymi spotkał się w piątek Władimir Putin, w rzeczywistości były podstawionymi urzędniczkami. - W rosyjskiej media sferze pojawiły się podziały z powodu traktowania zmobilizowanych jak mięso armatnie - czytamy.

kremlin.ru

"Władimir Putin fałszywie przedstawił spotkanie z 18 wybranymi wpływowymi przedstawicielkami rosyjskiej sfery politycznej jako otwartą dyskusję z matkami zmobilizowanych"

– pisze w sobotę o piątkowym spotkaniu z Putinem amerykański Instytut Badań nad Wojną.

Spotkanie, które odbyło się dwa dni przed obchodzonym w Rosji Dniem Matki i było szeroko relacjonowane przez media państwowe, miało służyć złagodzeniu niezadowolenia krewnych rezerwistów i wyciszenia apeli prawdziwych matek i żon. W minionych tygodniach media niezależne informowały o ich wezwaniach, by zmobilizowani byli lepiej szkoleni, wyposażani i by nie wysyłano ich na linię frontu. Według ISW nie wiadomo o jakiejkolwiek reakcji Kremla na rzeczywiste apele matek żołnierzy.

W sieci podkreślono, że administracja Kremla się nie postarała. Kobiety łatwo zidentyfikować

Kto siedzi obok Putina?

Po lewej stronie reżyserka filmów patriotycznych - Olesja Szigina.

Następnie widzimy Nadieżdę Uzunową. Wcześniej piastowała stanowisko doradcy premiera autonomicznej republiki Chakasji do spraw polityki wewnętrznej, teraz zajmuje się pomocą humanitarną dla wojska w Ust-Abakanie – podaje interia.pl.

Kolejna kobieta widoczna obok Putina, Iryna Tas-Ool, przedstawicielka rejonu kaa-chiemskiego przy granicy z Mongolią, w którym pracuje jako naczelniczka regionalnego wydziału ds. rodziny, młodzieży i sportu.

 

 

Według amerykańskich analityków w rosyjskim segmencie przestrzeni informacyjnej, poświęconej sytuacji na froncie, narastają podziały w ocenie sytuacji zmobilizowanych pomiędzy tzw. blogerami wojskowymi, Grupą Wagnera i oficjalną narracją władz.

W raporcie opisana jest sytuacja rezerwistów z Sierpuchowa w obwodzie moskiewskim, którzy 23 listopada twierdzili, że zostali rzuceni do walki bez odpowiedniego przeszkolenia i wyposażenia, przez co ponieśli ogromne straty. Ponadto mówili oni, że dowództwo wydawało im posiłki tylko raz dziennie. Ludziom tym, według doniesień w mediach, ma grozić trybunał wojskowy za dezercję. Sami wojskowi oświadczyli, że są gotowi walczyć, ale nie na pierwszej linii frontu.

"Środowisko blogerów wojskowych podzieliło się - część wyraziła solidarność ze zmobilizowanymi i żądała ukarania dowódców, część – kary dla całego oddziału”

– pisze ISW. Niektórzy komentatorzy krytykowali słabe przygotowanie żołnierzy i działania dowództwa. Jeden z blogerów bronił rezerwistów, twierdząc, że nie odmawiają oni walki, lecz nie chcą być traktowani jako „mięso armatnie”.

Według ISW te reakcje blogerów wojskowych (którzy, jak wcześniej zaznaczał ośrodek, odgrywają ważną rolę w relacjonowaniu wojny), demonstrują skalę upadku morale i narastającą dezorientację wśród nastawionych prowojennie środowisk nacjonalistycznych z powodu źle przeprowadzonej mobilizacji.

 



Źródło: niezalezna.pl, PAP, twitter.com, kremlin.ru, interia.pl

 

#Ukraina

Michał Gradus
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo