Tak Rosjanie przeprowadzają pseudoreferendum. Ludzie wyciągani z mieszkań muszą „głosować” pod lufą karabinu

Portal ZN.UA poinformował, że w okupowanym przez wojska rosyjskie obwodzie chersońskim na południu Ukrainy mieszkańcy nie chcą brać udziału w pseudoreferendum, uzbrojeni Rosjanie chodzą po domach i zmuszają ludzi do składania podpisów. - My nie uznajemy i nie uznamy takich działań. Traktujemy terytorium tymczasowo okupowane przez Rosję jako suwerenne terytorium Ukrainy w granicach uznanych międzynarodowo, łącznie z Krymem i Donbasem, i żadne działania ze strony Rosji w postaci takich pseudoreferendów sytuacji nie zmienią - ocenił ambasador Ukrainy w Warszawie Wasyl Zwarycz.

Wikimedia Commnons

Rosjanie grożą tym, którzy nie chcą głosować w pseudoreferendum, ludzie starają się nawet nie otwierać drzwi - informuje portal. Lojalne wobec Ukrainy władze Chersonia apelują do mieszkańców, by unikali miejsc, gdzie organizowane są pseudoreferenda, w miarę możliwości nie wychodzili z domu i nie otwierali drzwi nieznajomym.

Co robią Rosjanie? 

Do utworzonych przez Rosjan komisji wyborczych przewożeni są pracownicy przedsiębiorstw komunalnych. W Chersoniu komisje urządzono na terenie kilkunastu szkół. Aktywiści ruchu o nazwie Żółta Wstążka informują, że przywieziono tam ludzi z anektowanego Krymu i ustawiono ich przed komisjami, by w ten sposób imitować poparcie ludności dla pseudoreferendum.

W niektórych wsiach obwodu chersońskiego podpisy za mieszkańców składają sami wojskowi rosyjscy. Gdzie indziej wojskowi razem z ludźmi, których nazywają szefami komisji, obchodzą domy i zmuszają mieszkańców, by podpisali się na kartach do głosowania.

Pseudoreferenda to lipa 

- Pseudoreferenda na tymczasowo okupowanych terytoriach Ukrainy to kolejne złamanie prawa międzynarodowego przez Rosję. Potrzebne są kolejne sankcje na Rosję - jej system finansowy, sektor energetyczny oraz ciągła pomoc dla Ukrainy

- ambasador Ukrainy w Warszawie Wasyl Zwarycz.

Zwarycz powiedział, że referenda, których organizację zapowiedziały władze rosyjskie na okupowanych ziemiach Ukrainy, to "kolejny bezprawny czyn ze strony Federacji Rosyjskiej, który nie będzie miał żadnych skutków prawnych dla całej społeczności międzynarodowej".

- Prezydent RP Andrzej Duda już bardzo klarowanie powiedział, że te pseudoreferenda to jest lipa i taki fejk; i nikt nigdy tych pseudoreferendów nie uzna za coś, co może zmienić sytuację na miejsc

- stwierdził. - Nikt na świecie, z krajów cywilizowanych, nie uzna tych wyników, jakie by one nie były - dodał. 

- My nie uznajemy i nie uznamy takich działań. Traktujemy terytorium tymczasowo okupowane przez Rosję jako suwerenne terytorium Ukrainy w granicach uznanych międzynarodowo, łącznie z Krymem i Donbasem, i żadne działania ze strony Rosji w postaci takich pseudoreferendów sytuacji nie zmienią

- oświadczył Zwarycz.

Wyniki wypisane na Kremlu 

Jak podkreślił, wiadomo jak funkcjonuje w takich kwestiach Rosja. - Nawet bez głosowań wyniki już są wypisane na Kremlu - dodał.

Ambasador powiedział również, że próba przeprowadzenia pseudoreferendów przez Rosję powinna pociągnąć za sobą zaostrzenie sankcji przeciwko temu krajowi - "tak, by nie mogła dalej prowadzić tych działań militarnych i żeby zaprzestała wojny i wycofała swoje wojska z całego terytorium Ukrainy, także z Krymu i Donbasu".

- O to zabiegamy i prosimy naszych partnerów. Jest całkowite zrozumienie tej sytuacji, że ta kolejna zbrodnia ze strony Rosji, kolejne złamanie prawa międzynarodowego nie powinno pozostać bezkarne. Będziemy dalej z naszymi partnerami - w tym z Polską - pracować nad tym, żeby skutkiem tych działań było zacieśnienie sankcji wobec Rosji i wymuszanie zaprzestania barbarzyńskiej wojny przeciw Ukrainie

- stwierdził Zwarycz.

Barbarzyńskie metody 

W Mariupolu tzw. komisje wyborcze rozlokowano w sklepach i kawiarniach - pisze Petro Andriuszczenko, doradca lojalnego wobec Kijowa mera tego miasta. w Telegramie. Na opublikowanym przez niego zdjęciu widać też ludzi głosujących na ulicy.

Andriuszczenko relacjonuje, że tzw. komisje wyborcze świecą pustką. Nie ma w nich oddzielonych przestrzeni umożliwiających potajemne oddanie głosu. Odpowiedzi udzielane są pod obserwacją ludzi z automatami.

By zmusić ludzi do głosowania, członkowie komisji przychodzą do mieszkań w towarzystwie dwóch osób uzbrojonych w broń automatyczną. Komisja ma ze sobą urnę wyborczą i biuletyny do głosowania.

- Pukają do drzwi mieszkań/domów, zmuszają sąsiadów, by wyciągali ludzi do komisji

- pisze Andriuszczenko. Doradca mera apeluje do mieszkańców, by nie otwierali drzwi

 

 

 



Źródło: Pap, Niezalezna.pl

as
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo