Mobilizacja w Rosji... nie dla wszystkich? Syn Pieskowa twierdzi, że "jego to nie dotyczy"

Dziś prezydent Rosji Władimir Putin ogłosił częściową mobilizację. Okazuje się jednak, że nie ma zbyt wielu chętnych, by iść na wojnę. Współpracownik rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego zadzwonił do syna rzecznika Kremla, podszywając się pod pracownika wojskowej komendy uzupełnień i wzywając go do stawienia się tam. Mężczyzna odparł, że jego pobyt tam byłby "nie do końca odpowiedni" i że będzie to załatwiać "na innym szczeblu".

Dmitrij Pieskow
Kremlin.ru, CC BY 4.0 , via Wikimedia Commons

Prowadzący kanał Populiarnaja Politika zadzwonił do syna Dmitrija Pieskowa, podszywając się pod pracownika wojskowej komendy uzupełnień - pisze w Telegramie portal Meduza.

"Jeśli wie pan, że nazywam się Pieskow, to powinien pan zdawać sobie sprawę, na ile jest to nie do końca odpowiednie, bym tam się znajdował"

- odpowiedział syn rzecznika Kremla na wezwanie na komendę. Powiedział też, że będzie "to załatwiać na innym szczeblu".

W środę prezydent Władimir Putin ogłosił w Rosji częściową mobilizację. Zaciąg na wojnę z Ukrainą ma objąć rezerwistów i ludzi, którzy przeszli przeszkolenie wojskowe. Minister obrony Siergiej Szojgu oznajmił, że mobilizacja obejmie 300 tys. ludzi.

W rozmowie z TV Republika, ekspert ds. Rosji, Grzegorz Kuczyński, stwierdził, że mobilizacja w Rosji "otwiera drogą do korupcji".

- Bogaci Rosjanie będą płacili, by ich synowie, czy mężowie nie trafili do wojska. Ubodzy nie będą mieli tyle szczęścia

- powiedział Kuczyński.

 

 



Źródło: PAP, niezalezna.pl,

bm
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo