Prorosyjskie wpisy śledzi ponad 50 tys. osób. Za antyukraińskim profilem stać ma... nauczycielka języka angielskiego

Podżegają i sieją fake newsy. Antyukraińskich stron na Facebooku nie brakuje. Ten profil jednak śledzi wyjątkowo duża liczba użytkowników. Okazuje się, że zarządza nim... nauczycielka języka angielskiego, pracująca na co dzień w jednej ze szkół podstawowych w Sosnowcu w województwie śląskim. Sprawą zainteresowała się prokuratura, a kobietę czasowo zawieszono w pracy. Trudno jednak uwierzyć, by za tak popularnym, często uzupełnianym profilem stała jedna osoba...

pixabay

Stronę "Ukrainiec NIE jest moim bratem" na Facebooku założono - ciekawy zbieg okoliczności! - 16 marca 2014 r. (w dniu tzw. referendum nad statusem Krymu). Od początku swojego istnienia udostępniane na niej treści podżegają do dyskusji na temat Ukrainy, jej historii, uchodźców czy roli Polski w inwazji Rosji na Ukrainę.

Jak podaje onet.pl, opisujący sprawę, "profil pełen jest treści i komentarzy, które w najlepszym razie relatywizują sytuację za wschodnią granicą Polski".

Okazało się, że zarządza nim... nauczycielka języka angielskiego, pracująca na co dzień w jednej ze szkół podstawowych w Sosnowcu w województwie śląskim. 

Jak sprawdziliśmy - na portalu obserwowanym przez 56 tys. ludzi można znaleźć takie oto wpisy autorki strony:

Mam prawo do swojego zdania i wcale z nim się zgadzać nie musicie. Polska nie jest celem, nikt nas nie atakuje, wojny nam nie wypowiada. Wręcz odwrotnie, to rządzący naszym krajem doposażając militarnie jedną ze stron konfliktu i agresją słowną wypowiadają wojnę krajowi, który ma atom, a do tego rozbrajają Polskę.  Mówiąc, że Ukraina walczy, by do nas nie wlazł P.... powtarzacie za tymi co usprawiedliwiają w ten nieudolny sposób rozdawnictwo i podważacie zasadność istnienia NATO i stacjonowania Jankesów na naszej ziemi.

W innym miejscu prowadząca profil pisze zaś:

Nie godzę się na rozbrajanie Polski! - jak historia pokazała chcesz liczyć, to licz na siebie. Co robi polskojęzyczny rząd? Do tego kupowanie od USA broni za grube miliardy i przekazywanie gratis dla strony konfliktu zbrojnego z Rosją narażając nas na odwet! TAK - dla zakończenia nie naszej wojny! NIE - dla podsycania tego konfliktu. Im więcej oliwy do ognia, tym większy płomień, im więcej broni bez podejmowania rozmów pokojowych, tym więcej ofiar i większe zniszczenia, na gruzach kto odbuduje? A życia nie wróci nikt. Zginął jakiś oligarcha, prezydent, Jankes, polskojęzyczny poseł, unijny urzędas? - otóż nie, ale to oni decydują! Czemu nie dążą do rozmów pokojowych, tylko więcej broni wysyłać?

Często zamieszczane są tam też filmiki z Grzegorzem Braunem i jego kolegami partyjnymi.

Co więcej, w sieci można znaleźć artykuły kobiety publikowane pod nazwiskiem (Jolanta Lamprecht) na łamach niszowego portalu. Można w nich przeczytać m.in., że "nie możemy obwiniać współczesnych Ukraińców o grzechy przodków, ale niestety są wychowywani w kulcie dla ludobójców stawianych na piedestały. Nie dziwi więc fakt, że niektórzy z nich są przesiąknięci wrogością do Polaków i chełpią się mentalnością z czasów Rzezi Wołyńskiej".

Administratora profilu "Ukrainiec NIE jest moim bratem" zdemaskował Marcin Ludwik Rey, który prowadzi na Facebooku stronę "Rosyjska V kolumna w Polsce". 

Działalnością kobiety szybko zainteresowali się urzędnicy, nauczycielkę zawieszono w pracy, a sprawa trafiła do prokuratury.

-  Wszczęte śledztwo dotyczy publicznego nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych i znieważania grupy ludności z powodu ich przynależności narodowej. To są przepisy art. 256 i 257 Kodeksu Karnego. Śledztwo jest w toku, nie jesteśmy na etapie ocen zachowania tej pani, natomiast zbieramy materiał dowodowy. Zabezpieczyliśmy sprzęt tej pani: laptop, telefon komórkowy, dwa pendrive'y

- mówi w rozmowie z Onetem prokurator Waldemar Łubniewski, pełniący funkcję rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu.

-  Zawiadomienie wpłynęło od dyrekcji szkoły podstawowej w Sosnowcu. Przesłuchana została osoba zawiadamiająca, podjęto czynności związane z oględzinami wiadomości, które były umieszczane przez tą panią na pewnym serwisie internetowym, żeby nie doszło do utraty ewentualnego materiału dowodowego. Zostały zlecone czynności związane z zabezpieczeniem wszystkich informacji, które mają jakikolwiek związek ze sprawą. To jeszcze nie ten etap, kiedy prokurator będzie przesłuchiwał tą panią. Tak jak mówię, nie przesądzamy, w którym kierunku to śledztwo się potoczy

- dodaje prokurator.

 

 


Źródło: niezalezna.pl, onet.pl

Magdalena Żuraw
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo