Epidemiolodzy przebadali mięso dzikich zwierząt. Doszli do zaskakujących wniosków

Przez wiele lat występowanie wielu chorób zakaźnych często łączono ze spożywaniem mięsa dzikich zwierząt. Tymczasem z najnowszych badań wynika, że zaledwie 3 procent tego typu chorób pojawiających się w latach 1940-2004 w rzeczywistości można łączyć z tym rodzajem diety. Źródłem 17 proc. chorób było rolnictwo konwencjonalne i przemysł spożywczy; 31 proc. było związane ze zmianami w użytkowaniu gruntów, m.in. wylesianiem i fragmentacją siedlisk.

Zdjęcie autorstwa Eiliv Aceron z Pexels

Naukowcy z Cambridge University w Wielkiej Brytanii dokonali metaanalizy danych, opublikowanych w różnych artykułach naukowych w latach 1940-2021. Tematem tych prac było rozprzestrzenianie się chorób zakaźnych ze świata zwierząt na ludzi.

Autorzy tych analiz doszli do wniosku, że spożywanie mięsa dzikich zwierząt miało nieznaczny wpływ na rozprzestrzenianie się nowych chorób zakaźnych. Dużo większy wpływ ich zdaniem ma konwencjonalne rolnictwo. Swoje wnioski przedstawili w majowej publikacji na łamach „The Lancet Planetary Health”.

Autorzy artykułu, epidemiolog dr Charlotte Milbank i prof. Bhaskar Vira przekonują również, że rosnąca presja na polityków, by wprowadzili prawo zakazujące sprzedaży i spożywania mięsa dzikich zwierząt, może przynieść groźne sutki uboczne.

Mięso dzikich zwierząt odgrywa kluczową rolę w diecie rdzennych mieszkańców, takich jak społeczności Khasi w Meghalaya w północno-wschodnich Indiach.
- napisali naukowcy. 

Zastrzegli, że w żaden sposób nie chcą poprzez swoje słowa promować konsumpcji mięsa dzikich zwierząt, a jedynie uczulić przed stygmatyzacją społeczności, które to robią. Ich zdaniem wprowadzenie nieprzemyślanych restrykcji zepchnie problem do podziemi, co utrudni kontrolę i będzie groziło wybuchem epidemii w przyszłości.

Wiedza o tym, które zwierzęta są nosicielami choroby, kto jest najbardziej narażony na kontakt z gatunkami zwierząt wysokiego ryzyka, zrozumienie sezonowych zmian w narażeniu na ten kontakt oraz rozpowszechnianie wiedzy na temat bezpiecznych i niebezpiecznych praktyk łowieckich i kulinarnych przyniesie więcej pożytku, niż całkowite zakazy.
- uzasadniają naukowcy.

Milbank i Vira twierdzą, że koncentrując się na krytykowaniu praktyk pozyskiwania mięsa na obszarach o najniższych dochodach często zapomina się o ryzyku chorób odzwierzęcych, jakie stwarzają kraje wysokorozwinięte.

Odkryliśmy, że największa liczba chorób zakaźnych, opisanych w artykułach naukowych, pochodziła z USA, a ich źródłem były polowania rekreacyjne. Tylko 3 proc. pojawiających się chorób zakaźnych w latach 1940-2004 można było przypisać spożywaniu mięsa dzikich zwierząt. Źródłem 17 proc. chorób było rolnictwo konwencjonalne i przemysł spożywczy. 31 proc. było związane ze zmianami w użytkowaniu gruntów, w tym wylesianiem i fragmentacją siedlisk.
- napisali naukowcy.

Badacze zwracają uwagę, że z epidemiologicznego punktu widzenia ważniejsze od samej praktyki spożywania mięsa dzikich zwierząt są warunki, w jakich zwierzęta są zabijane, oprawiane i przygotowywane do spożycia. Jedzenie niedogotowanego mięsa również zwiększa ryzyko przenoszenia się chorób.

Naukowcy apelują o bardziej zniuansowane podejście do tworzenia nowego prawa w zakresie spożywania mięsa dzikich zwierząt.

Wraz z pojawianiem się nowych chorób potrzebujemy bardziej zintegrowanych działań, które zrównoważą potrzebę ochrony zdrowia społeczności z zapotrzebowaniem rdzennych mieszkańców na pozyskiwanie jedzenia, którym są często dzikie zwierzęta.
- podsumowali naukowcy.

 

 


Źródło: niezalezna.pl, pap

#dzikie zwierzęta

MaŁu
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo