Paweł Łatuszka w programie "W punkt" został zapytany o ewentualność wkroczenia wojsk białoruskich na terytorium Ukrainy, o której w trakcie wojny mówiło się wielokrotnie.
- To na pewno było w planach i mieliśmy potwierdzenie w naszych źródłach. Do ostatecznego rozkazu nie doszło, bo Łukaszenka się bał. Bał się tego, że wojsko negatywnie zareaguje na taki rozkaz i po prostu może przejść na stronę ukraińską, lub pójść inną drogą, na Mińsk, i obalić Łukaszenkę. Trzecia opcja, kiedy Białorusini ginęliby na terytorium Ukrainy, to mogłoby wywołać większy sprzeciw społeczny wewnątrz Białorusi i to było powodem, dlaczego Łukaszenka nie wydał ostatecznego rozkazu
- tłumaczył były ambasador Białorusi w Polsce.
- Działaliśmy aktywnie, przekonywaliśmy rodziny żołnierzy, żeby przeciwstawiali się dowództwo wojskowemu, żeby nie wykonywać takich ewentualnych rozkazów wydanych przez reżim Łukaszenki - dodał.
Zapytany o potencjał do wybuchu buntu wobec reżimu Aleksandra Łukaszenki, Łatuszka odpowiedział, że "nie mówi o szansie, mówi o możliwościach".
- Możliwości można stworzyć poprzez mocne, uderzające sankcje na reżim Łukaszenki jako współodpowiedzialnego za agresję na Ukrainę, trzeba postawić ostro pytanie przed UE i NATO o wyprowadzenie wojska rosyjskiego z terytorium Białorusi, bo tak naprawdę Białoruś jest dziś terytorium okupowanym, rządzi marionetkowy rząd Łukaszenki. Deokupacja Białorusi jest bardzo ważna, stworzenie ruchu narodowo-wolnościowego i stworzenie rządu na uchodźstwie. Te wszystkie [elementy], jeśli będą zrealizowane, i jeśli będzie wygrana Ukrainy, to stworzy to [taką] możliwość - ocenił białoruski opozycjonista.