KE promuje Fit For 55 kosztem Polski. Tobiszowski dla Niezalezna.pl: Potrzebny jest rozsądek a nie demagogia

"Takie półprawdy i liczby pozbawione kontekstu robią wielkie zamieszanie i zakrzywiają rzeczywistość." - ocenił wprowadzający w błąd wpis Komisji Europejskiej europoseł Grzegorz Tobiszowski. Jak stwierdził w rozmowie z Niezależna.pl, wydatki przedstawione przez KE, są niewielkie w porównaniu z tym, co idzie wraz z pakietem Fit For 55. Polityk zaznacza, że w obliczu trudności występujących na rynku energetycznym "potrzebna jest refleksja i rozsądek, a nie ideologia i demagogia".

Grzegorz Tobiszowski
Biuro Poselskie Posła do Parlamentu Europejskiego Grzegorza Tobiszowskiego

Twitterowy profil Komisji Europejskiej opublikował wpis, w którym informuje o 270 mld euro wydanych przez Polskę na import paliw kopalnych. Co ciekawe, KE nie podaje tam w jakiego okresu dotyczą dane oraz sugerując ogromne wydatki, co powinno skłaniać do poparcia FitFor55, nie wspomina o o wiele większym imporcie Niemiec. Wpis spotkał się z falą krytyki internautów, którzy zarzucili celową dezinformację. Komentujący stwierdzili, że celowo nie wspomniano o tym, że podane wydatki to suma 20 lat oraz, że nasi zachodni sąsiedzi, na węgiel, ropę i gaz, w ciągu o połowę krótszego okresu, wydali prawie 3 razy tyle.

O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy europosła Grzegorza Tobiszowskiego. Zdaniem polityka partii Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, zachęcanie w ten sposób do rozszerzania zielonej polityki, jest zakrzywianiem rzeczywistości.

"Takie półprawdy i liczby pozbawione kontekstu robią wielkie zamieszanie i zakrzywiają rzeczywistość. To nie jest tak, że nagle w ramach Fit for 55 pojawi się znikąd darmowa czysta energia. Według analizy banku PKO SA realizacja Fit for 55 ma kosztować Polskę ponad 527 miliardów euro"

- stwierdził europoseł. Jak dodał, "przedstawione przez Komisję Europejską liczby sumują dwie dekady. Te pół biliona euro wydać będziemy musieli w kilku najbliższych latach."

Hipokryzja państw członkowskich

"W artykule Forum Energii zaznacza, że nie został wzięty pod uwagę eksport polskiego węgla. Pojawia się istotne pytanie - dlaczego? Rosyjski węgiel ma parametry, których wymaga wiele polskich ciepłowni, a rodzime kopalnie złóż takiego węgla nie mają - to duża część importu. Nasz węgiel natomiast w tym czasie eksportowaliśmy do kilkudziesięciu krajów świata - od państw najbliższych jak Austria, Niemcy i Czechy - po Afrykę północną - i co ważne - z dużym zyskiem." - zauważa Tobiszowski.

Jak zaznaczył europoseł, "ropę naftową i gaz importują właściwie wszystkie kraje UE bo rodzime złoża pokrywają tylko ułamek zapotrzebowania. Niemiecki import gazu z Rosji wzrósł w ciągu ostatnich dwóch lat o 50%".

Zdaniem polityka, "sprawą absolutnie nadrzędną jest energetyczna niezależność i energetyczne bezpieczeństwo Polski. Surowcem, który nam to dzisiaj i przez najbliższe lata będzie zapewniał jest węgiel, który jak wszyscy wiedzą jest na celowniku Komisji Europejskiej. 

“Stare kraje” Unii Europejskiej wielkimi kosztami i w długim czasie zmieniały swoje systemy energetyczne. Dobrze wiedzą, że wprowadzenie pakietu Fit for 55 będzie dla Polski i kilku innych krajów niezwykle trudne i może spowodować czasowe niedostatki energii. Tę energię nam dostarczą, oczywiście po swoich cenach i  o ile będą mieli nadwyżki, bo już widzimy, że są okresy kiedy występują niedobory. Wtedy z problemem zostaniemy sami.

Bilans pomiędzy konwencją a ryzykiem

Polska bardzo mocno inwestuje w nowoczesne, efektywne technologie energetyczne w tym w źródła odnawialne, ale tu też proszę zwrócić uwagę, że dostawcami technologii i urządzeń są europejscy giganci - tacy jak Siemens, który jest światowym liderem wśród dostawców turbin wiatrowych."

Grzegorz Tobiszowski, przypomina również, że zmiany w systemie energetycznym Polski, nie należą do spraw prostych, a dokonanie ich w sposób satysfakcjonujący wiąże się z dużymi wydatkami 

"Zwróćmy uwagę, że istotą są bardzo duże pieniądze. Znacznie większe, niż te rzeczone 270 mld euro. Nasz system energetyczny musimy budować bilansując stabilną energetykę konwencjonalną z czystszą, ale znacznie bardziej niestabilną energią ze źródeł odnawialnych. Wykazywanie pojedynczych liczb bez uwzględnienia kontekstu, uwarunkowań i ogromnych kosztów alternatywnych to albo niedopatrzenie albo celowe wprowadzanie opinii publicznej w błąd."

- oznajmia Tobiszowski.

"Zadziwiające jest takie piętnowanie energetyki konwencjonalnej w czasie kryzysu energetycznego i galopujących cen energii. Widzimy dziś, że ten promowany przez Komisję Europejską system energetyczny się nie sprawdza. Teraz potrzebna jest refleksja i rozsądek, a nie ideologia i demagogia."

- kwituje.

 


Źródło: niezalezna.pl

Mateusz Święcicki
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo