A jednak! Nastolatek, który zastrzelił dwóch atakujących go członków Antify uniewinniony

Zakończył się bardzo głośny proces Kyle'a Rittenhouse'a, nastolatka który zastrzelił dwóch członków Antify i zranił trzeciego. Ława przysięgłych po długich naradach uznała, że nie jest winny żadnego ze stawianych mu zarzutów.

23 sierpnia zeszłego roku policja z Kenoshy w stanie Wisconsin postrzeliła czarnoskórego Jacoba Blake'a. Później wydział wewnętrzny uznał, że funkcjonariusz miał do tego prawo bo Blake był uzbrojony w nóż i wsiadał z nim do samochodu w którym były jego dzieci, ale ruch Black Lives Matter nie czekając na fakty zorganizował demonstrację, a ta szybko przerodziła się w zamieszki.

17-letni wtedy Rittenhouse mieszkał wtedy w pobliskim, ale położonym już w stanie Illinois miasteczku Antioch, ale w trakcie procesu wyszło na jaw, że w Kenoshy mieszkał jego ojciec. Jako jeden z wielu ochotników pojawił się więc w tym mieście aby pilnować domów i firm przed wściekłym tłumem. Wziął ze sobą apteczkę i świadczył pomoc poszkodowanym, czyścił też wraz z innymi grafitti i gasił wzniecone przez BLM pożary. 

Jakiś czas potem został zaatakowany przez sympatyka Antify Josepha Rosenbauma, który spędził ponad dekadę w więzieniu za gwałt na dziecku i był poszukiwany listem gończym w związku z zarzutami przemocy domowej. Kiedy chciał odebrać mu broń, Rittenhouse wystrzelił do niego, zabijając go na miejscu. Następnie podczas ucieczki przed wściekłym tłumem zastrzelił 26-letniego Anthoniego Hubnera, który uderzył go deskorolką i który miał na koncie wyroki za próbę uduszenia własnego brata. Następnie postrzelił w ramię 28-letniego Gaige'a Grosskreutza po tym, gdy ten wycelował w niego swój pistolet. Grosskreutz także miał bogatą kartotekę kryminalną, od włamań i przemocy domowej po prowadzenie pod wpływem alkoholu. 

Rittenhouse od razu po incydencie próbował poddać się policji, ale funkcjonariusze tego nie zauważyli. Wrócił więc do domu i sam zgłosił się na komisariat. Ostatecznie postawiono mu sześć zarzutów, w tym dwa zabójstwa pierwszego stopnia i próbę zabójstwa. Gdyby został skazany, to sędzia nie miałby innego wyjścia niż skazać go na dożywocie. 

Sam proces był od początku bardzo dramatyczny. Prowadzący go sędzia Bruce Shroeder bardzo dbał jednak, żeby wszystko odbywało się zgodnie z prawem a żadna ze stron nie manipulowała emocjami przysięgłych. Regularnie też przywoływał do porządku prokuratura. Wielu komentatorów uważało, że ten próbował celowo doprowadzić do unieważnienia procesu gdyż nie szedł po jego myśli i liczył na to, że za drugim razem będzie lepiej. Obrona też wystąpiła z takim wnioskiem – gdyby sędzia go przyjął i uznał, że prokurator celowo do tego doprowadził, to ten nie mógłby ponownie postawić mu zarzutów. Do tego jednak nie doszło. 

O przyszłości Rittenhouse'a zadecydowało ostatecznie 12 obywateli Kenoshy powołanych na przysięgłych. Powołano ich 20, ale jeden odpadł z powodu stanu zdrowia a drugi z powodu opowiadania o tej sprawie dowcipów. W wysoce niecodziennym ruchu sędzia pozwolił Rittenhouse'owi samemu wylosować szóstkę, która miała służyć jako rezerwowi. Pod koniec procesu wyrzucił też z sali dziennikarzy telewizji NBC i MSNBC po tym, gdy policja złapała ich pracownika na śledzeniu busa którym przysięgli wracali z sądu do hotelu. Ich anonimowość, zwłaszcza w sprawach tak naładowanych politycznie, jest zawsze priorytetem dla sądu. 

Ława przysięgłych debatowała nad wyrokiem aż cztery dni, łącznie 26 godzin. To jak wyglądały te dyskusje nie będzie raczej ujawnione. W końcu przysięgli zdecydowali jednogłośnie, że Ritterenhouse jest niewinny wszystkich stawianych mu zarzutów. Szósty zarzut, nielegalnego posiadania broni przez osobę niepełnoletnią – który i tak był tylko wykroczeniem – został wcześniej wycofany przez sędziego kiedy wyszło na jaw, że wbrew opinii prokuratora mógł ją mieć przy sobie. Słuchając wyroku Rittenhouse walczył ze łzami i kiedy usłyszał po raz piąty „niewinny”, padł na biurko i łkając przytulił się do swojego adwokata.  


Nie mogłem prosić o pracę z lepszą ławą przysięgłych i była to dla mnie prawdziwa przyjemność

- skomentował sędzia po wydaniu wyroku.

„Myślę, że bez komentowania waszej decyzji, a tylko w temacie waszej uwagi i współpracy z nami, można usprawiedliwić pewność, jaką założyciele naszego kraju pokładali w ławach przysięgłych”. Dodał, że nie mają żadnego obowiązku żeby komentować tę sprawę w np. rozmowach z mediami, ale jeśli chcą, to mają do tego prawo. 

Wielu komentatorów podkreślało, że o ile wiadomo było, że stawiane Rittenhouse'owi zarzuty są co najmniej przesadzone – przebieg całej nocy był zarejestrowany przez wiele osób i nie pozostawiał wiele wątpliwości co do tego, że faktycznie działał w samoobronie – ale ława przysięgłych, złożona przecież z mieszkańców Kenoshy, i tak go skaże gdyż będzie się bała tego, że w ich mieście po uniewinnieniu wybuchną kolejne zamieszki. 

To czy tak się stanie jest nadal kwestią otwartą. Zwolennicy ruchu BLM już od jakiegoś czasu nawoływali do protestów i „puszczenia Kenoshy z dymem” jeśli zostanie uniewinniony, i już kilka dni temu zaczęli się gromadzić na miejscu. Gubernator Wisconsin postawił w stan gotowości pół tysiąca żołnierzy Gwardii Narodowej do ich ewentualnego tłumienia. Na razie sytuacja jest jeszcze spokojna, ale dziennikarze obecni na miejscu jednogłośnie twierdzą, że atmosfera jest napięta i w każdej chwili może dojść do kolejnych scen przemocy. 
 

 


Źródło: niezalezna.pl, Fox News, New York Post

Wiktor Młynarz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo