Bomba, którą była dymisja szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego gen. Krzysztofa Bondaryka, eksplodowała w środę wieczorem. Według ekspertów zajmujących się tematyką służb specjalnych premier Donald Tusk wykorzystał rozgrywkę z ABW do osłabienia Agencji i ograniczenia jej uprawnień. Dlatego Krzysztof Bondaryk złożył dymisję.
Na pewno jednak to nie koniec kariery byłego już szefa ABW. Z naszych informacji wynika, że generał może niebawem zająć ważne stanowisko państwowe w otoczeniu prezydenta Bronisława Komorowskiego, prawdopodobnie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, które od 2 lutego br. nie ma wiceszefa. Natomiast ws. przecieków dotyczących szczegółów reformy ABW wyłania się obraz Agencji jako służby pozbawionej wielu kompetencji, w tym uprawnień śledczych. Miałyby być zachowane jedynie w trzech wypadkach: sprawach antyterrorystycznych, ochrony informacji oraz dotyczących ekstremizmu.
Ponadto szef ABW miałby być podporządkowany ministrowi spraw wewnętrznych, a nie jak dotychczas bezpośrednio premierowi. – To ewidentna degradacja – mówi były szef Agencji prokurator Bogdan Święczkowski.
– Obecnej formacji rządzącej, przy jej stopniu uwikłania w różnego typu zależności, także biznesowo-korupcyjne, nie są potrzebne sprawne, niezależne służby – mówi prof. Andrzej Zybertowicz, ekspert ds. służb specjalnych.
Więcej w "Gazecie Polskiej Codziennie"
Zobacz też komentarze posłów po rezygnacji Krzysztofa Bondaryka
