Über Alles?

  

Na wielce ekspresyjnym plakacie z okresu powstań śląskich nad obalonym rycerzem w białym płaszczu z czarnym krzyżem stoi trzech mężczyzn: jeden w mundurze polskim z uniesioną nad głową szablą, drugi, przydeptujący Krzyżaka nogą, i trzeci – to robotnicy w białych koszulach z podwiniętymi rękawami i młotami w mocnych rękach. Za nimi w tle sylwety kopalnianych wież rysują pejzaż tej ziemi, o którą dopiero co szła walka, krwawa, o czym przypomina czerwone niebo. Nader ciekawy jest podpis: „KRZYŻAK leży powalony, nie dajcie mu wstać”. I to samo – po niemiecku. Dlaczego?

Do kogo skierowany był ten plakat? Czy niemiecka wersja była dla Ślązaków zniemczonych językowo, ale czujących się Polakami? A może była to przestroga dla niemieckich sąsiadów odwołująca się do żywego i wśród nich symbolu, jakim był Grunwald – u nich Tannenberg – totalna klęska zakonu krzyżackiego? Klęska, którą przez wieki pruski duch usiłował unieważnić i odwrócić, najczęściej kosztem Polski.

Koszty złudzeń i błędów wobec Niemiec

Wiemy, że niestety Europa nie dopilnowała, by nie dać powstać Krzyżakowi, niecałe dwie dekady później czarne krzyże na skrzydłach niemieckich bombowców i pancerzach czołgów znowu niosły zagładę, śmierć i udrękę nie tylko Polakom, lecz także wielu narodom świata. Po klęsce w II wojnie światowej Niemcy zostały przez zwycięzców okupowane, podzielone, na siłę zdenazyfikowane i zdemokratyzowane. Przynajmniej w deklaracjach, bo jak wykazał w swojej znakomitej książce „Co u pana słychać?” genialny polski reportażysta Krzysztof Kąkolewski, hitlerowscy zbrodniarze mieli się w powojennych „demokratycznych” Niemczech znakomicie, nie tylko nie ponosząc żadnej kary, ale doświadczając poważania i zaszczytów, jak kat Warszawy Heinz Reinefarth, w latach 1951–1967 powszechnie szanowany burmistrz miasta Westerland, w okresie 1958–1967 poseł do Landtagu, nomen omen, Szlezwika-Holsztynu.

Zwycięscy alianci, nie chcąc dopuścić, by zwyciężeni Niemcy jak po I wojnie światowej w wyniku upokorzenia wyhodowali w sobie chęć rewanżu, włożyli w ich gospodarkę gigantyczne pieniądze z planu Marshalla i stopniowo włączali w europejskie wspólnoty, poprzedniczki obecnej Unii Europejskiej. Gdy runął komunizm, to zburzenie muru berlińskiego uznano za symbol zwycięstwa demokracji, ignorując przełomowe w tej sferze znaczenie polskiej Solidarności. Zamiast rekompensat za straszliwe zniszczenia wojenne, śmierć i cierpienia, Polakom miały wystarczyć nic niekosztujące gesty niemieckich kanclerzy, którym towarzyszyło pranie strasznej przeszłości Niemiec hitlerowskich i zwalanie ich win i zbrodni najpierw na mitycznych nazistów, a potem już wprost na ofiary zbrodni – przede wszystkim Polaków. To jest źródło notorycznych przez dziesięciolecia „pomyłek” niemieckich mediów mówiących o „polskich obozach śmierci”, co bezrefleksyjnie powtarzają media światowe.

Francja generała de Gaulle’a, sama nie rozliczywszy się porządnie z kolaboracji z hitlerowskimi Niemcami, przymykała oko na ich grzeszki, sądząc, że będzie we Wspólnocie Europejskiej odgrywać wiodącą rolę, a skończyło się tym, że Niemcy lepiej wykorzystali koniunkturę, a jedynym francuskim wkładem w unijne struktury pozostał antyamerykanizm i niepojęta miłość do Rosji. Biedny Napoleon musiał zgrzytać zębami, widząc powstające masowo w Paryżu na pamiątkę Kozaków pojących konie w Sekwanie typowo francuskie miłe lokaliki o wdzięcznej nazwie „bistro”!

Europejski kostium dla niemieckiego imperializmu

Po ogłoszonym przez aktorkę „końcu komunizmu w Polsce” marzyło się nam jak najszybsze włączenie w struktury gospodarcze i obronne wyidealizowanego w czasach niewoli Zachodu. Nie dostrzegaliśmy wtedy narastającego zlewaczenia tegoż, zresztą w owych czasach na dłuższą chwilę powstrzymanego przez takich gigantów polityki światowej, jak Ronald Reagan i Margaret Thatcher. Jednak kiedy do Unii i NATO – jak lubią dziś przypominać polskie przemalowane komuchy – wprowadzali nas Aleksander Kwaśniewski i Leszek Miller, rozbrzmiały pierwsze dzwonki alarmowe. U mnie na tyle skutecznie, że głosowałem przeciw wejściu do UE.

Warto więc przypomnieć, że weszliśmy tam na skrajnie niekorzystnych warunkach, otwierając całą polską gospodarkę na pole swobodnego działania kapitału zagranicznego, a samemu mając na całe lata zablokowaną możliwość działania, a nawet pracy najemnej na terenie głównych państw unijnych, zwłaszcza Niemiec. Tzw. prywatyzacja polskiego sektora państwowego zaowocowała dziwnym trafem przejęciem niemal całej polskiej prasy przez kapitał niemiecki, a rynku obsługi miast – przez niemiecki i francuski, a więc dwóch głównych rozgrywających w UE. Wyrazy niezadowolenia z nierównego traktowania prezydent Francji kwitował pogardliwie, że „Polska straciła okazję do siedzenia cicho”, a kanclerz Niemiec brutalnym szantażem próbowała nam wcisnąć zaproszonych przez siebie muzułmańskich uchodźców. Ostatnie, ewidentnie antypolskie wystąpienia polityków niemieckich pod marką Unii Europejskiej sprawiają wrażenie, że ta struktura jest już niczym więcej niż kostiumem dla niemieckiego imperializmu.

Nic krzyżackiego gadu nie ugłaszcze

Wróćmy na koniec do plakatu z lat 20. ubiegłego wieku. Przyjrzyjmy się trzeciej postaci stojącej nad obalonym Krzyżakiem. Ten robociarz z potężnym młotem w ręce spogląda – podobnie jak żołnierz z szablą – gdzieś w prawo, poza kadr, unosząc drugą rękę przyzywającym gestem. Kogo wzywa? Rzeczpospolitą, by umocniła zdecydowanie żywioł polski na Śląsku? A może sąsiadów, niegdyś sojuszników na polu grunwaldzkim – Litwinów, Rusinów, Czechów – by w odróżnieniu od Europy Zachodniej pamiętali słowa poety z tych stron, który urodził się w białoruskim dziś Nowogródku, wyrósł w litewskim dziś Wilnie, poznał dobrze Moskali, wykładał na słynnym paryskim uniwersytecie. Myślę nie tylko o otwierających nasz poemat narodowy słowach „Litwo, ojczyzno moja...”, gdzie trzy krainy spaja dziedzictwo I Rzeczypospolitej, bo wszak polski dwór w Soplicowie leżący „na Litwie”, w istocie znajdował się gdzieś na ziemiach Białorusi, także „szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych”. Myślę także o mocnym ostrzeżeniu:

„Lecz krzyżackiego gadu nie ugłaszcze/Nikt, ni gościną, ni prośbą, ni dary;/Małosz Prusaki i Mazowsza cary/Ziem, ludzi, złota, wepchnęli mu w paszczę?/On wiecznie głodny, choć pożarł tak wiele./Na resztę rozdziela gardziele”.

Trzeba bowiem widać przypominać, że wieszcz Adam nie tylko w despotycznej Rosji upatrywał sprawcy nieszczęść Polski, ale aż dwa wielkie poematy, „Grażynę” i „Konrada Wallenroda”, poświęcił walce z innym odwiecznym wrogiem – Krzyżakami, których spadkobiercą był despotyzm pruski, nie mniej zajadły w tępieniu polskości. I obojętne jest, czy miał on formę monarchii absolutnej, demokratycznej Republiki Weimarskiej, demokratycznie przekształconej w totalitarną III Rzeszę, czy demokratycznych z nadania zwycięzców powojennych Niemiec zachodnich i Niemiec wschodnich, te ostatnie „demokratyzm” miały nawet w nazwie.

Obojętne, wszystkie bowiem te formy państwa niemieckiego odznaczały się niezmiennie wrogością do naszego kraju i przekonaniem, że my i inne narody regionu Europy Środkowo-Wschodniej zasługujemy jedynie na los podludzi służących uosabiającym szczyty europejskiej kultury i cywilizacji „übermenschom”. Dziś przyczajona przez lata pod cienką warstwą „demokracji liberalnej” pruska buta zrzuca to ciasne i krępujące ubranko, sięgając po… biały płaszcz z czarnym krzyżem? Grunwaldzkie miecze? A może wystarczą metody „pokojowe” – dekretami przepełnionej demokratycznym duchem UE „zagłodzenie” Polaków, Węgrów i innych buntujących się przeciw brutalnemu niemieckiemu dyktatowi podludzi?

Temu dyktatowi w imieniu Polski Jarosław Kaczyński właśnie odpowiedział potężnymi słowy Prymasa Tysiąclecia wyrzeczonymi wobec równie obłędnych roszczeń komunistów: „Non possumus!”.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts