Już wtedy narobił afer, nie tylko zegarkowych, ale przez zrujnowanie polskich przedsiębiorców budujących autostrady. A jednak to nie przeszkodziło komuś wpływowemu polecić go nieszczęsnym Ukraińcom, by i tam „zreformował” po swojemu ich system drogowy. I to mu się pięknie udało. Tylko że ukraińskie służby okazały się mniej tolerancyjne. Teraz za tych złodziei i aferzystów typu pana N. po prostu wstyd i musimy świecić za nich oczami. A ponieważ to nie my go tam posyłaliśmy, ale jakaś mafia, której był najwidoczniej członkiem, to warto sprawdzić, czy owymi mafiosami nie są przypadkiem prominentni politycy z jego partii, która rządziła nami dwie kadencje i swoje złodziejskie metody próbowała przeszczepić na Ukrainę.
Chłopcy z ferajny
To, że w świetle najnowszych odkryć CBA niejaki Sławomir N. okazał się zwykłym, a właściwie ze względu na skalę – niezwykłym złodziejem i aferzystą, chyba jakoś nikogo nie zaskoczyło. Ale daje do myślenia, że ten osobnik był wszak prawą ręką i ulubieńcem premiera Polski Donalda Tuska.