W słynnej dystopii 1984 George Orwell przedstawił świat, w którym obywatele muszą bez wahania uwierzyć w to, że 2+2=5 jeżeli tylko Partia każe im w to wierzyć. Dla niego zapewne było to pokazanie na najbardziej absurdalnym możliwym przykładzie tego, jak bardzo lewica chce kontrolować rzeczywistość. Lewicowa – co łatwo stwierdzić po publikowanych przez nią na Twitterze treściach – profesor mtematyki Laurie Rubel, która na co dzień wykłada w Brooklyn College uznała jednak, że coś jest na rzeczy. 

Dyskusja zaczęła się 3 sierpnia kiedy Rubel napisała, że „idea, że matematyka jest obiektywna, TO MIT”, okraszając swój wpis hasztagiem #takebackmath (ang. odzyskajmy matematykę). Następnie w serii tweetów rozwinęła ten temat pisząc między innymi, że „idea, że matematyka (albo dane) jest obiektywna to mit. Jestem gotowa, żeby skończyć z takim jej rozumieniem, kto jest ze mną?” oraz „razem z poglądem, że „oczywiście matematyka jest neutralna bo 2+2=4 mamy połączone (i niepokojące) „matematyka jest czysta” i „chrońmy matematykę”. Śmierdzi białą supremacją i patriarchatem. Wolę myśleć o pomaganiu ludziom i chronieniu planety (z matematyką służącą tym celom).

Jej wpisy szybko zdobyły ogromną popularność. I o ile większość osób podawała je dalej aby wykpić to, czym stała się współczesna lewica, o tyle nie zabrakło osób które zgodziły się z prezentowaną przez nią wizją matematyki. Jedną z nich była na przykład Kareem Carr, która obecnie robi doktorat na Harvardzie i która zauważyła, że matematyka powinna zostać poddana ponownej ocenie bo została stworzona głównie przez białych mężczyzn.

„Ludzie mówią, że pytanie o to czy matematyka jest zachodnia to subiektywizm"

- napisała. ”Nie rozumiem tego. To obiektywny fakt, że pewne grupy były bardziej zaangażowane w tworzenie współczesnej matematyki niż inne. Mogli „próbować” sprawić by była obiektywna ale nie jest głupim pytanie o to, czy im się to udało”. 

W podobnym tonie wypowiedziała się czarnoskóra matematyk Marian Dingle. „Teraz już wiadomo, że inne kultury używały teorii którą nazywamy teorią Pitagorasa, jednak dalej tak ją nazywamy. To kolonizacja i usunięcie. Mamy kanon matematyki który to sprawia”. Jej wpis został podany dalej przez Rochelle Gutierrez, która wykłada „socjopolityczne perspektywy edukacji matematycznej i naukowej” na uniwersytecie Illinois. „Tak! To odnosi się do aspektów kulturowych i historycznych zachodniej/europocentrycznej matematyki. I my chcemy odnosić się również do Życiowej Praktyki (która polega bardziej na wyobrażeniu sobie wersji która buduje na wiedzy przodków ale jeszcze nie istnieje)”. 

To nie jest pierwszy raz kiedy Gutierrez wyraziła podobne poglądy. W 2017 roku jej tekst znalazł się w antologii przeznaczonej dla nauczycieli matematyki. Stwierdziła wtedy, że nauczyciele muszą być świadomi politycznych i rasistowskich konotacji matematyki. „Na wielu poziomach matematyka sama w sobie operuje jako Białość. Kto zajmuje się i rozszerza matematykę, kto jest zdolny do jej stosowania i kto jest uznawany za członka społeczności matematycznej jest generalnie postrzegany jako Biały” - pisała dodając, że używanie przez nauczycieli takich fraz jak teoria Pitagorasa czy liczba pi „tworzy percepcję, że matematyka została stworzona głównie przez Greków i innych Europejczyków”.

W tym samym tekście Gutierrez martwiła się również, że matematyka wpływa na umacnianie białego przywileju. Jej zdaniem ważna rola matematyki w gospodarce sprawia, że osoby które sobie z nią radzą są w lepszej sytuacji i np. profesorom matematyki jest dużo łatwiej dostać granty na badania niż profesorom gender studies czy socjologii. Uznała również, że skoro mniejszości etniczne gorzej sobie radzą z matematyką niż biali, to jest ona elementem rasistowskiego systemu. 
Jednym z niewielu akademików którzy odważyli się pokazać absurd tej dyskusji był doktor matematyki i fizyk James Lindsay. „Na pewno tak jest i Lewicę trzeba o tym koniecznie przekonać, że dokonania inżynierii, takie jak podróże kosmiczne i budowa rakiet, w całości zależą od zaakceptowania stabilnego znaczenia matematycznych stwierdzeń jak 2+2=4 jako prawdy obiektywnej a nie kulturowych wypadków” - napisał. 

Dla Lindsaya nie jest to pierwsze starcie z lewackimi profesorami. W 2017 roku zrobiło się o nim głośno kiedy razem wspólnie z profesorem filozofii z Uniwersytetu Stanowego w Portland Peterem Boghossianem postanowili pokazać, że współczesne nauki humanistyczne składają się z „szarlatanów, aktywistów którym odbiło i naiwnych idiotów”. W tym celu napisali artykuł naukowy, który z założenia nie miał żadnego sensu ale był pełen mądrych słów i fraz kojarzących się z lewicowym światopoglądem – stwierdzili w nim między innymi, że „męskie penisy są tylko konstruktem społecznym” i że powodują globalne ocieplenie. Jego znaczne części wygenerowali też przy pomocy specjalnego programu. Następnie udało im się przejść proces recenzji naukowych i opublikować ten stek bzdur w „prestiżowym” periodyku naukowym Cogent Social Sciences – żaden z recenzentów nie odważył się powiedzieć im, że ich tekst nie ma żadnej wartości naukowej, chociaż oni sami zrobili wszystko, żeby jej nie miał.