Niedawno bardzo głośno zrobiło się o przemówieniu Trumpa, które wygłosił 3 lipca przed Mount Rushmore. Ostrzegł w nim przed „skrajnie lewicowym faszyzmem” i „lewicową rewolucją kulturową”, które jego zdaniem stanowią ogromne zagrożenie dla Ameryki i cywilizacji zachodu.

W wywiadzie dla RCP Trump powtórzył tamto ostrzeżenie i dodał, że jeśli amerykańska prawica
nie odważy się z nim walczyć, to wkrótce na jakąkolwiek walkę będzie zbyt późno.

„Walczymy w wojnie o kulturę. Jeżeli Republikanie nie stwardnieją, nie zmądrzeją i nie znajdą siły aby chronić nasze dziedzictwo i nasz kraj, to moim zdaniem będą mieli bardzo ciężkie wybory”

- stwierdził.

Trump ostrzegł również przed postrzeganiem Bidena jako kandydata umiarkowanego, centrowego. Jego zdaniem to tylko fasada i jego zwycięstwo będzie oznaczać ogromny kryzys gospodarczy. Jego zdaniem wygrana Bidena doprowadzi do „systemu, którego nikt nie będzie chciał być częścią, systemu który doprowadzi do kolejnej Wenezueli”. Dodał, że zwycięstwo Bidena będzie oznaczało ogromny i głęboki kryzys gospodarczy gdyż „chce on w ogromnym stopniu podnieść podatki i wydać pieniądze na programy które nie działają”.

W tym wywiadzie Trump odniósł się również do tzw. cancel culture. Amerykańska prawica nazywa tak wyszukiwanie mniej lub bardziej kompromitujących faktów z przeszłości osób, których nie lubią – zwykle starych wpisów z mediów społecznościowych, które już nie są poprawne politycznie – i używaniu ich do organizacji bojkotu, prób zwolnienia takiej osoby z pracy itp. Przez lata spotykało to prawicę, ale ostatnio celem lewicowych hunwejbinów coraz częściej padają ich właśni przedstawiciele. Najbardziej znanym tego przykładem jest Joanne K. Rowling, autorka cyklu książek o Harrym Potterze i radykalna feministka, którą lewicowcy zaatakowali za to, że nie podoba jej się gender. Rowling była jedną ze 150 lewicowych pisarzy i intelektualistów, którzy podpisali się ostatnio pod listem wzywającym lewicowych aktywistów do rezygnacji z takich działań.

To chyba jedyna rzecz, w której zgadza się z Trumpem. „To sama definicja totalitaryzmu” - stwierdził prezydent - „i jest to kompletnie obce naszym wartościom i naszej kulturze. Absolutnie nie ma miejsca na to w Stanach Zjednoczonych Ameryki”.

Zdaniem niektórych komentatorów nagłe zainteresowanie Trumpa sprawami wojny kulturowej to próba ratowania jego kampanii wyborczej. Jeszcze niedawno wśród poważnych analityków panowało przekonanie, że Trump ma niemal pewną reelekcję gdyż dla większości wyborców stan gospodarki jest najważniejszym czynnikiem przy podjęciu decyzji, a ta za Trumpa radziła sobie świetnie. Wszystko zmieniła jednak pandemia chińskiego koronawirusa i związane z nią restrykcje.

„To miało być ogromne zwycięstwo, ale potem Chiny uderzyły w nas chińskim wirusem, który nagle wprawił w osłupienie ten kraj i cały świat. Teraz sytuacja jest już dużo trudniejsza”

- przyznał Trump - „Żeglowaliśmy po łatwe zwycięstwo. Teraz muszę o nie walczyć. Ale walczyłem przez całe życie. To właśnie robię, walczę o zwycięstwo”.