Niezalezna.pl: Czy jest Pan zadowolony z frekwencji na manifestacji?

Adam Borowski: Oczywiście, że jestem zadowolony, bo mieliśmy świadomość, że nie mogliśmy przekroczyć tej liczby i spotkać się z zarzutem, że łamiemy prawo. Ja jestem legalistą i prawo łamałem w latach 80., natomiast kiedy rządzi mój rząd to chcę tego prawa przestrzegać. W wolnej Polsce prawo powinno być przestrzegane, stąd nasza obecność, by w ostatnim konstytucyjnym terminie te wybory się odbyły, żeby nie powodować systemu konstytucyjnego w Polsce. To byłoby sytuacja ponad normami prawnymi, nie wiadomo byłoby nawet kto miałby tę schedę po prezydencie na ten czas do wyboru prezydenta przejąć.

Co znalazło się w piśmie i czy oczekuje pan reakcji marszałka Tomasza Grodzkiego?

W piśmie był apel do pana marszałka, żeby przyspieszył prace, żeby oddał ustawę z powrotem do Sejmu, najlepiej bez zmian. Bo przecież sejmowa większość i tak odrzuci poprawki, które miałyby uniemożliwić wybory 28 czerwca. 

Druga strona mówi, że to "prawo pisane na kolanie". 

No, a druga strona od czego jest? Od tego, żeby krytykowała.

Zawsze w polskiej polityce musi się dziać wszystko tak skrajnie? Nie można merytorycznie pracować?

Oczywiście, że można merytorycznie. I wydawało się przez moment, że taka praca merytoryczne jest możliwa, bo uzgodnienia były, kiedy wszystkie strony stwierdziły, że należy te wybory 28 czerwca przeprowadzić. Działalność pana marszałka Grodzkiego spowodowała, że uzgodnienia poczynione na spotkaniu międzypartyjnym zostały przekreślone i to wygórowane ego pana marszałka spowodowało, że mamy sytuację. Nie mam złudzeń, że on będzie się kierował naszą petycją, ale to rodzaj świadectwa, który należało dać. 

Czy wybory 28 czerwca się odbędą?

Według mnie muszą, nie ma wyjścia. Jakby się nie odbyły to znaczy, że nasze państwo w dalszym ciągu jest z tektury.