Jakiś czas temu prezydent USA Donald Trump zamieścił na Twitterze wpis sugerujący, że Demokraci prą do wyborów korespondencyjnych gdyż liczą, że dzięki temu łatwiej będzie im oszukiwać. Twitter oflagował ten post i poddał go tzw. fact checkingowi – dodano do niego informację, że według ekspertów wybory korespondencyjne nie wiążą się z większym ryzykiem oszustw. Później wyszło na jaw, że ci eksperci byli powiązani z telewizją CNN i gazetą „Washington Post”, czyli mediami znanymi ze swojej niechęci do Trumpa, a pracownik Twittera odpowiedzialny za decyzję o ocenzurowaniu jego wpisu w przeszłości wielokrotnie dawał publicznie upust swojej nienawiści do prezydenta i prawicy.

Cała sprawa wzburzyła Republikanów. Dwóch prawicowych polityków, senator Josh Hawley i kongresman Matt Gaetz ogłosiło, że pracują nad ustawą, która pozbawi Twittera – i w domyśle inne media społecznościowe które dopuszczają się podobnych praktyk – ochrony prawnej. Obecnie według sekcji 230 Ustawy o Przyzwoitości w Komunikacji właściciele mediów społecznościowych nie odpowiadają za treści publikowane przez użytkowników i nie mogą być przez nie pozwani do sądu.

Zdaniem Hawleya Twitter nadużył tych uprawnień.

- Jeżeli Twitter chce wyrażać własne opinie i komentować posty użytkowników, to powinien być pozbawiony swojego specjalnego statusu w prawie federalnym i zmuszony do przestrzegania tych samych zasad jakich przestrzegają inne redakcje. Tak będzie sprawiedliwie

 - napisał.

Spytał również szefa Twittera Jacka Dorseya o to, czy używani przez niego fact-checkerzy na pewno są obiektywni i czy cały ten incydent nie był atakiem politycznym na Trumpa.

Gaetz wypowiedział się w podobnym tonie. Jego zdaniem konieczność ponownego przyjrzenia się sekcji 230 pozwoli na obronienie się przed wpływem takich firm jak Twitter na wybory.

- Obecnie pracuję z moimi republikańskimi kolegami z Komisji Sądowniczej nad pierwszą wersją ustawy która mówi, że jeśli masz zamiar opiniować prawdę lub fałsz tego, co jest umieszczane na twojej platformie, to nie przysługuje ci ochrona Sekcji 230”

- powiedział w swoim podcaście - „Nie jesteś wtedy platformą. Robisz coś innego. Wyrażasz swoje zdanie”.

Fact checking stał się gorącym tematem politycznym w USA w czasie ostatniej kampanii wyborczej. W powszechnej opinii Trumpowi, który cieszył się bezprecedensową niechęcią klasycznych mediów, udało się je bowiem wygrać dzięki wykorzystaniu przez jego zwolenników mediów społecznościowych. Lewica uważa, że wykorzystali w tym celu tzw. fake newsy mające zdyskredytować Hillary Clinton, i zaczęła naciskać na przedstawicieli społecznościówek, aby wprowadzili na swoich stronach fact checking. Republikanie zwracają natomiast uwagę, że w wypadku kwestii politycznych czasami trudno odróżnić fakt od opinii, a w większości wypadków fact-checkingiem zajmują się przedstawiciele szeroko rozumianej lewicy, co budzi uzasadnione obawy o ich bezstronność.

W czwartek rezydent USA Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze dotyczące mediów społecznościowych. Wzywa ono federalnego regulatora rynku, by w niektórych przypadkach media te ponosiły prawną odpowiedzialność za posty użytkowników.