"Dżentelmeni": Kraciaste dresy, czyli styl i dobry humor

Matthew McConaughey, Colin Farrell, Hugh Grant – już samo przywołanie tych nazwisk podwyższa puls u żeńskiej części kinomanów. W „Dżentelmenach” z wyżej wymienionej trójki jedynie McConaughey dostał rolę amanta, ale na dużym ekranie widza uwodzą dosłownie wszyscy aktorzy. Guy Ritchie zrobił rewelacyjne kino o gangste- rach, które wciąga i bawi. Brytyjski dowcip z mniejszości etnicznych lub z homoseksualistów podany jest z taką klasą, że nie sposób się obrazić.

"Dżentelmeni" - ten film udowadnia, że śmiać się można z każdego
fot. mat.pras.

Guy Ritchie, który dopiero co zachwycał Disneyowską bajką o Aladynie, wrócił do kina gangsterskiego w humorystycznym wydaniu. I tak jak w tytule produkcji, podaje nam je w iście dżentelmeńskim stylu. Do tego stopnia, że widz wchodzi do świata przestępców, morderców, baronów narkotykowych i zaczyna tym „dobrym złym” kibicować. Przy czym Ritchie nie zachęca do naśladowania bohaterów filmu, nie pochwala też narkotyków, pokazując, do jakich skutków może doprowadzić ich zażywanie.

Przede wszystkim reżyser i scenarzysta „Dżentelmenów” genialnie obśmiewa i kino gangsterskie, i stereotypy. Śmiejemy się, uwaga!, z homoseksualistów – zwykle przecież wychwalanych w licznych hollywoodzkich produkcjach. Śmiejemy się też z czarnoskórych, z Żydów, Cyganów, Chińczyków i brytyjskich arystokratów. Można? Można! Ritchie robi to z takim smakiem, że aż szkoda, że na jego liście nie znaleźli się Polacy, których przecież w Wielkiej Brytanii nie brakuje. Jestem ciekawa, co też by w naszych rodakach wyśmiał.

Film jest trochę szalony. Trzeba cały czas czuwać, żeby nie pogubić się w zawiłych wątkach. Na ekranie pojawia się wiele barwnych postaci, a każda ma w sobie coś interesującego. Na pierwszy rzut oka trudno rozpoznać Hugh Granta, który przez 103 minuty (tyle trwa seans) prowadzi potoczystą narrację. To nie uroczy romantyk William z „Notting Hill”, tylko Fletcher – dowcipny, ekstrawagancki, ale i cyniczny, cwany lis, który nie cofnie się przed niczym, by zdobyć dużo kasy. Fletcher ma kluczowe informacje dotyczące transakcji biznesowych Mickeya Pearsona (urzekający charyzmą Matthew McConaughey). Amerykanin, który zbudował w Anglii narkotykowe imperium (przy wsparciu niektórych niższych członków brytyjskiej rodziny królewskiej), chce się wycofać z rynku (może obawia się brexitu). Brytyjscy bandyci z różnych kręgów kulturowych węszą więc okazję do przejęcia jego biznesu. Rozpoczyna się intrygująca, nie zawsze czysta gra, ale Pearson razem z piękną i niebezpieczną żoną Rosalindą (Michelle Dockery) oraz ceniącym luksusy zaufanym gangsterem Rayem (Charlie Hunnam) nie zamierzają się łatwo poddać.

Do akcji wkracza też Trener ,który próbuje sprowadzić na dobrą drogę zepsutą młodzież. W tej roli świetnie spisał się Colin Farrell, ubrany (tak jak i jego podopieczni) w wyróżniające się kraciaste dresy. Stroje autorstwa kostiumografa Michaela Wilkinsona szybko zrobiły furorę wśród widzów i nie zdziwię się, jeśli pojawią się w najnowszych kolekcjach projektantów mody. Na pochwałę zasługuje też scenografia – bo na klimatyczne uliczki, piękne wille arystokratów lub stylowe wnętrza nowobogackich apartamentów patrzy się całkiem przyjemnie.

W tej gangsterskiej komedii nie ma wielu scen przemocy, choć pojawiają się mocne momenty, dlatego nie jest to produkcja dla młodych widzów. Tu toczy się gra bardziej na umysły i na słowa, a ta intelektualna walka z domieszką pokazania półświatka i genialnym brytyjskim humorem warta jest zobaczenia.

 

Źródło: Gazeta Polska Codziennie, gpcodziennie.pl

#Dżentelmeni #Matthew McConaughey #Colin Farrell #Hugh Grant

Anna Krajkowska
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo