Za całość odpowiada Sam Akina - reżyser, który swoją markę i rozpoznawalność zbudował na serii "Planeta Singli". Klimat filmu "Mayday" jest zresztą podobny, angażujący zresztą sporą część aktorów, którzy występowali we wspomnianych produkcjach Akiny. W rolę bigamisty Jana wciela się Piotr Adamczyk, którego komediowe kreacje niemal tyle samo polskich widzów kocha, co nie cierpi. Adamczyk i tutaj jest bardzo charakterystyczny; czasem świecący na ekranie gołymi pośladkami, innym razem wpadający w kuriozalne tarapaty, by wychodzić z nich obronną ręką (w absurdalnych i pokręconych okolicznościach). 

Głównego bohatera wspiera Staszek - w tej roli Adam Woronowicz. I znów: zapewne większość miłośników talentu tego aktora może poczuć pewien dyskomfort, obserwując kreowaną przez jego postać wokół dowcipów najniższej kategorii, ale zarówno on, jak i Adamczyk nieźle bawią się w tych rolach. Podobnie zresztą jak Anna Dereszowska i Weronika Książkiewicz jako oszukiwane przez taksówkarza-bigamistę żony. Kto zna "Mayday", ten wie, że w historii nie brakuje zwrotów akcji, nieustannego napięcia, w którym utopiony jest główny bohater, jak i permanentnych tarapatów, w które ładuje się z gracją słonia w składzie porcelany. 

Nie jest to, rzecz jasna, wielkie kino. Jeśli ktoś oczekuje ambitnej komedii, albo chociaż filmu z ciut większym przesłaniem niż rutynowa komedia omyłek, powinien omijać "Mayday" szerokim łukiem - albo wybrać się na ten sam tytuł, ale do teatru, gdzie opowieść jest snuta z większą finezją i sznytem. Filmowa wersja Akiny pozostawia wiele do życzenia: zarówno na gruncie fabuły, jak i przede wszystkim serwowanego widzom poczucia humoru. Sądząc jednak po reakcjach widowni (szczelnie wypełniającej kino na seansie przedpremierowym), dowcipy te trafiły na podatny grunt, a film może okazać się hitem. 

Trzeba sobie powiedzieć wprost: filmowy "Mayday" to niespełna dwie godziny dość prymitywnej rozrywki, pozwalającej raczej na weekendowy reset od codziennych problemów, aniżeli szansa na coś więcej. Akina poszedł po linii najmniejszego oporu - aktorsko film się broni, bo obsada aktorska zapewnia wielu fanów poszczególnych aktorów, niemniej jednak mając w pamięci, jak "Mayday" może wyglądać w teatrze, trochę szkoda, że tak to się skończyło na dużym ekranie. Porechotać można, ale film raczej do zapomnienia. Szkoda.

Ocena: 3/10