Sprawa "małej Emi" zdominowała informacje medialne w ostatnim czasie. Sprawa rzekomej "farmy trolli", którą tworzyć miała kobieta o imieniu Emilia, jest podtrzymywana przez polityków opozycji. Omówili ją też goście dzisiejszego programu "Studio Prasowe" redaktora Adriana Stankowskiego.

"To kolejna szajba lewacka, która nas opętała. Zawsze komuniści operowali na przekręcaniu pojęć. Przykład mamy z mową nienawiści, którą się lansuje. W zależności od tego, kogo nie lubię, to mogę przypisać komuś, że w sposób nienawistny hejtuje. Myślę, że ta historia minie, bo to próba wprowadzenia cenury. Od zawsze ludzie pisali na murach, kiedy nie było jeszcze internetu"

- powiedział Marek Król, publicysta "Sieci".

Jak w takim razie zdefiniować hejt?

"Hejt to przesadna krytyka, której celem jest wywołanie negatywnych odczuć, takich jak nienawiść. To wszystko, co dziennikarz może ujawnić w interesie społecznym, powinno być ujawnione"

- uważa Jerzy Mosoń z fundacji "Libre".

Według Jacka Łęskiego z Telewizji Polskiej, opór środowiska sędziowskiego i kolejne sytuacje, które będą miały na celu przerwanie reformowania wymiaru sprawiedliwości, były wręcz pewne w momencie, gdy PiS zdecydował się przeprowadzić zmiany w sądownictwie.

"Od samego początku, kiedy okazało się, że PiS poważnie potraktował reformę wymiaru sprawiedliwości i było wiadomo, że to stajnia Augiasza i dotknięcie tego środowiska spowoduje opór. Jako pierwsi z nagonką spotkali się ci sędziowie, którzy stwierdzili, że warto zaangażować się w reformie sądownictwa"

- zaznaczył.

Inny głos dotyczył oświadczeń majątkowych, jakie muszą składać ludzie władzy. Według gościa "Studia Prasowego", niektórzy uważają, że śledzenie oświadczeń może prowadzić do hejtu. Ale...

"W dzisiejszych czasach nawet matematyka może być narzędziem hejtu, bo wystarczy dodać kilka pozycji w oświadczeniu majątkowym i już się jest hejterem. Zachęcam, by Polacy masowo czytali oświadczenia majątkowe i zamienili się w takich hejterów. To przejaw obywatelskości. Państwo polskie powinno w tym pomóc. Wszystkie dokumenty powinny być digitalizowane"

- dodał niezależny komentator Miłosz Lodowski.