Na początku Kazimierz Marcinkiewicz nie widział nic złego w okazywaniu miłości swojej nowej partnerce. Również na okładkach wielu czasopism. Były premier porzucił swoją pierwszą żonę i czwórkę dzieci, po czym błyskawicznie związał się z Izabelą Olchowicz.

Medialna sielanka trwała w najlepsze, aż przyszedł nagły koniec. Po rozstaniu pary zaczęła się wojna. Ostatecznie Marcinkiewicz jest winny drugiej byłej małżonce całkiem pokaźne alimenty. Sprawa zabrnęła tak daleko, że do mieszkania "Kaza" kilkukrotnie pukał komornik.

Konflikt Marcinkiewicz-Olechowicz jest dla mediów bardzo atrakcyjnym tematem, co mocno nie podoba się byłemu premierowi. Przed wyborami do Parlamentu Europejskiego pojawiła się iskierka nadziei, że wróci do polityki. Dołączył bowiem do Koalicji Europejskiej. Ostatecznie nie było mu jednak dane wystartować w wyborach.

Po wielu miesiącach Marcinkiewicz mówi wprost: "mam tego dość!".

Trzy miesiące temu zrezygnowałem z udziału w jakichkolwiek formach życia publicznego, w tym z komentowania spraw publicznych, z udziału w mediach i uroczystościach państwowych. Zrobiłem to po brutalnym i bezprecedensowym ataku pełnym oszczerstw i poniżania, ataku mojej stalkerki na mnie przy użyciu mediów. Ten chamski atak uniemożliwił mi start w wyborach europejskich, ale więcej spłoszył wszystkich klientów, poniosłem ogromne straty. Właśnie dlatego, w celu obrony siebie i rodziny podjąłem decyzję o odejściu z życia publicznego i stania się osobą stricte prywatną

- pisze były polityk na Facebooku.

Miesiąc temu zrezygnowałem także z mediów społecznościowych. Jeśli będzie taka potrzeba udowodnię sądownie, fakt że jestem osoba prywatną i że wszystkie pismaki i szmatławce i szczujnie wycierające swoje gęby moim nazwiskiem muszą właśnie tak mnie traktować. Dosyć zarabiania na mojej osobie z użyciem chamstwa, kłamstwa i steku bzdur

- dodaje.

Na zakończenie Marcinkiewicz stwierdza, że on "też ma prawo żyć".