Opowiedzieć o fabule "Ja teraz kłamię" nie jest zadaniem prostym. Widzowie zostają zabrani w przedziwną podróż w czasie - jak można się domyślić, do niedalekiej przyszłości, która przypomina jednak mieszankę rzeczywistości PRL (i to z głębokich lat 60.) z futurystyczną wariacją stworzoną przez scenografów, charakteryzatorów, twórców kostiumów i architektów zatrudnionych przy filmie. Trudno przyzwyczaić się do takiego świata, ale myliłby się ten, kto uważałby, że okrzepnięcie w nim otwiera wszystkie furtki do zrozumienia i interpretacji filmu. 

Oto bowiem otrzymujemy kuriozalne show pt. "Konfesjonał Gwiazd" (prowadzony przez Kai - w tej roli Agata Buzek), w którym historie trojga celebrytów mają wzruszyć widownię. Skuteczna gra na emocjach i uczuciach widzów ma przynieść bohaterom absurdalnego teleturnieju realizację marzeń i spore pieniądze. Tutaj tak naprawdę trzeba zacząć gryźć się w język, ponieważ zarówno Celia (Maja Ostaszewska), Mat (Rafał Maćkowiak), jak i Yvonne (Paulina Walendziak) prowadzą swoje gierki, których zdradzenie może popsuć artystyczny i fabularny wydźwięk całego filmu. Historię poznajemy z perspektywy każdego z nich osobna, co zdaje się przypominać zapomniany już nieco program "Decyzja należy do Ciebie" albo jeden z odcinków netfliksowego hitu "Czarne lustro". 

Widz nieustannie jest prowokowany przez Twardego (ciekawa rola Adama Woronowicza) pytaniem o to, czy czuje, że zna prawdę o filmie, o losach bohaterów, o tym, kto ściemnia, a kto jest uczciwy w tym, co obserwujemy na ekranach. Zresztą nawet końcowy twist i próba wyjaśnienia całej fabuły tylko otwiera kolejne piętra i okna interpretacji. Borowski pokazał się jako interesujący reżyser, który podejmuje wielopoziomową grę z widzem: jest tu i manipulacja, i żonglerka wątkami, i wysłanie sygnału co do refleksji nad prawdziwością historii, jakich wiele na codziennych ekranach naszych telewizorów i szpaltach gazet. Przemykająca gdzieś w tle "Ja teraz kłamię" kostka Rubika dobrze oddaje istotę tego filmu - niejednoznacznego, trudnego do oceny, ale zarazem inspirującego i niepozwalającego przejść obojętnie. 

Wszystko to przypomina fantazje, jakie widać czasem na scenach nowych teatrów, stawiających na mocno modernistyczny i niejednorodny przekaz. I dlatego też "Ja teraz kłamię" nie jest prostą receptą na niezłą rozrywkę w trakcie wieczornego seansu w kinie, ale warto dać szansę dziełu Borowskiego i poświęcić te półtorej godziny na wyprawę w nieznane. Wnioski przyniesione z tego osobliwego wehikułu filmowego każdy przyniesie zapewne nieco inne, ale czy nie o to chodzi w dobrej produkcji? 

Ocena: 6/10