Zacznijmy jednak od początku. Paskudowo, w którym odbywa się akcja bajki, to miejsce, do którego trafiają wybrakowane w toku produkcji lalki i maskotki. Niektóre z nich mają tylko jedno oko, kolejne dziwne plamy i odrosty, jeszcze inne niezliczoną liczbę kończyn i wszelakich wad - głównie natury estetycznej. Krótko mówiąc, szeroko rozumiany "system" naszkicowany przez autorów filmu, po prostu ich wypluł. Zabawki te znalazły swoją przystań, organizując sobie życie poza marginesem mainstreamu, na którego czele stoi doskonały Lou - ideał stworzony przez maszyny produkujące lalki. 

Spokojne życie Paskudowa zostaje jednak zakłócone przez jedną z jej mieszkanek - sympatyczną, acz nieprzesadnie uroczą Moxy, która niczym dickensowski Oliver Twist rzuca wyzwanie i mówi: "I want more", "chcemy więcej". Główna bohaterka marzy bowiem o życiu, do którego przeznaczane są inne maskotki - u boku dzieci, otoczone miłością, troską i ogromem dobrej zabawy. Z racji wad mieszkańcom Paskudowa po prostu nie jest to znane, ale Moxy chce to zrobić. Namawia grupę przyjaciół i rzuca wielkie wyzwanie systemowi, który po prostu nie toleruje odmienności. Czy ta walka ma szanse na powodzenie?


Trudności nie będzie brakować - pluszowi bohaterowie będą musieli walczyć nie tylko z grupą trzymającą władzę wśród ideałów maskotek, ale także - a może przede wszystkim - z własnymi kompleksami, brakiem pewności siebie i wiary w swoje możliwości. Fabuła jest co prawda nieco szarpana, zbyt wiele mamy tutaj piosenek (choć w niezłym wykonaniu, o czym za chwilę), ale całość - jako przekaz dla najmłodszych będący po prostu pochwałą nonkonformizmu i pójścia pod prąd  - po prostu się broni i stanowi całkiem udaną rozrywkę z przemyślanym morałem. 
I wadą, i zaletą "Paskud" są piosenki w wykonaniu Kamila Bednarka, Anny Karwan i Joanny Kołaczkowskiej. Artystycznie wykonywane są one bez zarzutu, ale dla tych, spośród widzów, którzy nie lubią produkcji naszpikowanych niemal musicalowymi wątkami, może być to trudne do przyjęcia i wytrącające z w pełni pozytywnego odbioru filmu. Niemniej jednak cała wspomniana trójka artystów spełnia również swoje zadanie jako podkładający głosy naszym bohaterom. A ci - na czele z Moxy, ale i Oxem, Babo i Szpeniem - choć pełni wad, niepasujący do rzeczywistości, koniec końców osiągają sukces, wlewając w serca widzów duże pokłady optymizmu i nadziei. 

A przecież głównie o to powinno chodzić w takich filmach animowanych jak "Paskudy". Owszem, scenariusz powinien być lepiej dopracowany, zabrakło może fabularnych zwrotów akcji czy cytatów, które zapamiętamy na długie tygodnie, sama bajka nie wejdzie do wielkich kanonów kina dla najmłodszych, ale jest zarazem solidną porcją rozrywki: w dodatku niegłupiej, dającej do myślenia i przepełnionej chrześcijańskim przesłaniem o tym, że nawet z najsłabszym, najbrzydszym i najbiedniejszym po prostu trzeba się liczyć. Czy od dzisiejszych animacji możemy oczekiwać jeszcze więcej?
 

Ocena:
7/10