W czasie protestów oświatowych związków zawodowych w sieci przypomniano, jak z protestującymi "rozmawiała" poprzednia ekipa rządząca. Co mówił ówczesny premier Donald Tusk, gdy demonstrowali związkowcy?

Zorganizowali oni wówczas ogólnopolskie Dni Protestu przeciwko polityce rządu pod hasłem "Dość lekceważenia społeczeństwa"

Donald Tusk, aby uniknąć konfrontacji ze strajkującymi, obrał narrację, że protestujący "chcą obalić jego rząd" dlatego się z nimi nie spotka. Tuska broniła Ewa Kopacz, która twierdziła, że "to nikt inny jak związki zawodowe wyszły z Komisji Trójstronnej".

Tam jest miejsce do rozmów i jeśli ktoś mówi, że brakuje mu dialogu, a jednocześnie opuszcza miejsce przeznaczone do tego dialogu, to pytanie czym się kierują związki zawodowe

- mówiła we wrześniu 2013 r.

Ewa Kopacz zapewniła wówczas, że "premier Donald Tusk jest otwarty na wszelkiego rodzaju rozmowy i udowodnił to w ciągu premierowskiej działalności".

Jedyną rzeczą jaką można dziś wywnioskować z tych postulatów to jest to, żeby obalić obecnie panujący rząd. Parlament został wybrany w sposób demokratyczny przez polski naród. Ten parlament zatwierdził taki a nie inny rząd i dziś dyktat związków ma polegać na tym, że to nie naród będzie wybierał parament a parlament rząd, tylko związki zawodowe. Chyba świat trochę staje na głowie 

- twierdziła w 2013 r. ówczesna marszałek Sejmu, która chętnie - kilka lat później - brała udział w demonstracjach przeciwko demokratycznie wybranemu rządowi Prawa i Sprawiedliwości.

Widać, że podejścia ówcześnie rządzących i rządzących obecnie diametralnie się różnią. Dziś odbędzie się przecież okrągły stół ws. oświaty, na który premier Mateusz Morawiecki zaprosił przedstawicieli związków nauczycielskich.